Prose

jacek rakoczy


older other prose newer

18 july 2010

Jakby zlepieni

Trzasnęły drzwi samochodu. Gdy ruszałem czułem, że w ślad za moimi ruchami podążają oczy, które wpatruje się we wszystko co robię. Chciałemzrobić wszystko perfekcyjnie, zbierałem całe swoje doświadczenie kierowcy zdobyte przez ostatnie dwadzieścia lat, pragnąłem.

Chciałam wsiąść do samochodu jakimś seksownym ruchem nogi, wsunęłam ją płynnie jak fala…zarzuciłam biodrami jazzująco….a szyję wygięłam niczym w salsie
…..

Mój najważniejszy atrybut, czyli nos domagał się testów,
więc postanowiłam go użyć…..wciągnęłam nieco powietrza z kabiny….w  której za kierownicą siedział facet…..analiza trwała niezmiernie krótko …i była wstrząsająca…

Zapach jego potu uciekający z każdej pory skóry, poprzez kręte korytarze włosów i wąskie szpary menadżerskiego  garnituru ….którego nie zdołał zbilansować antyperspirant postawił mi
wszystkie włosy łonowe do pionu….w głowie zakrólował tabun cygańskich myśli …..

Zamiast powitania dostał ode mnie zaledwie jedno oddające mu się spojrzenie…potem spuściłam powieki nie mówiąc ani słowa….

Chyba nadal działał na mnie jak heroina…..

Trzeba to ukryć więc zaczęłam mówić , najpierw powoli jak drezyna na starcie by wkrótce rozmawiać z nim jakbyśmy od 20 lat byli starym dobrym małżeństwem…

To było jak słodkie mango…

Tak naprawdę to dokładnie nie wiedziałem czy mam być twardym facetem, pełnym energii czy pokazać delikatność kierowcy, którego głównym obowiązkiem jest zapewnić bezpieczeństwo tak ważnemu pasażerowi. Myśli ścigały się jedna za drugą, dobrze że sprawdzone nawyki pozwalały mi zachować kontrolę nad samochodem. Emocje rozeszły się po całym ciele.

Nie miałam planu, bo zwykle tak żyję…bez niego….jest słodko nie wiedzieć co będzie za chwilę …dobrze, niech jedzie….a robi to doskonale…przeskakiwałam z tematu na temat sycąc oczy każdym detalem jego od 20 nie widzianego ciała…i każdej cechy jego charakteru, którą udało mi się wyłuskać z wypowiedzi, z rzadka przenikających między moimi….

Miał niesamowite kremowe, twarde i blisko ściśnięte, choć 40-letnie zęby, od których nie mogłam oderwać oczu…. miałam pragnienie je polizać kiedy mówił…krzaczaste włosy wysuwały mu się z mankietów koszuli….od tej chwili marzyłam już tylko o tym aby ujrzeć resztę tej sawanny…

Słowa,które mówiła, nie wskazywały, że coś robię nie tak. Powoli mijali ludzi, którzy spacerując po chodniku nie mieli pojęcia jak ważne jest to co dzieje się w samochodzie. Skąd mogli wiedzieć, że właśnie teraz, mogą zobaczyć w oczach pasażerów, niespełnione westchnienia zagłuszane przez sprawy dnia codziennego, uśmiech na myśl, że znowu są młodzi, jak
wtedy gdy ich nienazwany związek był tylko chwilą zauroczenia, które z taką pieczołowitością pielęgnowali przez lata.

Mam nad Tobą przewagę …myślałam sobie….wy prawnicy jesteście tacy naiwni w swoim przekonaniu, że nie ma ludzi inteligentniejszych od Was….ja tymczasem ubrałam ten popielaty kostium z lejącej bawełny …który tak cudnie owija się wokół moich bioder, znacząc pagórki pośladków i horyzont ud….byś nie
miał już wiele do powiedzenia w naszej sprawie Samuelu…..

Dłoń przełożył z kierownicy na drążek biegów…zbliża się…nawet jeśli jeszcze tego nie wie, już zaczyna mi się oświadczać…..

