Proza

Ananke


dodane wcześniej pozostała proza dodane później

7 marca 2018

Galerianka

Rzęsy z marketu i brwi z modnego szablonu, miały dodać wyrazistości spojrzeniu. Wściekle pomarańczowe tipsy, przywodziły na myśl strój robotnika drogowego. Całość opinała przykrótka  mini i wysokie sandały, z których wyłaziły na wszystkie strony palce stóp. Wyglądały niczym uciekające, tłuste gąsienice.
Zwichniętą równowagę doskonałości czyli płaski tyłek, rekompensowały ogromne piersi i wylewające się boczki. Ponoć w przyrodzie nic nie ginie. Spojrzała w lustro i zadowolona z wielogodzinnych zabiegów, naciągnęła kusą bluzeczkę na pępek, odsłaniając piersi. Było to niczym naciąganie przykrótkiej kołdry, z pod której zawsze coś wystaje.
Jeszcze tylko litr wylanej wody perfumowanej, brokat w utapirowane włosy i była gotowa do wyjścia.
W windzie posłała zalotne spojrzenie nieznajomemu mężczyźnie. Obiegł, żeby nie powiedzieć przeleciał spojrzeniem po całej okazałości i bezceremonialnie utkwił wzrok w jej dużych oczach. Zadowolona z piorunującego efektu, wydęła usteczka w dziubek, co miało jej nadać seksapilu i doszczętnie zwalić gościa z nóg.
Tymczasem winda zjechała na parter. Mariola zarzucając biodrami wypłynęła z windy, święcie przekonana, że mężczyzna ciągle na nią patrzy. Wsiadła do starego opla astry i udała się na myjnię samochodową. "Przecież kobieta zawsze i wszędzie musi pięknie wyglądać. Kto wie, kiedy spotka swojego rycerza" - myślała.


Na myjni samochodowej

Mariola podjechała na myjnię samochodową w jej małym prowincjonalnym miasteczku na Mazurach. Była kolejka więc przysiadła w poczekalni. Obok siedział dojrzały mężczyzna i non stop grzebał w telefonie, albo gdzieś dzwonił zupełnie nie zwracając na nią uwagi, pochłonięty wielością rozmów, pokrzykiwał i wyraźnie był poruszony. Jej uwagę zwrócił drogi telefon, najwyższa półka. Przyjrzała mu się uważniej. Mógł mieć jakieś 50 lat, lekko łysiejący, niski i raczej pulchny. Nie był specjalnie interesujący, ale pachniał drogimi perfumami i miał na sobie garnitur.
"Przecież w środku tygodnia nie wraca z wesela, a to oznacza, że facet musi być jakimś kierownikiem, managerem, a kto wie, może nawet dyrektorem ? Nie mogę przepuścić takiej okazji. Kiedy jak nie teraz? W tej sennej dziurze nie poznam już nikogo interesującego. Latka lecą, wiecznie nie będę piękna i atrakcyjna. Raz kozie śmierć" - pomyślała.
 
- Przepraszam pana, a pan to tak zawsze ciągle w pracy i w pracy? Czasem trzeba wyluzować.

Mówiąc to uśmiechnęła się przyjaźnie próbując przyjąć jak najbardziej atrakcyjną pozę ciała.
Mężczyzna oderwał się od telefonu i zaskoczony spojrzał na nią. Była od niego z 15 lat młodsza, ubrana krzykliwie i wyzywająco. Nie gustował w tego typu kobietach, ale nie oszukujmy się sam również nie był pierwszej młodości Adonisem. Skoro ktoś tak młody go zaczepia grzechem by było nie odpowiedzieć.
 
-Ma pani rację, faktycznie potrzebuję nieco odpoczynku i relaksu. Rzadko mam przyjemność spotykać tak rezolutne kobiety.
-Oh doprawdy, na oko widać, że jest pan zmęczony i przepracowany. Należy się panu solidna dawka snu albo kawy.

Mówiąc to uśmiechała się zalotnie, próbując nie wyjść na nachalną. ,,Porządne dziewczyny nigdy się nie narzucają, to mężczyzna ma wykonać pierwszy krok,,  – tak zawsze mawiała jej śp. babcia. Próbowała trzymać się tej zasady, ale prawda jest taka, że wszystkie jej przyjaciółki poderwały swoich facetów  i mężów  wychodząc z inicjatywą. Co prawda Kryśka posunęła się tak daleko, że złapała męża na dziecko, ale co tam cel uświęca środki.
Wizja staropanieństwa śniła jej się po nocach, przychodziła w koszmarach, dlatego postanowiła, że musi działać. Znajoma Cyganka z osiedla wywróżyła jej, że czeka ją bogata i świetlana przyszłość, że będzie się pięknie stroić, jeździć po świecie u boku bogatego mężczyzny. No ale czas leciał, a za nią uganiali się jedynie znudzeni pożyciem małżeńskim dojrzali tatuśkowie, albo pijusy bez grosza przy duszy, roztaczający z ułańską fantazją, wizję ich wspólnej świetlanej przyszłości.
"Nie, ona Mariolka, nie będzie tak jak jej matka, tłuc biedy całe życie w M-2 u boku męża, który kupienie żonie kwiatów, uważał za zbytek i fanaberię".
 
