Yaro, 28 february 2026
ponad dwadzieścia jeden lat
w końcu ją poznałem to było na wsi
dyskoteka grała aż w końcu ta piosenka
pojawiła się w pierwszych taktach
Varius Manx zanim zrozumiesz
wiesz to że to ostatni raz wiedziałem
siła co w środku poniosła nas na chwilę
fajnie układałem wspólny świat
po czasie nieobecności zapomniała
że kocham
czekam na przepustkę
każdy dzień to walka bo czasem toczysz życie przeciwnie
Yaro, 27 february 2026
moja bluza pachnie tobą i latem
tęsknię za tobą jak sucha. ziemia za deszczem
byłaś dla mnie
dlaczego ostatnia dyskoteka
była pierwszym dniem szkoły
długo nic prócz nauki pustej autosteady
pachniały potem kasztany
uczyłem się na pamięć poznawać ciebie
przyszła matura jak ty tamtego lata
byl sierpień a ty podpaliłaś kawał świata
kochać cię to za mało pustka mieszka
w moim wnętrzu nie sen
nie potrafię odpowiadać
to za długa historia ledwo oddycham
coś mnie zgięło
Yaro, 23 february 2026
kochać jak siebie samego
kochałem ciebie z ciszą
coś pękło jak szkło szukając
miłości znalazłem rozpacz
zamiast słońca deszcz
moczył moje marzenia
wszystko przeminie tyle
słów do powiedzenia
daleko stąd zbuduję dom
będziesz mi bliską miłością
będziesz moim snem
nocą włóczą się gwiazdy
niebo milczy daleko stąd
patrzę w lustro widzę
włóczęgę idzie drogą
szukając szczęścia
szukając ciebie
i nie znajduje dzień mija
jeść się chce a nie ma co
bo miłością człowiek
nie naje się głodny
chłodny cierpliwy
daj żyć daj spokój
zapomnieć przeszłość
zbudować nowy dzień
rozliczyć się póki można
Yaro, 23 february 2026
tęsknocie oddać cześć
skołatany żagiel na wietrze
wyczuwam ciągłe pragnienie
nie potrafię zasnąć bez ciebie
jesteś dalekim marzeniem
Yaro, 21 february 2026
ciemne drogi
mroczne wnętrza
dookoła nie jest jasno
szare zgniłe miasto
umarło
uciekam
przed samym sobą
znajdę przystań z przejrzystą wodą
obmyję grzeszne ciało
gdy zajrzę w niebo
za ostatnią gwiazdą
umrze świat
na naszych oczach
zbudzimy świt
zgniły martwy
uciekam przed złym
powiewem słów
brudnych rąk
splamionych krwią
nie przyniosłeś pokoju
miecz ciężki
wolę walkę od śmierci
wybaw nas
otwórz oczy zamknięte
sztucznie zmęczeni
w oczach z lękiem
wielu zwątpiło
wielu poddanych
idą drogą łatwą
uśmiechają się zadowoleni
przed drogą ostatecznie
Yaro, 11 february 2026
życie odwieczna wędrówka
bez początku i końca
włóczymy się pośród tych
co mają się za panów
łapiesz rytm
za jeden oddech
za łyk wody
oddam diamenty Nairobi
w życiu ukryty sens
by nie narobić się
nie robić kompletnie nic
po co mi wszystko
gdy piękno otacza mnie
czuję się tak bogaty
ślę uśmiechy szczere
duch wibruje słyszę czar
po nutach biegnie rym
zabiorę cię na wyspę wyobraźni
gdzie wszystko coś znaczy
gdzie owoc słodyczą zaraża
oddaj się marzeniom
odkrywaj przestrzeń
myślą pochłaniaj mnie
miłość w każdym nie pozwól usnąć jej
nieskończenie kocham cię
pragnij życia takie to proste
Yaro, 11 february 2026
zaciągam się dniem
co przeze mnie mknie
napełniony powietrzem
dławię się promieniami słońca
wypuszczam dym w płucach młyn
ciepło dzisiaj blaski cienie
przenikają przestrzeń
pod chmurą gołębie
w eterze błądzą ciała
ziemskie i niebieskie
rozlała się droga mleczna
w jednym kosmosie
biegniemy dzięki grawitacji
nastawieni przeciwko wojnie
co pozostawia nas na miejscu zdarzeń
niewyjaśnione siły miłości
każą szukać kości
Yaro, 7 february 2026
uciekam w dal przed problemami
są głęboko w głowie
mam dość wykrzyczę coś
uspokoję się pomoże ktoś
problemom mówię stop ale są
rodzą się nowe w innej oprawie
nie mogę wciąż gonić uciekać
dopada mnie sen
w dniu narodzin świata
lampa słabe światło lubię półmrok
gdy zamykam oczy zamykam drzwi
za nimi pozostają sprawy jakby mniej ważne
oddalam się dobrze mi lekko
w środku wibruje promień
dobrze że wiatr przywiał mi ciebie
tęskniłem jak za wiosną za ostoja spokoju
schowam się w gaju w majowej ozdobie
wiśnie pachną białym kwiatem kuszą ku sobie