Poetry

Marta Grzebuła


Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 31 december 2011

Magiczna noc

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU 2012...Szampańskiej nocy Sylwestrowej...życzę z serca.



Noc czarowna, noc magiczna,

Ta, co niesie nam nadzieje,

że następne dni, tygodnie

spełnią nasze już marzenie...



lepsza miłość, lepsza praca...

to, co sercu, się opłaca...Wiara...

że nas nikt nie zdradzi,

że nas nie oszuka....

To  naprawdę… sztuka…



Budować każdego dnia nadzieję.

Odradzać się bladym świtem.

A  senną układać głowę

kiedy łza nie jest  mitem..



I kiedy serce boli…

I kiedy brak nadziei…

A ja wiem, moi Kochani…

Że ten Rok…Wszystko odmieni…








number of comments: 8 | rating: 9 | detail

Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 16 november 2011

Wreszcie


Wreszcie


I znów dzień
Gubisz w drodze do kuchni strzępki snu
Łazienka…szybki prysznic
Spojrzenie w lustro
Znów ten grymas
Kawa koniecznie dwie cukru
Papieros w popielniczce sam dokańcza palenie
A może to rzucić?-myślisz

Coraz mniej czasu..

A ty zbyt wolna w podejmowaniu decyzji
Ubierasz się ,wychodzisz
Lustro w przedpokoju akceptuje twój wygląd
Biegniesz...
Kierowca autobusu nie wie, że się spieszysz
On ma teraz przerwę
Zajezdnia.
Już wiesz ,że nie zdążysz
Ruszacie

Miasto jeszcze śpi
Opuszczone żaluzje na wielkich oknach sklepów
Niczym powieki oczu
Nie wpuszczają pierwszych promieni słońca
I twój budynek
To jeszcze nie cel

Gabinet szefa..

Korytarz ciągnie się przez twój strach i obawy
Niczym słowa rodzące się w twojej odwadze
Która umrze przy pierwszym naciśnięciu klamki
Było tak jak myślałaś
Żadne z twoich słów nie przebiłoby się przez mur arogancji
Ale nie trzasnęłaś drzwiami

Jeszcze 7 godzin

wytrzymasz…uzbroisz się
"we wszystko mi jedno"

Dom
Za chwilę goście...
sami się zaprosili, nie mogłaś odmówić..
Dlaczego?
Telefon-córka
Musi wyjść na godzinę
Ty spędzisz ją z wnuczką...

A chcesz być sama…odpocząć-nie możesz
Zawsze ktoś czegoś chce...

Uciekasz

Park pachnie soczystą zielenią.
Łabędzie leniwie przeciągają się skrzydłami zahaczając niebo
Wokół cisza....

Wreszcie...

z cyklu..słowa-klucze


number of comments: 3 | rating: 4 | detail

Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 18 october 2011

Fragmenty Niebiańska linia

Ach, gdyby tak można zadzwonić
zapytać czy pięknie tam w niebie
i włożyć wśród słowa tęsknotę
z miłością mą Mamo do Ciebie

A jeśli w swojej dobroci 
Bóg podaruje nam linię, 
to kto potrafi wyznać 
prawdę o karze i winie?

Lecz, Mamo, najdroższa, kochana,
nie mamy do nieba sygnału,       
wystarczyć mi musi ta wiara,      
co we mnie umiera pomału. 


nadal dopracowuję ale co sądzicie o tym?


number of comments: 2 | rating: 5 | detail

Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 15 october 2011

Niebiańska linia

A gdyby tak można zadzwonić,
i spytać o świt tam w Niebie,
a między słowa włożyć tęsknotę
i Miłość – tak wielką Mamo – do Ciebie.

A jeśli zapytać, co robisz.
Czy życie duchowe nie jest tam udręką.
Czy słowa mówione wprost z serca
popłyną niebieską wstęgą?

A może wypełnić ciszę,
która została po Tobie,
sygnałem dzwonka do Nieba.
Powiedziałabyś Mamo, jak żyć tu na Ziemi trzeba?

Gdybym telefon miała,
co sięga błękitu chmur,
czy wtedy umiałabym wyznać,
jak wielki wciąż stawiam mur.

