Przędąc słowem

Przędąc słowem, 25 stycznia 2026

Wyraz

Pamiętam wyraz — schodził stopniowo
wilgocią mgielną — cisza rozpięta
zaszeptał głosik — cicho rzeczowo
warstwowo drążył — błysły oczęta

Powabnym słowem — wetknął poezję
procesję z darem — etap formalny
przepastny(m) rytmem — lecząc anemię
sekwencje rosły — z krokiem paradnym

Gołębiem przyszło — pióro spisało
wiązało jasność — wersem najgłębiej
olejkiem maszcząc — światłość rzucało
oddając pokłon — złote zwycięskie

Święcone wierszem — ziemski zegarze
ołtarzem biele — dzikie, sromotne...



----------------------------------------------------

Rymy inicjalne z końcowymi:

a/a
b/a
a/b
b/a

c/d
d/c
c/d
d/c

d/e
e/d
d/e
e/d

f/g
g/f


liczba komentarzy: 0 | punkty: 0 | szczegóły

sam53

sam53, 25 stycznia 2026

kiedy wyjrzy przebiśnieg

nim dzień się całkiem rozwidni
o piątej zapachnie kawa
za chmurą księżyc się dziwi
że chcę o wiośnie rozmawiać

ze śniegu wyjrzy przebiśnieg
jakby chciał w słońcu zaszaleć
wiosnę dla ciebie dziś wyśnię
ty mnie zapytasz - co dalej

z zimą przejdziemy do wspomnień
horyzont zginie w obłokach
a kiedy wiosna nas dotknie
będziemy kochać się - kochać


liczba komentarzy: 0 | punkty: 0 | szczegóły

tetu

tetu, 24 stycznia 2026

pierwsze: nie rozszczepiaj światła, ani żadnej rzeczy która jego jest.

nie ma już wspólnego punktu. ciemność — jasność,
jasność — ciemność. są tylko chwile, przez które budzę się
szukając szklanej kuli. przemierzam światy,

by pokonać pryzmat, ominąć białe światło i dotrzeć
na skraj czarnej tęczy. to jedyny punkt, by spowolnić czas
tego co pomiędzy. nie rozszczepiaj światła,

nie ma już miękkiej krzywej; pamiętaj jego kształt, kruchość,
i ten zimny rodzaj ciszy, kiedy wszystko gaśnie.


liczba komentarzy: 1 | punkty: 1 | szczegóły

Arsis

Arsis, 24 stycznia 2026

Gdzieś, poza

Gdzie oni są? Otóż pełno ich jest, całe zatrzęsienie w gwiazdotwórczej otchłani.

Gdzie są?

Wszędzie.

Wnikają w sny. W marzenia. W tęsknoty.
Rozsadzają sobą
rozpędzone strumienie czasu.

Zaciskam
powieki –
widzę ich.

Otwieram – widzę.

Czuję ich obecność poprzez mury zimne i ciężkie. Przez stare cegły...

Wtedy, podczas misterium
w pulsującej ekstazie
drgających świec, dostępuję obecności...

Przez te ściany zimne. Poprzez popękane tynki, mury tajemne….
Widzę ich. Czuję. Wtedy, kiedy deszcz. Letni deszcz majowy.
Wtedy, kiedy szarość
pochmurnego dnia sączy się przez szczeliny zaciągniętych storami okien...

Wtedy, kiedy…

Kiedy to
było?
Pamiętasz?

Dlaczego milczysz? Spójrz, jakoś tak mi tutaj samemu…
Ale… Deszcz stuka w okna. W blaszane parapety.

Bulgocze
w rynnach…

Czy to miał być wiersz? Nie sądzę.
Więc, co? Co to miało być? Nie wiem. Nie mam pojęcia.

Może ty wiesz?

Wiesz?

Powiedz coś.
Cokolwiek.
Powiedz, pomimo milczenia i szumu.

Pomimo
ciszy
samotności.

I pomimo milczącej ekstazy smutku tak wielkiej, że aż otępiającej.
Zniewalającej wszelkie poruszenie jak w chorobie Parkinsona.

No i popatrz, miał być wiersz
a wyszło jak zwykle nie wiadomo, co.

Ciii… Stukania w przedpokoju zwiastują czyjeś przybycie.
Czy to ty, ojcze? Przyszedłeś po coś? Zapomniałeś czegoś?

Ojciec przychodzi na ogół we śnie. I tak jakoś majaczy niczym fatamorgana.

