Prose

laura bran


older other prose newer

21 july 2020

Takie czasy

Zaczęło się jak zwykle, od kataklizmu. Wichura, gwałtowna fala powodzi albo rozjuszone tłumy przeciągające ulicami przewracały latarnie. Nie bardzo już pamiętam, pamiętam tylko, że patrzyliśmy z zadartymi w górę głowami na kołyszące się, pochylające i co raz to upadające latarnie. Mniejsze, z przedwojennymi lampionami rozbijały się o ogrodzenia, a te większe, nowoczesne, na wysokich słupach, czasami nawet siedmio-lampowe burzyły ściany budynków. Wszystko to wyglądało na prawdę groźnie i budziło trwogę, jak na Wojnie Światów. Czuję się jak lis w potrzasku, więc idę przed siebie. Zamieniam parę słów z gapiem obserwującym na uboczu całą tę sytuację. Rozmowa jakoś mnie uspokaja. Jest już zmrok, przemykam bocznymi uliczkami. Uwielbiam Warszawę, jest jak tajemniczy kot wylegujący się w promieniach słońca na zielonej trawie lub dla odmiany czarny, szwendający się nocnymi zaułkami podwórek. Dostałam telefon, że ciotka zaprasza na imieniny. Nie wiem czemu okazało się, że ciotka mieszka teraz zupełnie gdzie indziej. Bloki postawione były w jednej linii i ich podwórka tworzyły wielki spacerowy ciąg zieleni. Jaki dobry pomysł. Zwykle, jak wiemy, podwórka mają układ zamkniętych prostokątów i skutecznie dzielą przestrzeń. U ciotki panowało zamieszanie. Lepiliśmy pierogi z kapustą i grzybami, soczyste, pyszne. Wyszłam na spacer z psem. Zaciągnął mnie nad Wisłę. W tym miejscu Wisła była wielkości średniej jezdni i łączyła wszystkich spacerowiczów. Psy pływały w niej, a nawet niektórzy ludzie brodzili sobie po kostki. Powietrze dawało przyjemne uczucie świeżości. O rany, jak tu fajnie. Mówię do Piotra, wiesz, tu moglibyśmy zamieszkać. Wracając, po drodze mijamy kobietę, która czaka na przystanku na maila. Takie czasy. Nie dziwi nic. Bogusia dzwoni do mnie, że dostała jakąś wiadomość, nie wie, co to jest i czy może odebrać. Wizualizuje mi się z tym pytaniem. Spoko, może otworzyć, to pierogi. Taki postęp - mamy wirtualne pierogi. Wszystko się zmienia, nie widujemy znajomych, a jednak są, mój pies na przykład już nie żyje, a jednak wyszłam z nim na spacer i był jak najbardziej rzeczywisty. Czas zmian. Na antenę wchodzi Matt Dusk z Sinatrą. Trójka mimo niesmaku minionych wydarzeń, niezmiennie budzi, jak zwykle. Nowy Świat przerywa, pewnie dają o sobie znać wewnętrzne błędy strukturalne, jak w Matrixie. A może po prostu rządowe stacje go zagłuszają. Kto wie? Wszystko przecież jest możliwe. "Jeszcze będzie normalnie, jeszcze będzie przepięknie". Koronaświrus szaleje. Takie czasy.

Warszawa, 21/07/2020






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1