Yaro, 14 november 2013
kocham dzień
gdy słońce dotyka palcami horyzontu
zbyt ociężałe by wznieść się wysoko
budzą się troski
budzą się nadzieje
ja w to wierzę
nadchodzę z nowymi myślami
kilka pomysłów przelewa się przez komórki szare
w głowie jakby jaśniej
nie odkładam nic na później
budzą się troski
budzą się nadzieje
ja w to wierzę
ten dzień jest inny niż co dzień
dotykam ustami krawędzi twych ust
zbudź nowy dzień niech trwa
my popędzimy przed siebie jak konie
budzą się troski
budzą się nadzieje
ja w to wierzę
Yaro, 13 november 2013
jestem daleko
ona kocha
nie za odległość
która dzieli serca na dwa
z ptakami przylecę wiosną
zielonymi liśćmi
portfel wypchany
napijemy się kawy
teraz śnij
napisz czasem list
słowami ozdób koperty białe
na znaczku czerwień ust
Yaro, 12 november 2013
zatopiony komar
zamkną czas
w jednej kropli
palec
zdobi herbaciany kolor
zatrzymany trzepot skrzydeł
ból wyrwaną chwilą z życia
Yaro, 12 november 2013
okryty myślami śnię
stykamy się marzeniami
przy tobie jestem bezpieczny
spokój mam w głowie
sen głęboki jak oddech
po kąpieli w jeziorze nad ranem
w tym śnie realnym
wszystko jest łatwiejsze
jesteśmy ładniejsi
blisko siebie
nie pozwól zbudzić
tego co mamy w dłoni
jest jak bicie serca
Yaro, 12 november 2013
śmierć
jak niewiadoma
może być nudna
pozwól żyć
choć jest trudno
poznać
pragnę siebie
i kobietę obok
przeżyć siebie
przeżyć
razem kilka chwil
zapisać
na papierze
co prawdą a co grzechem
Yaro, 3 november 2013
pragniesz
tego co nie ma znaczenia
jak cienie
jak demony świata wirtualnego
brniecie w odchodach to nazywacie karmą
wasza historia miesza się z celem istnienia
ból sprawia wam życie
narkotykiem leczycie wyobraźnię
chorą od nienawiści
urzekła mnie wasza historia
sensu w niej nie ma
twarze płoną jak zorze
złym wzrokiem
zabijacie życie dla własnych celów
przyjemnością leżeć okrakiem
chwytać przyjemności
jak niebo z ptakiem
nie widzieć bliźniego
zabić bezbronne nagie spojrzenia
jak ten świat schodzić na antypody
zło karmi się wami mieszkacie
nad piekieł bramami
Yaro, 1 november 2013
poezja
zatopiona w filiżance porannej kawy
z mleczkiem
odrobiną gorzkiej czekolady
z papierosem na ukojenie nerwów
choć sen spokojny ułożony pomiędzy wersy
odprężony puszczam oczko do Katarzyny
mojej żony
myślę o tym co było a co nadchodzi
w kilku słowach streszczam chwile
oblizuję łyżeczkę jak czerwień ust
maluję nie czytam nie lubię
Yaro, 1 november 2013
za kurtyną nocy jak śmierć
światła zwiędłe
kładą się nadzieją
krzyże opustoszałe przez czas
zmieszane z palpitacją serca
modlitwy szczere
tylko nas zabrakło w kilka miejsc
słowa wierszem zaniosę na kolanach
pod próg świadomości
ze światłem popłynę
w otchłań samotnych nocy i dni
trzymaj miejsce nadejdę
z chwilą jak wielką niewiadomą