Gdyby i nawet był,
telefon z błękitu Nieba,
to czy umiałabym wyznać,
co we mnie, Mamo, dojrzewa?

A jeśli w swojej dobroci
Bóg podaruje nam linię,
to kto potrafiłby wyznać
prawdę o karze i winie?

Mamo, najdroższa, kochana,
nie ma sygnału do Nieba.
Musi wystarczyć mi wiara,
lecz ona powoli umiera.

Miłość obdarta z nadziei,
wiara, co bólem jest pełna.
Oczy wciąż łzami zalane,
tego jestem dziś pewna.

Słowa cierpieniem i żalem,
pełne aż do granic żałoby.
Smutek, co serce wypełnia.
Mamo - potrzebuje odnowy!

Lecz kiedyś zadzwonię o świcie,
gdy gołąb się wzbije do lotu,
i z Nieba spłynie na Ziemię,
piękne i ciche westchnienie.

Wyczuje je sercem i duszą,
ciało me drgnie też bezwolnie.
I wtedy powstanie wstęga,
co sięgnie swym pięknem Bram Nieba.

Popłyną słowa Miłości
i wiary, co rodzić się będzie,
że jesteś Tam, Mamo, szczęśliwa…
Chociaż żyjesz beze mnie...

Pomost zbudujesz wraz ze mną
Wiary, Nadziei, Miłości,
lecz teraz pozwól mi Mamo…
Na zwykłe ludzkie słabości.

Listopad 2009 r.
Z cyklu Listy nie wysłane”

Zwracam się do Was z gorąca prośbą pomóżcie mi uczynić z tego emocjonalenego wiersza dobry wiersz zalezy mi na nim z wiadomych względów będę wdzięczna za wszelkie rady podpowiedzi Dziekuję z góry


number of comments: 3 | rating: 5 | detail

Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 15 october 2011

ŁOWCA

...POLOWANIE...


Wyciągnięta pięść, jak kula, przedziera się,

przez kolejne warstwy powietrza.

Pokonuje opór, który stawia życie.


Łamie mosty, drewniane,

spróchniałe od zżerającego je cierpienia.

To łatwy cel, skulona sylwetka, kolejny cios.


To twoja moc ? Siła pięści.

Czy jesteś aż tak słaby?
A twoja zdobycz?
Ucieka?

Nie, nie może się ruszyć.
Słychać galop?
To serce twojej ofiary,
fala tętna, spływa między błękietm spojrzenia a purpurą

Nic nie widzi, ale czuje....
Cios w serce....

Tam nie ma, nie zranionych miejsc.

Tam krwią, broczy życie.

Jesteś jak sęp, który udawadnia swoją silę.


Rozrywając  na strzępy miłość.
Nie wiesz?

Ona już dawno umarła,                                            

pastwisz nad ciałem?    
 

Łowco...kiedyś  i na ciebie zapoluje,

ta, których wszystkich dopada…

Sprawiedliwość!


Z cyklu „Podpatrzone” 1987r


number of comments: 9 | rating: 5 | detail

Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 12 october 2011

ODLICZANIE





Mijała mnie.

Ubrana w perfekcyjnie skrojony płaszcz,


żadnej zmarszczki.


Jej czarne buty, odbijały światła ulicy.


Tam, po chwili gasły.


Krok ciężki, nierówny.


Musiała przecież udźwignąć .


85 wiosen.


        85 lat.


               85 zim.


Lato zasypały rdzawe liście.


Zapanowała jesień.


W oczach jej było coś dziwnego...


Wołały mnie?


Chciałam w nie spojrzeć,


pozornie nic niewyrażające.


Stanęłam..


Która godzina? – spytałam,


obserwując jak kolejna bruzda wnika w kącik ust.



-Być może ostatnia-odparła




Z cyklu  „Słowa -Klucze”


1995r





number of comments: 9 | rating: 10 | detail

Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 12 october 2011

DONIKĄD

Za ciasno…


Krawędzie myśli nie mają styczności z twoim chcę.

Powietrze gęste.

Wrzuciłaś w nie wszystkie swoje problemy.


