Poetry

hentom


hentom

hentom, 30 december 2012

[prątkujemy z premedytacją...]

prątkujemy z premedytacją.
nieśmiało spijam ciepło
z brzegu porcelany,
czerwony gwizdek próżno
wędruje z ust do ust.
ostatecznie ląduje
zaledwie na czubku języka -
Mycobacterium saliva
nie grozi poczęciem miłości.
 
resztki ciepła ukryte
w poliestrze mojej kurtki
po chwili oddajesz z nawiązką.
wtulam się w ubranie
by czuć więcej niż trochę.
czasem nierozważnie
ocieramy patos o ironię,
sens o pół słowa -
Mycobacterium dotyku
jak żywe kultury preludium.
 
jesteśmy w zapachu
mydła pod obrączką,
w obrazie nagich ciał
pod powiekami,
przy wspólnym myciu rąk -
zmysły
silne jak etanol, bywają
ulotne jak eter…
 
po chwili…
niepostrzeżenie
lądujemy na tacy
podejrzliwych spojrzeń,
obdarci z pozorów,
zupełnie nadzy
w oczach przyzwoitek –
Mycobacterium głupoty.
 
największym grzechem
jest jego brak…

do codzienności
wracam jak zwykle niedbale.


number of comments: 0 | rating: 4 | detail

hentom

hentom, 30 december 2012

śniłem że trzymałaś go za rękę

śniłem, że trzymałaś go za rękę. delikatnie,
niby przypadkiem, musnąłem wewnętrzną część
twojego uda. nie poczułaś. a może nie chciałaś poczuć…
ja owszem. jednak siedziałem zdecydowanie za daleko.
 
w powietrzu unosił się testosteron.
jego nadmiar wnikał w tylne siedzenie
samochodu. usychałem powoli, gdy ty wilgotniałaś
przy jego boku. zapach twoich ud na mej dłoni, wietrzał
pod warstwą bezradności. próbowałem uciec w cień waszych spojrzeń, niespokojne myśli schować pod lewarkiem biegów, 
lub chociaż wtopić się w ciąg wsteczny ulicznych latarni -
na próżno.
 
kierowca przyśpieszył. ze strachem spostrzegłem,
że nie ma odwrotu. zrobicie to tu i teraz, na tylnej kanapie.
gdy zamknę oczy będzie jeszcze gorzej, bo zrobicie to w mojej
głowie, sercu, w nerwach i krtani. wybuchnę, eksploduję razem z wami, a właściwie to moje serce eksploduje. tak. wybuchnie na waszych oczach i już nigdy nie zagramy w nasze grzechów odpuszczenie
  
samochód zgasł wraz z pierwszym dźwiękiem telefonu.
(nie ty dzwoniłaś tego poranka).


number of comments: 1 | rating: 7 | detail

hentom

hentom, 30 december 2012

pod oka tęczówką

szybuję pod oka tęczówką lotem cichym i spokojnym.
lądując na policzku, wzrokiem tonę w szklistej czaszy
nieboskłonu. przysiągłbym, że stąd widać twoją duszę.
włosów nie dotykam, bo nie lubisz. w ekstazie wyrwę
resztki swoich, lub podrę bluzkę co dzieli nas od
spełnienia.
 
schodzę niżej ruchem jednostajnym.
spływam kaskadą twych piersi po bezkres brzuchostanu.
pod bluzką, w maleńkiej studzience, czuję kroplę potu.
powietrze gęstnieje. dotykasz piersi, by ogrzać swe dłonie
zanim pochwycisz moje.
przysiadam na wzgórku. przez chwilę szukam wymówki,
akceptacji dla niespełnienia, punktu zwrotnego w wirze
zdarzeń, lecz hormony mocno iskrzą w gorejącym kroczu.
 