Lecz tym razem to nie on…

Wiesz, kiedy zaciskam mocno szczypiące powieki dużo światła nas wówczas dzieli.
Nawarstwia się wtedy twoja nieobecności,
potęguje się i lśni.
Jak ten blask na skraju. W widnokresie zalęgły.

W słońcu kładącym się do snu.
Tu i tam. Tu i ówdzie.
Wszędzie. Po wielokroć…

No i popatrz.
Ach, stałaś się znowu kamieniem.
Nieczułą cząstką wygaszoną w sobie.

Jestem
tutaj.
Jestem. A ty?

Mech porósł płaszczyzny kamienia. Zielone ściany. Mechate. Miękkie i wilgotne…

Za dużo tu nieścisłości. Kiedy staję obok domu umarłych dawno temu dziadków,
słyszę jak rozmawiają ze sobą, w środku.
Rozmawiają i śmieją się. Padają przytłumione słowa gości.
Wszystkich tych, których już nie ma. Nie wchodzę do środka, do tego wnętrza przeszłości.
Dawno minionej strugi. Ale nie. To dzieje się na nowo. Oni są tutaj. Oni są. Czuję ich obecność,

Patrząc w dal.
W ten skraj
zielonej łąki. Podmokłej.

Tej łąki zwieńczonej strumieniem perlistym i lśniącym…

A więc
tam..
Tam daleko…

Spójrz. Spójrz tak, jak mogłabyś spojrzeć,
będąc razem ze mną
w tej oazie nieskończoności…

Spójrz!

Horyzont ugina się od szaro-słonecznej,
od tej melancholijnej kwintesencji zmierzchu w liliowych powabach i lśnieniach.

Od tego czegoś, co umyka wyobraźni a co istnieje wiecznie. Na zawsze…

Wtedy, kiedy patrzy się
poprzez płot
z rozrosłego znienacka gladoilusa...

Stoję na zewnątrz małego parterowego domu i nasłuchuje rezonującej bieli ścian. Tej bieli oddychającej. Werandy.
Okien uchylonych. Sieni… Nasłuchuję głosów. Śmiechów i szeptów.
Wszystkich tych dawno minionych emocji.
Nieaktualnych już, choć wciąż istotnych z punktu widzenia wieczności. A więc słyszę
te zapamiętane z dzieciństwa, z młodości... Głosy dziadków, których ciała rozsypały się już dawno
w pył.

… a więc te głosy,
te szepty
dawno umarłych już gości…
… umarłych, zmarłych, skamieniałych…

Wracam do początku…

Czuję każdą barwę dźwięku. Każde wibrato… Wyczuwam wszystko jak pies,
któremu podkłada się pod nos przedmioty powszechnego użytku.

A więc czuję ich.
I wiem, że są.

Rozmawiają ze sobą. O sobie.
I o sprawach wszechrzeczy.
O tych wszystkich kwestiach…

Kto tu jest?

Dziadek
wyszedł
na chwilę…

Nie. Nikt nie wyszedł.
Oni są wiecznie
wewnątrz czegoś,
co jest nieograniczone i niepojęte…

Oni są
wewnątrz...

Nie widzę ich, ale słyszę…
Wprawdzie słyszę jakoś tak, jak się słyszy przytłumione dźwięk zza ściany.

Jakoś tak…Słysze ich, jakby świętowali. Bo świętują.

Tam wciąż komuś winszują
i składają życzenia.
Śpiewają cicho harmonicznymi głosami pieśni.

Imieniny.
Urodziny…

Jedno
i drugie.

Wiecznie…

Pobrzękują sztućcami, filiżankami, talerzykami...

Tymczasem na zewnątrz trwa przytłumiony blask wiecznego zmierzchu.
Pachnący maciejkami zmierzch, któregoś czerwcowego zmiłowania, którejś wczesnej jesieni…

Spójrz, tak moglibyśmy się kochać.
Tak miłować, splatając dłonie… Tak moglibyśmy… Lecz…

Wiesz? To nie ten wszechświat. I czas.
To nie ta otchłań gorejącego bytu.
Tutaj wszystko jest już minione. Niespełnione. I tęskne.

Tutaj wszystko jest przytłumione w kolejnych fazach okrutnego mijania.
Tutaj wszystko jest świeże. I więdnące. I uschnięte zarazem. Tutaj wszystko jest…

Wiesz, za dużo tego wszystkiego. Za dużo tej przeszłości.
Tych rozsypanych resztek dawnego życia.
Jest. To znowu tak jakby nigdy niczego nie było…

A nawet, jeśli jest, to jakieś takie minione. Nieaktualne. Jakieś takie post… Dużo tu tego. Dużo.
I jakoś tak strasznie mało…

Pamiętasz? Wtedy, kiedy ktoś chciał ci coś powdowieć?

