Poetry

Marek Gajowniczek


older other poems newer

11 october 2013

Niedzielny bal dobroczynny

Nie denerwują się wcale.
Pretensje odeszły i żal.
Już wiedzą nie będzie tak stale.
W niedzielę zaczyna się bal.

Ucichły apele zuchwałe,
a żarty przechodzą na palcach.
Przed nami widoki wspaniałe.
Zaproszą nas wszystkich do walca.

A jeśli orkiestra zawiedzie.
Zwycięży decyzja monarsza.
Nie będzie jeszcze po obiedzie
Kto inny zagra tutaj marsza.

Ostatnie przymiarki przed balem.
Makijaż, uśmieszek i szal.
A może czerwone korale?
Warszawka wyrusza na bal.

Walc może być nawet kulawy
i jeden z końcowych, ostatni.
Odlecą sło(w)iki z Warszawy
do krajów zamorskich i bratnich.

Tam jeszcze tańcują z euro,
lecz zobra przebija lambadę.
Odchodzić też trzeba z kulturą.
Zostaję i nigdzie nie jadę.

Na bal jednak wybrać się muszę
i w parkiet postukać lakierkiem.
Uchwycić choć szansy koniuszek.
Pochwycić nadziei iskierkę.






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1