zsuwam się niżej. czuję punkt rosy poniżej linii  bioder.
głowa miękko ląduje na twoim łonie. brzeg spódnicy
opuszczam o dwa cale w dół. głodne usta znajdują skrawek
ciepłej skóry. wgryzam w ciebie całą rozkosz świata. krzykiem
wracasz mnie z czeluści pożądania. teraz pieszczę delikatniej…
odchodzimy od zmysłów, to znów wracamy, krok do przodu,
dwa kroki w tył. na przemian: scalamy włókna nerwów z chłodem
satynowej pościeli, by znowu oderwać nagie myśli od przerostu
formy nad treścią…
 
po wszystkim wystarczy dobrze uprać sumienia. ubrania
lekko przepłukać. do twych stóp, szybuję cicho i spokojnie…


number of comments: 0 | rating: 4 | detail

hentom

hentom, 23 december 2012

otwarte okna

ojciec wychodził zawsze ostatni. to zostało mu do dzisiaj,
lecz wtedy jeszcze szedł wyprostowany, krokiem pewnym i miarowym. idźcie już, idźcie – poganiał mnie i mamę – ja zostawię uchylone okno, dziś wieczorem, może odwiedzi nas gwiazdka.
z dołu jakoś nigdy nie zauważałem, lub nie chciałem zauważyć, szczelnie domkniętych okien. tato doganiał nas zwykle przed mostem, teraz już szliśmy razem, tak bardzo lubiłem nasze wigilijne eskapady.
 
u babci zapachy jadła i choinki plątały zmysły domownikom.
a było nas zawsze sporo. nie pamiętam dwunastu potraw.
dziś przypuszczam, że w rzeczywistości by ich znacznie mniej, chociaż…
rozmieniając je na drobne – jak zapewniała babcia -
może nawet więcej niż dwanaście .
 
przed kolacją, tradycyjnie łamaliśmy się opłatkiem
i składaliśmy świąteczne życzenia. dobre słowa
prostowały relacje dorosłych i uskrzydlały gówniarzy.
 
potem były śpiewy. wujek Janek po kilku głębszych porywał gitarę, pierwsze dźwięki świętych pieśni podkreślały magię cichej nocy. były też skromne prezenty – te od aniołków i gwiazdek wszelkiej maści. każdy z serca darował bliskim jakiś skromny upominek. nie wiedzieć czemu zawsze pytano najmłodszych, czy aby na pewno na nie zasłużyli.
równie tendencyjne odpowiadaliśmy.
 
wracaliśmy przepełnieni dobrym nastrojem.
pamiętam błysk śniegu poniżej latarni
i jego przyjemny zgrzyt pod podeszwą bucików.
 
do pokoju tato wchodził zawsze pierwszy.
dziś znacznie dłużej otrząsa problemy przed progiem.
wtedy jeszcze szedł wyprostowany, krokiem pewnym i miarowym. 
chodźcie prędko, spójrzcie – wołał mnie i mamę.
pod choinką leżały prezenty od mojej gwiazdki.
okno rzecz jasna było wciąż uchylone. podobnie jak
nasze serca w tym jedynym niepowtarzalnym momencie.
potem było wiele radości przy rozpakowywaniu świątecznych
prezentów. wiele bym dał, by dziś wciąż móc widzieć otwarte okna.


number of comments: 0 | rating: 7 | detail

hentom

hentom, 5 december 2012

"pieska"miłość

Raduje się we mnie dusza,
zaś ciało mocno się wzdryga
(niejeden powie ohyda!)
gdy pies mnie liże po uszach.

Zwierzaka wcale nie zmuszam,
dla Rubla to nie fatyga -
ja drapię, on się nie miga,
językiem ducha porusza.

Mówcie więc ludzie co chcecie,
zaiste to bardzo miłe                 
gdy pies mnie liże w podniecie.

A wczoraj tak mi się śniło:          
że tuż po wiernej kobiecie,
najbliższa sercu psia miłość.


number of comments: 0 | rating: 3 | detail

hentom

hentom, 5 december 2012

Rytuał

nie ruszaj się – krzyczy - 
oczyszczę ci pora!
widzę jak szarżuje
z wacikiem przez hol
 
nie trzeba kochanie -
cedzę przez zęby -
ze strachu przed tobą
już zamknął się por.


number of comments: 0 | rating: 3 | detail

hentom

hentom, 20 may 2012

limeryków kilka garści

Mechanik z Naprawy
Wyjechał pewnego ranka z Naprawy
mechanik, co w nocy nażarł się trawy.
Po bibie leżąc przy wózku z hakiem
jadł trawę sądząc, że ta szpinakiem,
teraz mechanik wymaga naprawy.

