Yaro, 18 czerwca 2014
powoli mgła zlizuje lustro wody
szła bez wiary głodna bez przyszłości
blada niespokojnie z lękiem
nikt nie bał się tym bardziej nie spodziewał
miała swój czas wyszła jak falstart
jeszcze raz od nowa
kupiłem rower czerwony made in china
zarzynam go w dalekich trasach
pomiędzy jednym miejscem a drugim miastem
przyszła do mnie pytała o pompkę
to ją nadmuchałem jakaś gwiazda nad jej piedestałem
odjechała nigdy jej nie ujrzałem
pamiętam ten dzień jak nic
Yaro, 18 czerwca 2014
życie jest proste
łatwe piękne
miejskie jednak niebezpieczne
odbezpieczcie je zapłonie wiecznie
zanurzony w pół w odmęcie
chwytam twoje dłonie ma cię w ręce
podziękuj bogu za wieczność
wiele będzie się dziać
przebudzicie się koleżanko kolego
nadchodzi wielki dzień i noc tam jest
oczy szeroko łatwo żyć pięknie
nie dbaj o jutro załóż futro
nie ubłagalnie czas wodzi nas
los kieruje nie daj się zwieść
wierz w co chcesz miej miłość w sercu
nie zawiedź niebo kocha cię
Yaro, 16 czerwca 2014
jak kocham
to po sam grób
kocham na wieki
płynę w nieskończoności
nasza miłość jak odkryte kości
bledsza tylko od jasności
złote obrączki tarczą słońca
topią serca lód
białe róże rozkwitają owocami z miłości
kolce kaleczą ramiona wiatr cicho gra
pająk tka sieć miedzy gałązkami jaśminu
łapię oddech piękno powabne
Yaro, 15 czerwca 2014
z aniołem pod rękę
prowadził przez skażone życiem pola
jasny obraz na jawie jak dzień
dokąd idę pytałem on gubił pióra
zbierałem do kieszeni
zmazywałem słodkie grzeszki
mówił że ta droga prowadzi do świata ze snów
znienawidzony jak zły pies
który na swego się rzuca
muzyka marszu stuka w głowie po dziś dzień
zostawił mnie na skrzyżowaniu dobra i zła
po równo wymierzył
obrał kierunek
odleciał trzepotem skrzydeł
jak ważka lekko na zawsze
w głowie mam słowa głęboko je chowam
on jest przy nas wbrew woli
kieruje każdym krokiem
Yaro, 15 czerwca 2014
dokąd wiodą nas ścieżki
czy jeszcze się spotkamy
z tęsknotą w dłoni ściskam ostatni list
gorzkie słowa weszły w pięty
zagubiony grajek
muzyka płynie
na progu ze smutkiem
opowiada balladę o dziewczynie
odjechała czerwonym autobusem
mieliśmy tylko siebie jak święci
modlitwy zbyt słabe by zmienić los
zawrócę wodę w rzece by ujrzeć cię
w blasku księżyca niczym nimfa
staniesz przy mym boku
cisza podpowie co dalej
cisza zatoczy kręgi w zbożach
Yaro, 15 czerwca 2014
spokojnej niedzieli deszcz opadł
dumni niczym konie po betonie
jak dzieci biegniemy po kałużach
zmoczone dłonie swetry wpuszczone
z Leonem idziemy przed życia obieg
krew wzburzona w żyłach zawija fale
w sakwie pół chleba wino i słonina
pod górę z uśmiechem życie się budzi
w nas siła dławi się damy jej upust
jeszcze kilka chwil przed świtem
słońce nisko ściska promienie w ramionach
z niego dobry kolega jest gość
znamy się od dziecka ta sama krew
ze mnie ciemny blondyn on rudy jak rdza
w niczym nie przeszkadza wymiana zdań
rozumiemy się jak dwa łyse konie
zawsze naciąga rozmowę idę do domu
Yaro, 14 czerwca 2014
podnoszę głos w ciasnym
jak komora serca pomieszczeniu
rozbierasz wzrokiem kobietę z kalendarza
ślinisz się na widok morskiej świnki
w takich jak ty wbijam szpilki
szary dzień maluje znużenie
niechętnie uśmiecham się do nieba
słoneczka dziś mi potrzeba
ty narzekasz
jeszcze jedna szpilka
to taka gra chińska receptura
na gorsze dni zamykam się do puszki
wyciągam wnioski ze starej wersalki
na desce prasuję wspomnienia i tak nic dodać nic ująć
wystarczy nad stawić uszy i kogoś podpuścić
wiesz kto co mówi na podwórku
wbijam szpilkę niezgoda kiełkuje
jak ręka o stół
Yaro, 14 czerwca 2014
odnalazłem cię pomiędzy gwiazdami
świeciłaś jasno byłoby grzechem nie zauważyć
początki łatwe nie były
ale się przyzwyczaiłem
błądziłaś w gwiazdach szukałem języka
wspólne wypady za miasto nauczyły
tęsknota że zawsze w piątek do ciebie zajrzę
marzyliśmy o cichym miejscu
zamieszkałem u ciebie
narodziły się dzieci
wyjechaliśmy poza strefę betonu
mały domek na wzgórzu
rzeczka śpiewała piosenkę
zawsze razem nigdy w rozterce
między nami czerwone serce
małe chwile kąpaliśmy w różowej wanience
teraz gdy dzieli nas odległość ślę list w żółtej kopercie
przy tobie niedługo będę
Yaro, 12 czerwca 2014
czasami daję w palnik
czasami zapalę skręta
pytam czy warto
życie pędzi samochodem
niewiadoma za zakrętem
fałszywi ludzie
czekają na błędy
pełni przekrętów
piękne auta makijaże
na twoim czole pot
kładziesz kolejną kostkę
wypłatą cienką
opłaty i dwa piwa
na to cię stać
oni nas nienawidzą
świat jest dla bogaczy
świat niewolników to my
ruszaj na sztorc z kosą
i tak nie wygrasz
to jest rebelia
powstań jak dzień po mroku
odbierz co się ci należy
trzeba tak niewiele kurwy i złodzieje
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.