- Święta prawda, ale od snu wolałbym kawę w towarzystwie tak uroczej kobiety.
- Jest pan miły. Faktycznie mam ochotę na kawę a i akuratnie specjalnie nigdzie mi się nie śpieszy.

Dziewczyna otworzyła usta i miała powiedzieć coś jeszcze, ale zadzwonił telefon mężczyzny. Tym razem za wiele nie mówił, coś przytakiwał i wyraźnie jego rozmówca był zniecierpliwiony.
 
-Przepraszam panią, z dzisiejszej kawy nic nie wyjdzie, muszę udać się na pilne spotkanie, ale moja propozycja jest aktualna. Może jutro ?
- Jutro ? Tak jak najbardziej pasuje mi jutro. Tu niedaleko jest kawiarnia z pyszną kawą i ciastem, „Słoneczko”,  zatem jutro o 15:00?
- Doskonale. Jutro o 15:00. Ale nawet nie znam pani imienia.
-Mariolka
-Franciszek.

Jezu – pomyślała, Franciszek? Nie mógł się nazywać jakoś inaczej, np. Oliwier albo Rafał ? Jak ja go przedstawię przyjaciółkom? No dobra, jakoś to przeboleję, od jutra moje życie zmieni się o 360 stopni – myślała.
Kiedy mężczyzna opuścił poczekalnię, Mariolka podjechała na myjnię swoim oplem. Obejrzała się jeszcze, żeby zobaczyć jakim autem wyjechał Franciszek, i oniemiała. Był to luksusowy mercedes limuzyna klasy S. Na czym jak na czym, ale na motoryzacji się znała i drogie auta rozpoznawała bezbłędnie.
Obok krzątał się Jacek, pracownik myjni i warsztatu samochodowego w jednym.
 
-Jacek!
-No co tam.
-Widziałeś te bryke ?
-No jasne, że widziałem, co miałem nie widzieć, świetna fura co ? Warta na moje oko z pół miliona złotych.
-Chryste pół miliona, a do kogo należy to auto?
-No co ty Mariola, nie wiesz? Do prezesa tej nowej firmy, co to się  u nas otwiera. Mówię ci gość musi być obrzydliwe bogaty, gdybym ja miał taką kasę i furę jeździłbym po mieście i wyrywałbym laski hehehe.
-Ty Jacek to możesz co najwyżej poderwać dupe z krzesła.
-Mariola, tego kwiatu to pół światu, zobaczysz któregoś dnia....

Ale Mariola dalej już nie słuchała. Była przejęta i szczęśliwa. Poznała tak cudownego człowieka. "Od razu wiedziałam, że to nie byle kto! Ależ jestem szczęściarą. Nadszedł mój wielki dzień, Cyganka się nie myliła, będę szczęśliwa i bogata. Kryśka i Jola pękną z zazdrości. A niech się schowają. Teraz to one będą zabiegać o moje względy. Kto wie, jak będą miłe, może gdzieś je kiedyś zabierzemy, na jakąś wycieczkę".
Dziewczyna snuła w swojej głowie przeróżne scenariusze, ale najważniejsza okazała się sprawa tego, jak ma się jutro ubrać, umalować i uczesać.
"Muszę zrobić wrażenie, inaczej mnie nie zechce i nici z planów"
Wróciła do domu, dopadła szafy. Wyrzuciła wszystkie sukienki i buty. Stała przed lustrem i próbowała wybrać strój, w którym jej uroda go powali.
 
Epilog.

Nazajutrz Mariolka wstała dużo wcześniej niż zwykle, musiała zdążyć z fryzurą, makijażem, paznokciami i solarium. To wszystko wymaga czasu. Wybiegła na miasto do fryzjera. Szła ulicą kalkulując w głowie co jeszcze musi zrobić.
Nagle nieopodal zobaczyła znajome auto Franciszka. Serce jej załomotało. "Pewnie coś załatwia na mieście, kto wie, może kupuje dla mnie jakiś prezent?" Uśmiechała się do swoich myśli.
Podeszła bliżej, gdyż ciekawość nie dawała jej spokoju. Zauważyła, że Franciszek siedzi w mercedesie za kierownicą i na coś czeka. Potem otworzyły się drzwi sklepu, wyszedł z niego wysoki, przystojny mężczyzna z neseserem w ręku. Franciszek szybko wyskoczył z auta, podbiegł do drzwi mercedesa i otworzył je mężczyźnie. Kiedy tamten wsiadł, trzasnął za nim drzwiami, usiadł za kierownicą i odjechali….






Zgłoś nadużycie

 


Regulamin | Polityka prywatności

Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. zarejestruj się

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1