Nie po drodze
Nieraz przejazdem zahaczał o Stolec,
W słowie ostry krytyk o nazwisku Kolec.
W drodze na Mazury musiał zrobić klocka,
Mrągowo daleko i dłuży się nocka.
Prędko ruszał dalej, by tu nie polec.
 
Ballada o Jaśku z Białego Kału
Przyszedł Jasiek na świat w Białym Kale,
Wstydząc się nazwy, pupę mył stale.
Jak na ironię losu przystało, choć zabrzmi to na banał,
szydzili z Jaśka gnojarze, gdy życie wpuściło go w kanał.
Dziś Jaśko w szkole zgłębia fraktale.
                               
Dyszobaba
Zjadła kiedyś w pośpiechu, baba z Dyszobaby,
dwa w zalewie octowej, ze szczypcami kraby.
Gdy z wieczora brana była przez kochanka,
W spazmach się zdyszała biedna koleżanka.
Kuły babę szczypce, w żołądek i schaby.
 
Starych nie myje
Wściekły opuścił Stare Niemyje.
Ba, nawet nie dał znaku że żyje.
Pytam więc brata, co Ci?
Czy z Wackiem źle się psoci?
Brat na to - stary! On jaj nie myje!
 
Gackowa misja
Ty, co mieszkasz w Gackach miły gacku,
ty który świat zwiedzasz po omacku,
upoluj tych kilka ciem,
nie zjadaj ich, bij papciem,
po fusze zjemy po smacznym placku.
 
Widziadło
Widziano kiedyś w środku Korei,
Jagnię, co wyszło z pobliskich kniei.
Lecz nie widziano osła
i mrówka go nie niosła,
zniknęła zjawa za rogiem pierzei.


number of comments: 1 | rating: 4 | detail

hentom

hentom, 18 may 2012

bez odwrotu

wróciłeś                                  
tak długo czekałam
zimna kawa zdążyła wypłukać
żleby tęsknoty pod gęsią szyją

wybacz usta już nie-winne
i piersi wybacz
z czasem ostygłe do nagiej tęsknoty       


zostań proszę
i choćby wzrokiem
zejdź niżej

idź wzdłuż hali podbrzusza -
zobacz
jeszcze sączy się tkliwość
w dolinie złudnej nadziei…
zaczekam na twój dotyk
spokojem z murowańca


boję się
że gdy już zbłądzisz we mnie
dumą nabrzmiały od pożądania
zbyt dosłownie odczytasz drogowskaz
który zostawiłam
„mężczyznom nie mojego życia”  *  –

Oto punkt Górny
Zawrat
rezerwat ścisłej miłości

dla Ciebie
we mnie -
bez odwrotu




* Agnieszka Tomczyszyn-Harasymowicz: "Mężczyzni nie mojego życia" z tomiku "Kobiety"


number of comments: 1 | rating: 6 | detail

hentom

hentom, 18 may 2012

dziwko-motywa

stoi przy drodze dziwkomotywa
ciężka, ogromna i pot z niej spływa -
tłusta oliwa.
stoi i czeka, czasem się rucha
żar z rozgrzanego jej łona bucha
uff, jak gorąco.

i choćby stała cudzołożnica
karmiąc się ciałem,
pojąc do syta,
choćby ją zaprzągł sam Jezus Chrystus -
nie ruszy naprzód
bez maszynistów.


number of comments: 3 | rating: 11 | detail

hentom

hentom, 18 may 2012

cztery "w dłoni" pory haiku

Dłoń

WIOSNA

z dłoniami w stronę
wiosennych serdeczności
rodzimy miłość

LATO

w babiego lata                                     
pajęczą sieć mej dłoni                           
zaplatam jej twarz                                

JESIEŃ

jesienią w dłoniach
zmierzch kładąc w kołysance
ozłacamy się

ZIMA

w tobie nie marznę
dziś jako płatek śniegu
w dłoni twej tonę


number of comments: 3 | rating: 8 | detail


10 - 30 - 100  






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1