Lecz nie zdążył.
… więc nasłuchujesz echa…

I jesteś coraz dalej od polan. Od tej woni igliwia.
Oddalając się, oddychasz płytko
przegrodzona kratą gęstego powietrza...

I jesteś ogłuszona ciszą, która zwiesza się gałęziami do samej ziemi
płaczącej wierzby.
… co przegląda się nad wodą, nad wartkim strumieniem hałasującym perlistym milczeniem …

(Włodzimierz Zastawniak, 2026-01-24)

***

https://www.youtube.com/watch?v=_pgNmIbhV0w


liczba komentarzy: 1 | punkty: 2 | szczegóły

violetta

violetta, 24 stycznia 2026

Odważna

diamentem lśnię na śniegu
chrupiąca dla węgielek oczu
rozgrzej mnie jak w saunie
nacieram już ramiona uda
i szybki chlust do jedwabiu


liczba komentarzy: 0 | punkty: 2 | szczegóły

Trepifajksel

Trepifajksel, 24 stycznia 2026

Miejsca i czas

Iwan Bezdomny już wie, że słowo
bywa na wiatr, a wiersz
nie jest wierszem
nawet między wierszami.

Więc nie wiąże mowy,
by wątek związać z puentą,
gdzie diabeł miesza
w zmysłach.

Tylko czasem,
gdy pełnia,
coś cicho tęskni.


liczba komentarzy: 1 | punkty: 4 | szczegóły

Yaro

Yaro, 24 stycznia 2026

wrogu mój

gdy przyjdzie podstępnie zły czas i zabierze wolność
kamienie przemówią by zbudzić nas
by powstać i walczyć
bo walka w nas się rodzi i śmierć nie znaczy drogi

walczę nie po to by zginąć bez imienia
walczę by pokonać strach którym zarażasz

wstaję gdy upadam wzbijam się jak Orzeł
uderzam najmocniej zadaję ból
jesteś gotowy czy jesteś daleko i straszysz

wrogu mój uciekaj
pochwal się porażką
powiedz że nie masz chęci
walczyć z maszyną
która broni rodziny
szanuje zasady


liczba komentarzy: 0 | punkty: 1 | szczegóły

sam53

sam53, 24 stycznia 2026

Panie Boże!

Spójrz na zegar - czas wiosny się zbliża
sople lodu marnieją pod dachem
wiatr zawiewa z zachodu odwilżą
a i zaspy z dnia na dzień mniej w zaspie

sen prawdziwy już z zimą odpłynął
noc z szarością buszuje po płotach
gdybyś wodę zamienił znów w wino
recepturę pozwolił mi poznać

ja się wierszem wiosennym odwdzięczę
wiesz jak wino z poezją mnie kręci
gdy dwa słowa - na zdrowie - na szczęście
w metaforze potrafię przepędzić


liczba komentarzy: 1 | punkty: 4 | szczegóły

Bezka

Bezka, 24 stycznia 2026

nieśmiertelny

jak odnaleźć miękkie słowa
łabędzi puch by otulić

ramiona

otwierasz teraz jeszcze szerzej
aż powietrze błękitnieje

anielski spokój
i najczystsza miłość

wzajemna od bliskich

niechaj zasieje się pod jabłonią
- ulubionym miejscem -
gdzie snułeś plany i nadzieje

dzieliłeś wiedzę z radością
szanując każdego człowieka

teraz strumień świadomości
niech oświeca duszę

której choćby najmniejsza drobinka
w każdym z kochających Ciebie
zostanie na zawsze

bo wrosłeś głęboko
w serca

wijąc misterne gniazda


liczba komentarzy: 2 | punkty: 5 | szczegóły

Przędąc słowem

Przędąc słowem, 24 stycznia 2026

* EPITAFIUM *

Przechodniu, posłysz — z poezją porósł;
rozważał życie(m) — streszczając, skracał;
exodus wcielił — z goryczą, piołun;
pomnażał bólem — rodzajem maczał.
Korowód słowem — w niebiosa powlókł;
wspomagał anioł — spuściznę składał;
potomnym, z deszczem — talentem okrył;
donośnym wersem — żywotem skończył.


liczba komentarzy: 0 | punkty: 3 | szczegóły


10 - 30 - 100  





Zgłoś nadużycie

 


Regulamin | Polityka prywatności

Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. zarejestruj się

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1