Poetry

janusz pyzinski


older other poems newer

6 october 2012

niech się stanie



 
i niech się wola twoja stanie
jak staje się codziennie
gdy balansuję w podmuchach czasu
między miłością a rozpaczą
pieszcząc chropowatą gładkość
samotny jak ślad człowieka
na bezludnej wyspie
 
będzie jak ma być nie inaczej
nic nie jest dobre w całości do końca
zawsze jest jakieś ale i zawsze
dwie strony medalu
pamięć i zapomnienie zegara
co czas kochając zabija
by można było umierać parami
 
omijać nieistotne miejsca
dziać się nie do uwierzenia
zagadani  zamienianiem w mgnienie
które właśnie zwyczajnym się staje
i bije jak wielkie dzwonu echo
bezmyślnie nie wiedząc po co bije
komu na trwogę a komu na święto
 
i niech się twoja droga stanie
otwartą furtką nawet niedomkniętą
na oczekiwanie tego co przed nami
w cierpliwym niesieniu teraz już na zawsze
by być pewnym miejsca i kierunku drogi
jak siebie dla siebie i powietrza w płucach
przy głębszym oddechu
 
co miało się stać to się stało krzyżują się i plączą
chwile już w chwili wyjazdu tęskniąc za powrotem
i słowa powracają słowem jak jaskółki do gniazda
pod domem który stoi tutaj tyko po to by z bliska zobaczyć
to co próżno szukać nawet bystrym okiem
jak pszczoły zasysają z malwy szafir namiętności
niepewne zastygłych dotknięć przygaszonych ust słońca
 
 
 






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1