Poetry

Sede Vacante


older other poems newer

1 january 2012

Pany Wiecznie Uśmiechnięte. (Pokolenie 67)

Pora umierać...67 milionów lat za nami, lecz nie chcą nas już tu.
Pakt o likwidacji gatunku. Operacja "Stado much".
Każdy rok jak ten milion gwiazd dźwiganych na plecach, lecz Oni wciąż są uśmiechnięci.
Zaśniemy ostatni raz, gdy braknie sił do walki, a nikt nas nie wyręczy.

Skazani na rzeź w imię polityki. Milczenia pańskich niewolników.
Tępota i strach obmywa krwawe ołtarze. Wielonarodowe plemię łamanych bez krzyku.
Zaślepienie osiągnęło ostatni pokład piekła. Wciąż myślą, że to taki porządek świata,
bez którego nastanie ciemność, zgrzyt i niekończący się lament.
Że albo Wielcy i Polityka, albo Chaos zstąpi na Ziemię,
a tak szkoda byłoby nie doczekać przepowiadanego przez proroków Zbawienia.

Słaby, słomiany lud. Tak łatwo kierować spranymi mózgami.
Że niby system i ład państwowy. Rząd, projekty, obrady, ustawy.
Kryzys, pakt, unia, gospodarka i polityka światowa,
a kto nie rozumie tych słów, niech zamknie ryj. Wystarczy głosować.

Tymczasem, w ciemnych uliczkach, w gettach wyzwolenia i czystej świadomości,
zaciskamy pięści patrząc w w przyszłość, przed którą nikt nie zamknie drogi.
Te dni, gdy wypełnią sie ulice zwłokami, a każde z nich z kwitkiem w pysk wciśniętym:
Odpracował. Zutylizować. "I jeszcze jeden z głowy", rzeknie wiecznie uśmiechnięty.






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1