12 kwietnia 2026
Fragmenty
IV
Mawiają, że Witwicki zanudził Platona, tymczasem dla mnie, podobnie jak Odyseja, ten jego dąb, koturn, marmur, oddaje właśnie to, czego szukam w sokratejskiej kolumnie doryckiej. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł kojarzyć Sokratesa z kolumną jońską albo koryncką.
Był tym zainteresowany również Le Corbusier. Ale jak to ma się do pieśni trapera i Walta Whitmana? Budynki Bauhausu może rozsiane są gdzieś po Wiedniu. Każdy też wie, kim byli Lachert i Szanajca. To właśnie tego rodzaju architekturę próbowałem opisać przed chwilą, skracając opis we frazę - budynek o tysiącu, być może, oknach. Szczególnie to “być może” jest znaczące. Niewykluczone, że tych okien było około dwustu. Nie rachowałem tego, być może gdybym wiedział, ile ten budynek ma okien, kiedy patrzyłbym na większe bądź mniejsze mógłbym oszacować, ile mają okien.
Cóż mogło się dziać za tymi oknami? Obiady, sprzątanie, przepychanki, znudzone małżeństwa, samotni starcy, dzieciaki które chcą stąd uciec, obrażone dziewczęta, muzyka rozpisana na pokolenia, seriale, etc. etc. Prawdopodobnie każdy miałby kilka historii do opowiedzenia, niektóre bardziej zajmujące, inne mniej. Być może ktoś w kółko opowiada kilka tych samych historii, a być może również za każdym razem w nieco inny sposób.
V
Najgorszy jest lęk przed śmiercią. Z lęku przed śmiercią można zabić się. Czytałem kiedyś o człowieku, który nie mógł znieść lęku przed śmiercią i popełnił samobójstwo. To dobra historia, choć makabryczna. Z drugiej strony, czy aż tak makabryczna? Może miał rewolwer albo otruł się. Otwieranie sobie żył - jak stoicy przy Fedonie. To kłopotliwe, podobnie, jak poderżnięcie sobie gardła. Można również zabijać się na raty, paląc. Bardziej makabryczne jest skoczyć z wieżowca i zostać otoczonym przez tłum gapiów, albo reporterów, bo, jak wiadomo, telewizja jest czymś w rodzaju pornografii. Podobnie, kiedy brak wyobraźni, kiedy nie sposób przywołać sobie choć odrobinę stanu poetycznego, który ontologicznie, jak u Santayany, jest czymś w rodzaju życia, czymś w rodzaju eschatonu, Santayana, apofatyk, był przekonany, że stan poetyczny jest eschatologiczny, a więc, że te chwile będziemy przeżywać, albo że te chwile są Bogiem, albo że Bóg jest w tych chwilach, o ile, w stosunku do apofatyzmu, słowo Bóg coś znaczy. Tak czy inaczej wychodziłoby na to, że jest tylko stan poetyczny i pornografia - po dwu skrajnościach.
VI
Podobnie i na jednej z klatek schodowych znalazłem napis “ziemia obiecana”. Byłem dziś w kaplicy, cokolwiek o tym sądzić, jeśli komuś zależy na tym, by to sądzić, tak czy inaczej pół godziny spędzone w kaplicy na jakiś czas wyostrzyły moją percepcję. Kiedy wysiadłem z autobusu spostrzegłem bliźniaczki i skojarzyłem je ze znanym filmem, o tytule, którego już zapomniałem. Nie wiem, czy to był film Lyncha, czy Kubricka, czy to nie było przypadkiem Lśnienie, jakkolwiek swojego czasu wyobrażałem sobie to czy co innego na temat estetyki gotyckiej, próbowałem zrobić coś z tym wszystkim, co nasuwa się na myśl w związku z poruszonymi właśnie zagadnieniami, w mojej percepcji, chciałem rzeczywistość zakląć, albo też nałożyć na nią filtr, nadać rzeczywistości styl, albo znaleźć go - mniejsza o sformułowania, można powiedzieć, iż pragnąłem możliwości głębszej afirmacji. Mrużyłem oczy, eksperymentowałem z psychodelikami, medytowałem - to z tych rzeczy mniej kontrowersyjnych dla wspomnianych przeze mnie studentów. Nie potrzebuję nikomu schlebiać, jakkolwiek dużo czasu poświęciłem na studia nad dogmatem chalcedońskim. I nie tylko, owszem, nie tylko. Może, jeśli nie zabiję się z powodu lęku przed śmiercią, napiszę kiedyś jakiś komentarz do Santayany.
Poezja
Proza
Fotografia
Grafika
Wideo wiersz
Pocztówka
Dziennik
Książki
Handmade