Poetry

janusz pyzinski


older other poems newer

6 january 2016

to co już było


 
tam gdzie już nie boli nie gojąca się rana
kamień ciepły w słońcu jak dialog naszych listów
dojrzewający w kształcie wiersza do poczucia winy
trudno pięknie coś zszyć zwłaszcza stare blizny
 
nie znam się na twoich snach leżących na krzyżu
na którym powoli zaciera się portret moich dłoni
odkładając czas na czarną godzinę dopijania kawy
pomiędzy łokciami wolnych niedziel i sobót
 
spóźnionych pociągów gdy świat znów przyspiesza
obudzę cię słowem zalśni drugie słońce proszę
usiądźmy przed upływem chociaż nam nie wolno
schodzić z tego co pozostało jeszcze w nas najlepsze
 
płonąc w żyłach jak w oliwnych dzbanach
żeby spojrzeć na wszystko w nowym świetle
kręgów na wodzie kołyszących odbicie klucza
zgubionego wraz z turkotem wozów
 
jest pusto ale i nic nie brakuje choć czasem
wyglądam jak wędrówka przez schizmę
gdy w pajęczynie cierpienia tęsknotą drży zegar
gromowładny przed pancerną ścianą
 
psy patrzą w oczy jakby zrozumiały sposób
jak można się wylizać z tego co jest to było już dawno
nanizane na sny synkretycznie słoną perłą w miejscu
wtulonym w samotność jak w znoszony sweter
 






wybierz wersję Polską

choose the English version

Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1