Prose

eyesOFsoul


older other prose newer

11 january 2017

Mianownik: kto? co?

Nie interesowała jej posada zastępczyni. Nie chciała być nigdy tą drugą. Nie chciała czuć się jak jakiś tani zamiennik. Jak ktoś, dla kogo można urwać się z pracy, ale nie jest to twój obowiązek. Nie życzyła sobie bycia połowicznie... Z doskoku: „Bo jakby czasem miało nie wyjść, to jednak każdy w swoją stronę." Nie chciała być tamponem. Zatykać dziur. Co to za przyjemność, tak ciągle przeciekać? Nie chciała czuć tylko ciepła. To miał być gorąc. To miało rozpalać. To miało robić się mokro na samą myśl, że za parę godzin, że z nim, że gdziekolwiek. To nie miał być normalny związek. To miało parzyć. To miało dotykać najgłębszych smutków. Ale nie po to, by pocieszać. Nie po to, by tamować krwotok. Nie po to, by być panaceum. Tylko po to, by zrozumieć, że blizny zostają. Że tego się nie da wymazać. Że to cały ty. Razem z tym brudem pod paznokciami. Że to jest OK. I że to od teraz nie będzie tylko twoje, ale nasze.
Miłość - ona nie miała przyćmiewać horyzontu. Zawężać pola widzenia. Zatracać się tylko w jednym punkcie. To miało rozszerzać źrenice. To miało być coś w rodzaju wady wzroku, z tym że patrzysz dalej. A w tym dalej jest coś więcej niż ja. To miało być "kocham". Ale nie takie rzucone mimochodem, bo tak powinno się powiedzieć po jedenastym spotkaniu i trzecim wylądowaniu w łóżku... To miało się czuć. W każdym oddechu. W każdym spojrzeniu. W każdym choćby muśnięciu palców. Miłość nie potrzebuje słów ani dowodów. To nie są kwiaty, czekoladki, piękne słówka otoczone złotymi kolczykami. To jest coś więcej. Po prostu to coś. I wierz mi, poczujesz, jeśli to "coś" tobą zawładnie.
To miało być również coś więcej niż szybka randka, bo mam meeting, lunching lub jakiś inny dancing po południu. To miało być "chcę", a nie "muszę". Chcę iść z tobą na kawę. Chcę obejrzeć z tobą w domu kolejny raz „Dirty Dancing”. Chcę zjeść twoją jajecznicę na śniadanie, chociaż wiem, że znów ją przesolisz. Chcę, bo lubię patrzyć na ciebie. Lubię spędzać z tobą wolne popołudnia. A nawet jak mam je bardzo zajęte, to na 10 minut uciekam do ciebie, bo chcę cię znów zobaczyć, usłyszeć, dotknąć.
A potem popatrzyła na niego. Stał tak kilkanaście metrów od niej. Odwrócony plecami. Miał w ręku telefon. Nerwowo w niego stukał. Mimochodem spojrzała, czy czasem do niej nie pisze. Jednak jej telefon milczał. A on dalej coś komuś wysyłał. Miała nawet wrażenie, że uśmiechnął się do tego kwadratowego wszechświata. Spojrzała jeszcze raz na telefon - cisza.
Życiem rządzi przypadek. Czasem jest się o lata świetlne za późno. A czasem… spotykamy się za wcześnie. W nieodpowiednim momencie.  Z nieodpowiednimi ludźmi. Lub po prostu na złej stacji. W złym pociągu. W złym przedziale. Patrząc na niego miała wrażenie, że jest w odpowiednim przedziale. Ale nie ma tam dla niej po prostu miejsca. Jest zbyt tłoczno. Zbyt duszno. Zbyt wirtualnie.
I wiecie, co zrobiła? Szybko do niego podeszła, mocno przytuliła, cmoknęła w policzek i powiedziała: Odchodzę.
Tym razem nie było happy endu, a mimo to dała im szanse na lepsze.






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1