Boże jaki on jest cudowny….ta delikatność sprzed lat….nieśmiałość …wyrafinowanie w czesaniu włosów….to wszystko mnie fascynuje jak zawsze…jakby zawsze był moim hobby… czymś na punkcie czego mam fioła i będę mieć aż do śmierci….

Zanim ją spotkał po raz pierwszy miała 17 lat, dużo o niej słyszał. Gdy weszła, przyprowadziła korowód świeżych spojrzeń na świat. Pamięta jej spontaniczność, z którą wkroczyła w kawałek jego życia, pamięta też zawsze gdy wymienili wzrok odczuwał ciepło które go przenikało i zostało w nim przez lata. Czy ta kobieta w szarym kostiumie, która wysiadła z czarnego Volvo tuz po zarządzie na którym wydała kolejnych kilkanaście decyzji, jest tą samą Jaqueline, która pamięta z przed lat?

Zastanawiałem się co ma w swojej torbie, która zabrała ze sobą. Miałem nadzieję, że jej spodoba się jego kosz pełen nowych rzeczy których nauczyłem się idącprzez życie. Miałem ze sobą smak wycieczek przez winnice Burgundii zamknięte w butelce uwielbianego przez niego Pinot Noir. Chciałem też podzielić się z nią smakiem serów wzbogaconych smakiem żórawiny. Nie da
się opowiedzieć życia w ciągu kliku godzin, a tego właśnie pragnąłem.

Miaław torebce pismo święte i kilka par słuchawek, mp-trójke, książeczkę zdrowia swojego psa, katechizm menagera i człowieka biznesu, kilka cukierków żelkowych i mocny sznurek na wszelki wypadek…może się przydać jeśli będzie chciał mi uciec…wtedy go zwiążę i wycałuje…pomyślała i uśmiechnęła się do siebie patrząc na Niego….uśmiechnął się odsłaniając kremowe zęby….cudowne zęby….nawet jeśli połowa z nich jest zaplombowana …a kilku z tyłu już w ogóle nie ma…..i tak chcę je lizać….są moje………

Jedźmy do wypożyczalni rowerów zarządziła…..pojechał…….moja ręka bezwiednie spadła z uda….była niebezpiecznie blisko gałki biegów…..a może  bezpiecznie????.....On jest bezpieczny….. jestem bezpieczna…..jest mi bezpiecznie……

Widziałem jej dłoń tak blisko mojej, kiedy zmieniałem biegi, poczułem nieodparta chęć pogłaskania jej dłoni. Nie odsunęła gdy to zrobiłem, poczułem jak jej palce przylgnęły do moich.

Niedało się nic zrobić, wjechałem, na krawężnik, chyba z trzaskiem rujnując zawieszenie..... Noga wbiła mi się w hamulec z taka siłą, że nieomal wybiłem dziurę w podłodze samochodu....

Ramiona zagarnęły Ją całą.....drżała....

Ramiona zagarnęły Jego całego...drżał....

Wsunęła ciepłym ruchem swoje zęby między Jego a języki jednakowo szorstkie zamotały się w sobie ....i spoczęły bez
ruchu.....

Tulili się bez ruchu i trzymali zębami...kilka godzin.....

Nie ruszali się, tak było im dobrze....trwali tak..... zrobiło się ciemno....samochód stał wygaszony.....nie mógł Jej puścić teraz ....odnaleźli się .....

Nie puszczę Go myślała.... mam urlop na tydzień...a potem zobaczymy....trzymam Go.....

Dobrze zrobiłem pomyślał Bóg....Ona bez Niego....On bez Niej...są tacy niedoskonali.....

Wszystko robią tak samo wprawdzie....nawet arbuza jedzą aż do zielonej skóry.....ale są tacy niedoskonali.....bo nie działają dobrze bez siebie....jak mechanizm z wadą....

A razem.......ja wiem....Oni zawojują świat......a jak już Bóg tak myśli,to.........................






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1