Poetry

Krzysztof Bencal (Benon Punicki)


older other poems newer

22 august 2022

Ballady z turnieju we Wrocławiu (cykl)

XLIV (wersja robocza)

Stanąłem w progu baraku
i zapaliłem
papierosa. Spod progu
wyszedł szczur i schował się

z powrotem pod barakiem.
Zamknąłem drzwi, usiadłem
na krześle i wsparłem się
stopami o drugie krzesło.

Po linach moich
wyprostowanych nóg
chodziła śmierć z balansem snu
w rękach. Gdy otworzyłem drzwi,

by znów zapalić,
okazało się, że pada
deszcz, którego początek
przegapiłem. (W czasie deszczu

nie trzeba przydeptywać
petów). Przechodnie
z parasolami
wyglądali tak, jakby

tracili wątek. A ja
pomyślałem, że rozumiem
więcej niż wszyscy i że
nawet gdybym obejrzał

tylko koniec lotu tych
kropel wody, pojąłbym
wszystko. Tymczasem jestem
w pracy i znów całym moim

krajobrazem jest to, co
widzę przez dwie szczeliny
w płocie z blachy, oraz to, co
znajduje się ponad tym

blaszanym ogrodzeniem.
Nigdy nie zatracę się
w miłości do cienia, bo
skończyłoby się to biegiem

z tasakiem rzeczonego
płotu, którego cztery
krawędzie są wyostrzone!
Na końcu też będzie słowo.

Bóg rozegnie kraty moich
warg i przeciśnie się przez nie.
Czyjś rymowany poemat
epicki zachwyci całą

Polskę, przez co nikt
nie zauważy owej

ucieczki z więzienia!

22 sierpnia 2022






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1