Prose

ZGODLIWY


older other prose newer

17 december 2012

ROZDZIAŁ VI "Nienormalny, bo normalny wśród nienormalnych."

                                               CZĘŚĆ 1
                                          ROZDZIAŁ VI
  
           Na obserwacyjnym na łóżku obok leżał wytatuowany gość. Nie wiedziałem z czym tu jest. Wciąż spał z kroplówką. Wstawał na posiłki i kładł się dalej. Nic nie mówił, był tak nieobecny i daleko gdzieś. Wyszedłem szybciej na ogólny, więc nie miałem okazji zobaczyć z czym tu jest. Dopiero po kilku dniach gdy trafił do tej samej sali udało mi się z nim porozmawiać. Mieliśmy ten sam problem. Żona, kłopoty, próba samobójcza. Jego historia  wyglądała tak, że za dużo wypił i mu odwaliło – nałykał się jakiś pigułek. Zawieźli na pogotowie. Trochę otrzeźwiał i uciekł. Goły w zielonym, jednorazowym fartuchu przemierzał Legnicę żeby wrócić do domu. Złapali go i … Lubiąż.
        Z Tomkiem się fajnie gadało, to był typ kryminalisty z zasadami. Ja nie widziałem w nim wariata, on chyba we mnie też. Choć sam nie wiem czy tak było, czy tak chciałem żeby było. Po tygodniu przywieźli następnego Tomka. Typ człowieka z nocnego lokalu. Napakowany, łysy, tylko brakowało mu Beemki i bejsbola. Naćpany trafił w pasy, strasznie wyzywał i się szarpał. Gdy go zobaczyliśmy to miałem stracha. Jak go puszczą na ogólny -na bank sterroryzuje oddział.
Nie było źle. Tomki się dogadały, razem po więzieniu, razem z Legnicy. Ja się do nich dokleiłem i miałem spokój. Od tego dnia trzymaliśmy się razem. Tomki lubiły się wygłupiać. Robić jaja z innych. W domu wariatów takich okazji było mnóstwo.  
       Wspomniałem już o gościu „Daj mi, też ci dam”. Okazało się, że namiętnie kradł sztućce i chował je do szafki lub pod materac. Nie wiedzieliśmy właściwie dlaczego. Po jakimś czasie okazało się, że on tymi sztućcami próbował manipulować w zamkach i kłódkach. Tak zaciął się w chęci wydostania z zakładu. Z widelcem w rękawie przyczajał się przy drzwiach, rozglądał i dłubał do chwili gdy nie tracił panowania i zaczynał szarpać za klamki. Wtedy pielęgniarze odprowadzali go do łóżka i zabierali widelec. Tomek mięśniak wpadł na pomysł. Podszedł do gościa.
- Choć pokażę Ci. Tam jest otwarte. - Wziął za ramię „Daj mi, też ci dam” i poprowadził na taras, gdzie na drzwiach wisiała kłódka. - Tu jest otwarte. Tylko mocno pociągnij.
Pokazał mu, szarpiąc za kłódkę. „Daj mi, też ci dam” zaczął szarpać nienaturalnie i energicznie. Tomek krzyczał i nakręcał go
- Mocniej, mocniej ! - gość aż podskakiwał i szarpał zawzięcie. Zaczął krzyczeć
- Tam ! Tam ! Tam! - zrobił się rumor, wydawało mi się, że uchwyt na kłódkę powoli się obluzowuje. Po kilku minutach wpadł pielęgniarz. Chciał uspokoić „Daj mi, też ci dam” ale ten był już strasznie nakręcony. Wyrywał się i krzyczał
- Tam! Tam ! Tam!- pielęgniarz wyszedł, wrócił z dwoma innymi i kaftanem. Obezwładnili „Daj mi, też ci dam” i zabrali na obserwacyjny, tam spędził noc w pasach. Tomki byli z siebie dumni. Taki fajny numer. Opowiadali sobie, śmiejąc się do łez. Ja też się śmiałem, choć właściwie to nie bardzo było mi do śmiechu.
       
           Na naszej sali leżał młody milczący człowiek. Nazwaliśmy go „Trzy koty”. Wydawał się zwyczajnym, zagubionym dojrzewającym nastolatkiem. Nie wiedzieliśmy o nim zbyt wiele. Wiedzieliśmy jednak, że gdy robiło się cicho (co było rzadkością w tym miejscu) on mówił „Trzy koty”. Toczyła się rozmowa, ktoś kończył wypowiedź następowała cisza. Wtedy z końca sali dolatywało – Trzy koty – i znów cisza.
Spytaliśmy go kiedyś dlaczego mówi „Trzy koty” odpowiedział tylko „Tak sobie” i uśmiechnął się. Niewiele więcej udało się z niego wyciągnąć. Tak naprawdę to wokoło było dużo bardziej barwnych postaci żeby skupiać się na „Trzech kotach”. Więc się nie skupialiśmy. Od czasu do czasu Tomek mięśniak dla poprawy nastroju w czasie wypowiedzi kończył
- ...bla bla bla... – palec jednej ręki przykładał do ust a drugą wskazywał koniec sali – raz, dwa...  
- Trzy koty! - dobiegało z łóżka młodego. Ta sztuczka udawała się zawsze. Zawsze. Tomki miały ubaw... ja też się śmiałem, choć właściwie to nie bardzo było mi do śmiechu. Tomki po dwutygodniowym odtruciu alkoholowym pojechały do domów. Obiecaliśmy sobie, że będziemy mieli kontakt, ale pewnie każdy z nas wiedział, że już się nie zobaczymy.
                                                                            Takie były Tomki






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1