A odbicie w lustrze staje się twoją perspektywą drogi.

Wciąż niepoukładane.

Trudno je uporządkować.

To nie szuflada w której możesz wykorzystać swoja fizyczność.


W labiryncie niespełnienia uczuć nie spotkasz przewodnika.

A może trzeba się cofnąć?

Nie rozbijając po drodze resztek z twojego ..chcę.

Myśli to nie rafy koralowe

Nie trzeba ich omijać..


Dokąd doprowadzi cię lęk przed tym, co się z nich rodzi?

Przytłacza cię każda kolejna...

Za dużo ich

Nie ma wyłącznika.

Nie będzie końca


Złap jedną- uchwyć- dostrój się

W niej tkwi twoje... chcę.... a nie…muszę..


Na częstotliwości chaosu jest tylko jedna droga...


Donikąd



Z cyklu „Słowa- klucze” 1998r





number of comments: 0 | rating: 6 | detail

Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 12 october 2011

Fałszywy Kupidyn



Głupota ma setki imion,
miliony oczu i ust,
a jeszcze więcej ma jadu,
co spływa w dolinę dusz.

Gdzie jest ta twoja dobroć?
Gdzie serce, co trzymasz rzekomo, na dłoni?
Gdzie jest też twoja empatia?
...Sarkazam nie ciebie zaboli...

Nie baw się w" Kupidyna".
Nie baw się ostrzem strzały.
Nie celuj zatrutym grotem.
Bo jesteś dla mnie za mały…

Twój płaszcz podszyty zazdrością
Na twarzy maska dobrego
Lecz oczy twe, jakież wrogie!
Gotowe, by zniszczyć każdego…

Każdego ,który ma lepiej.
Każdego, który się dźwiga.
Zazdrość pochłania ciebie.
i spala serc twych ogniwa.

Głupota i zazdrość. to cecha
co niszczy w  człowieku- CZŁOWIEKA! 



20.092011 Z cyklu rozmowy z cieniem 


number of comments: 10 | rating: 8 | detail

Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 21 december 2010

Scenariusz

Po równi pochyłej stąpa
krokiem nie pewnym słabym
zgarbiony człowiek samotny
ze wzrokiem utkwionym w skały

nie patrzy nawet pod nogi
bo nie ma takiej potrzeby
i tak będzie spychany
tam gdzie nie ma nadziei

los mu drogę wyznaczył
scenariusz gotowy otrzymał
lecz stwórca tego wszystkiego
z prawdą istnienia się mijał

przecież ów człowiek zgarbiony
idący po równi pochyłej
w otchłani życia się znalazł
a miał on  znaczyć tyle...

w planach był mężem honoru
ojcem radości w kolebce
i piewcą prawd oczywistych
miłości ziarna siewcem

zbierać miał plony obfite
tego co obsiał o świcie
przecież miał kochać i wielbić
a zmarnowano mu życie

03-09-2009


number of comments: 9 | rating: 10 | detail

Marta Grzebuła

Marta Grzebuła, 27 july 2010

Móc tworzyć

Utkane życie z miliarda sekund
cząstki wspomnienia tworzą obrazy
każdy jest inny ,ma swoją wagę,
lubię spoglądać na te pejzaże.

Tam stąpam boso po leśnej drodze
i dłonią gładzę toń wody srogiej.
Tam jestem pełna słońca promieni
i wierzę,pragnę ,leżąc w zieleni.

Tam kocham śpiewy ptaków o świcie
i tulę drzewa w wielkim zachwycie.
Tam jestem wolna,wolna od bólu
czuję tam radość i nie znam trudu.

To jest mój eden ogród baśniowy.
Gna tam po polach koń bursztynowy.
A jeleń z łanią odprawia gody
to jest mój obraz,obraz odnowy.

To nierealne,więc jest fałszywe?
Ale w mej głowie jakże prawdziwe...
jakąż to człowiek ma wyobraźnię.
Czyż to nie piękne móc tworzyć baśnie?

Napisany 2006.03.14


number of comments: 4 | rating: 12 | detail


10 - 30 - 100






wybierz wersję Polską

choose the English version

Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1