Florian Konrad


Hagioweneryka


 list do Herezjanki
 

odwiedziłem rodzinne mieścidło
chaty kryte mchem i zetlałymi przesądami
 najmłodsze pokolenie o głowach pełnych motyli, czerwi
ojcowie zamykają przede mną drzwi. wyrywają klamki
jakby się czegoś bali
 
rozstaje dróg. garbi się kapliczyna
 zbudowano ją dawno temu 
drewno nadal mokre
 
 na ceracie- autoportret nieistniejącej kobiety
porwane oko, resztki brzucha, piersi, szczękościsk
 twarz zupełnie bez wyrazu
smugi dyfuzyjne, niczym dwie blizny 
 
totem przed chałupą rodziców coraz bardziej pochylony
intencja zdążyła zaschnąć na jałowych liściach
 
czeszę się. rzadsze pióra
najdalej pojutrze ptaki będą wić gniazda
 z moich włosów
pisklaki wyrosną na zmarszczkach
 
ech, lata! memuary wykłute igłą
złamany księżyc w ostatnim zębie
mętlik 
 
 wnuczka myje się w rzece
mam ochotę uciekać pod powierzchnię
i przebić się jej czerwonym kolcem
 
 



https://truml.com


drukuj