Sorrowhead (ex Cheval)
Medytacja I
Trudno kochać Boga, gdy nienawidzi się życia. Jak Go kochać - amofricznego, oceanicznego, niewidzialnego? Ponoć jest bardzo blisko, ponoć pragnie zjednoczyć się ze mną, wypalić wszystko, co przeszkadza w tym zjednoczeniu.
Dlatego mam nie mieć bogów cudzych przed Nim. Kiedy to piszę, narasta we mnie żar, ale czyż nie pamiętam o swojej pustce i goryczy? Jeśli Pismo czytam jako księgę oskarżeń i nie dowierzam Miłosierdziu? Cóż stało się moim bogiem?
Ponoć Piękno jest Jego uśmiechem.
Jeśli chodzi o gorycz - napisał biedny Miłosz - “zostałeś pozbawiony. I co? Lepsi od ciebie zostali pozbawieni.” Spacer wzdłuż arterii, po drodze kampus, studentka na oko trzeciego roku socjologii, Erasmus - “Germans are very open minded poeple”.
…
Jaka jest właściwie struktura osoby? Mówi się, że aktowa. Czyż nie można podążać za Conradem w chwilach wahania? Czyż nie ma długiego trwania i zarówno Locke jak i Kant nie są gdzieś u źródeł, może w jakiś sposób dekadencko, chrześcijańscy?
Św. Paweł poruszony był widokiem Wiszących Ogrodów, mamy czynić sobie ziemię poddaną, czyż sam pęd twórczości i inżynierii nie jest dobry? Spryskać wodą święconą galerie handlowe, zderzacz hadronów, komputer kwantowy.
Może to marzycielstwo, może młodzieńczy optymizm, może pragnienie zaczarowania świata.
…
Ale to oczywiście mądrzejsze ode mnie. Skąd więc wydobywają się te słowa? Czy są moje? Czy w nie wierzę? Czy to medytacja? A jeśli tak, cóż po medytacji w świecie utylitaryzmu? Czyż głoszenie Ewangelii nie jest czymś w rodzaju utylitaryzmu? Czy chodzi o oikumene, Ecclesię Triumphans? O co właściwie chodzi?
Pytania.
Nie mogę przyjąć Wiatyku, jeśli nie wierzę w Obecność. Czas Wielkiejnocy, byłem u spowiedzi, choć nie wiem, czy wierzę w jej moc. W co mogę wierzyć, mając tak rozległą dysocjację (zaburzenia świadomości), że niekiedy nie wierzę w istnienie świata? Nie tak doniośle, jak Berkeley.
Wystrugałem sobie coś z Demona Maxwella. To oświeceniowe przebranie stoickiej pneumy kierującej światem i neoplatońskich koncepcji opatrzności. Zawieram to w jednym zdaniu, choć rzecz jest rozległa. W modlitewniku: “bez Twojej woli nie spada z drzewa żaden liść”.
…
Jaka jest struktura osoby? Co znaczy wierzyć? Co znaczy uznawać za prawdziwe? Co znaczy ufać? Co znaczy mieć świadomość? Co znaczy ćwiczyć? Co znaczy intelekt, co znaczy serce, co znaczy to czy co innego? To pytania filozoficzne, a ja nie znam na nie odpowiedzi.
Wszystko do tej pory odbywa się w języku. Język jest tak giętki, że, jak w ironii Putnama, można być przekonanym, że nie istnieją przekonania. Ale dla mnie przekonanie ma raczej formę retoryczną albo jednoczącą. Chce się kogoś przegadać albo z kimś pojednać, albo od kogoś oddzielić. Ma to funkcję pragmatyczną.
Z pewnego punktu widzenia wiemy bardzo niewiele. Możemy rzeczywistość opisać zgodnie z rozmaitymi metodologiami - matematycznie bądź literacko. W tym kontekście staje się zrozumiałe, co znaczy - wierzę w to, co widzę, albo przeciwnie - wierzę w świat niewidzialny.
(Z tego wyłania się dysonans. Jak wierzyć w świat niewidzialny i w zderzacz hadronów jednocześnie. Hadrony z naszej perspektywy są niewidzialne, a jednak to wydaje się dziwne w jakiś sposób, mamy zderzacz hadronów, leśne duszki, Aniołów, diabła, niestety.)
Kiedy mówię np. wierzę w Miłość - to oznacza entuzjazm, albo romantyzm, albo pogodę ducha. Kiedy mówię - nie wierzę w Miłość - znaczy to, że jest we mnie gorycz, rezygnacja, może nawet zła wola.
Lektura, modlitwa - zmieniają mnie, zmieniają moją świadomość, zmieniają moje nastawienie. Można uznać je za element homeostazy. Kiedy jestem szczęśliwy - mogę dać szczęście komuś. Kiedy jestem zgorzkniały - mogę pojąć czym zgorzknienie jest i nie sądzić tak pochopnie cyników.
…
To medytacja. Jutro będę inny, będę pisać co innego.
https://truml.com