Dziennik

Voyteq (Adalbertus) Hieronymus von Borkovsky


dodane wcześniej pozostałe dzienniki dodane później

4 lutego 2012

4 lutego 2012, sobota ( Haiq CLXII, haiq CLXII, haiq CLXIV, haiq CLXV, haiq CLXVI )

Następne pięc haiq po łacinie... Spoko, niedługo ich rezerwuar (tzn. tych łacińskich) wyczerpie się...
(haiq CLXII)
in quo salietur
facite fructus dignum
tempus breve est

(haiq CLXIII)
oculus tuus
et illi soli servies
plus est quam esca

(haiq CLXIV)
ego sum primus
nolite omni credo
finis alpha est

(haiq CLXV)
et cum tremore
et dum tempus habemus
et catelli edunt

(haiq CLXVI)
iudices erunt
omnes enim et mensa
sicud serpentes
         Nie jestem człowiekiem wykształconym. W moim Liceum nie nauczano łaciny (uczęszczałem do klasy o profilu ogólnym, chociaż niektóre klasy miały esperanto), tym bardziej nie czyniono tego w pomaturalnej kolejówce. Łacinę pamiętam tylko z kościoła - czasy, kiedy matka mogła chwycić mnie za rękę i zaciągnąc na mszę lub inne nabożeństwo. Później byłem ministrantem (no i, oczywiście, zagorzałym konsumentem wina mszalnego), musiałem uczyc sie tzw, ministrantury po łacinie. Kościół był jeszcze wtedy normalny, rzymsko - katolicki, obrządku łacińskiego, nie takie nie wiadomo co, jak to zaczęło się robic po Vaticanum II i jest teraz. No, ale zaraz pojawiło się wszelakie posoborowe nowinkarstwo z językami narodowymi w liturgii jako sztandarem "nowej wiosny kościoła" i aggioramento. I tyle było mojej łaciny. Zainteresowanie tym językiem pojawiło się o wiele później, kiedy postępowała u mnie... ateizacja i fascynacja formami klasycznymi i klasycyzującymi. Później był epizod z lefebvrystami, następnie sedewakantystami, pełen uwielbienia dla mądrości i bohaterstwa arcybiskupa Marcela Françoisa Lefebvre’a CSSp, później dla księdza Rafała Trytka, oczywiście sanctus Athanasius Alexandrinus, Lucifer Calaritanus (chociaz ci dwaj nie znosili się) czy Photius I (patriarcha Constantinopolitanus)... Aż wreszcie deizm i ateizm...
            Pierwsze lata dwutysięczne nie były dla mnie zbyt łaskawe. Musiałem rozstać się z praca, którą njbardziej lubiłem, tzn. z ankieterstwem i coraz bardziej pogłebiaj,ąca się choroba, która owocowała alienowaniem się ze wszystkiego. Zacząłem przypominac zastraszonego kundla, który nie bardzo wiedział, co dookoła się dzieje i wiedziec nie chciał... Wiekszośc czasu spędzałem w swojej pakamerze, próbując cos czytać, pisać (to drugie owocowałowłaśnie haiq jedynie). W swoich zbiorach natrofiłem na trzy książki: Lidii Winniczuk Lingua Latina. Łacina bez pomocy Orbiliusza, Marcelego Wielewskiego Krótka gramatyka języka łacińskiego i Leokadii Małunowiczówny Roma Christiana. Podręcznik łaciny chrześcijańskiej. Książki te wałkowałem pomiędzy napadami panicznego, irracjonalnego lęku. Chciałem to wszystko skroplić, to co sie we mnie dzieje, zapisać, a inaczej nie mogłem, bałem się emocjonalnej dekonspiracji.
            No i haiq stały się swoistym dziennikiem. Te po łacinie najbardziej osobistym...






Zgłoś nadużycie

 


Regulamin | Polityka prywatności

Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. zarejestruj się

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1