Sztelak Marcin


Ideał sięgnął kiczu



Całe życie w wynajętych kawalerkach, nieustanne kołysanie
w rytmie od zmierzchu do świtu. Czcza gadanina i przeciągle
pusta lodówka, malowanie urojeń w oceanach piwa. Gra
w bierki z rutynowym przekleństwem na wargach.
 
Niebo tuż poza zasięgiem ramion, marna piędź ziemi do
piekła.
Stary diabeł spacerując po zmroku w lekko przyciasnym
obuwiu,
twierdzi: najgorsi są
neofici, sprzedają się jak świeże bułeczki.

W dobie kryzysu
przydatna jest druga ręka i toaletowy z odzysku.

 
Tymczasem babcie w parkach karmią gołębie, taka ptasia
kolęda.
Dziadkowie dość obojętnie rozmyślają o minionym. Tegoroczne
lato
nas nie rozpieszcza. Podobnie jak inne pory. Nocy i dni
naznaczonych
powolną agonią słońca.
 
A życie spokojnie się plecie na marginesie, kompletnie trzy
po trzy,
czasami po pięćdziesiąt. Kiedyś pozostanie tylko garść kartek

z kalendarza. Ot całe życie na kilku papierkach i te przeklęte

skrzypiące lakierki.



https://truml.com


print