Mada44, 12 stycznia 2022
Przyszło nam żyć w piekle
Udającym niebo
Z zakłamaniem modlący się
Mówią nam jak mamy żyć
Myśl jest tylko jedna – nasza
Niepokornych ukarać
Młodych nauczymy
Którą drogą mają iść
Wieczny kierunek dadzą nam
Durny naród wszystko kupi
A kto spróbuje nas ruszyć
Rozdepczmy jak robaka
Adam Pietras (Barry Kant), 12 stycznia 2022
I
Czy to było wtedy
Jak płakałam idąc?
Trawa miała kolor khaki
Miałam opaskę na głowie.
Hałdy cegieł przypominały mi
O kulturach paleolitu.
Bardzo vhciałabym zrozumieć,
Dlaczego mnie kochasz.
Czy to za to, że mówię?
Że potrafię zrobić sobie śniadanie?
Chcesz wiedzieć więcej?
Gdzieś między ustami a żołądkiem
Mam raka.
II
Teraz.
Oglądam paznokcie.
To smutne.
To ciekawe.
Deska po której dziecko pisało długopisem.
Oddal się.
Trochę mnie nie ma.
Są ściany pokoju.
Firanki.
Nie wiem, czy są, ale je widzę.
Co jest?
Poświata.
Ktoś głaszcze mnie po włosach.
Ktoś dotyka moich ramion.
To poruszające, a jednak niewykluczone, że nic z tego
Nie zostanie.
Będę leżeć na łóżku w ubraniu.
Będę fantazjować o 1000 i 1 przepisach na bezbolesne umieranie.
Będę sięgać po używki.
Będę się bać.
III
Życie jest nudne.
Dnie mijają nudno.
Jest tak nudno, że możnaby zabić się
Bez żalu.
Lubię patrzeć na alejkę twoimi oczami,
Szczególnie wtedy, kiedy wiem, że o nic w tym
Nie chodzi.
To taki mój performance.
Słyszałam, że lubisz moje białe firanki,
Więc odpowiedz na moje pytania.
"Jesteś, jesteś, jesteś..." - głaszczę cię po głowie
A ja wciąż mogłabym się zabić.
IV
Będę pytać ściany.
Ściana - jej będę pytać.
Będę pytać...
Wisi hak na doniczkę, wisiały obrazy -
Istna ptaszarnia.
- Spójrz, ile tu ukrytego życia - mówisz moimi słowami
I wskazujesz na śpiew ptaków.
Tylko czy potrafisz przemawiać w ludzkim języku?
Bo niezrozumienie to taki wielki lej...
Wiem, że jak van Gogh, lubisz śmietniki.
V
Upiłam się.
Wodzę wzrokiem po pokoju.
Monitor, filiżanka po kawie.
Moje stopy.
Moje dłonie.
Moje plecy.
Żałuję, że straciłam rysunek, na którym portretowałam
Moje plecy.
Były ciszą.
Były Sfinxem.
Czuję moje włosy.
Teraz nikt mnie nie dotyka.
Ale jestem na to dziesięć lat za stara.
Ciało więdnie gdy wzrasta świadomość?
Trzeba zostać platonikiem-hipokrytą.
I palić.
Nie jestem francuzką.
Idę zapalić.
Serio, wyjazd.
Spadaj.
Odpieprz się.
Mam raka, ziom.
Na raka jest sok z cytryny.
Jak wypijesz szklankę soku z cytryny,
To dostaniesz order uśmiechu.
"Ha Ha Ha".
Zrobię sobie dobrze jak będzie ciemno
Na razie chce mi się rzygać.
VI
Głębia pokrywa się z pustką.
Niektórzy mówią o moich wierszach że są bardzo głębokie.
A ja nie wiem nic o głębi, wiem tylko o pustce.
Odkryłam właśnie plamę oleju na klawiaturze -
Może śliny?
Przez chwilę się do siebie poślinimy, to nawet fajne
Ale później przyjdzie czas na głębię, tj. na pustkę.
Nie ma żadnej głębi, jest tylko pustka.
Choć nie powiem, kręci mnie, kiedy śpisz,
A ja wyobrażam sobie ciebie jako SS-mana.
Nie odbierz tego źle
Bo lubię też bezradność i rozpacz w twoich oczach.
Zawsze próbuję je sobie przypomnieć.
VII
Lubię trzecią nad ranem.
To chyba dobrze, że jeszcze coś lubię?
Lubię, kiedy wszystko wygląda jak namalowane przez
Genialne dziecko, chociaż malował to zidiociały dorosły.
Zastanawiam się wtedy, czy palić jeszcze jednego papierosa
Czy pisać.
Kiedy słyszę ludzkie dźwięki na wszelki wypadek spluwam.
Sklep będzie otwarty za dwie godziny.
Podobno pamiętasz, jak byłam młoda, ale ja tego
Nie pamiętam.
Ok. 2018
Atramentowy-nefryt, 12 stycznia 2022
półsenna noc
podświadomość uwolniła pragnienia
rozchyliła posłuszne ciało
teraz niecierpliwe myśli
kłębią się w jednym miejscu
rozpierają
wywołując delikatny ból
a potem
zwilżone pożądaniem
domagają się
przeniknięcia na wskroś
jeszcze nie dziś
między udami
popłynęła łza tęsknoty
A.
sam53, 11 stycznia 2022
werbalnie a wręcz gołosłowne
zdają się szepty wyjęte ze wspomnień
gdy świt nas łączył wśród gorących objęć
a księżyc patrzył na to nieprzytomnie
choć teraz ranek rozgrzanym promieniem
w fałdach pościeli zagnieżdża się czule
goniąc niezdarnie swoje przeznaczenie
podwójną porcją ochoczych przytuleń
przyznam że zawsze po intymnych chwilach
pomny wczorajszej siły uwodzenia
sięgam pamięcią nocy która mija
do słów rzuconych na wiatr od niechcenia
gdy nagła miłość znów otwiera okna
może się jednak spróbuj nie zakochać
Marek Gajowniczek, 11 stycznia 2022
Płyną rzeki bajd bilionów
o tym, kto zapłacił komu
zasądzonych kar miriady,
a kto chciał, lecz nie dał rady
i zadatek dał pod stołem?
Ptaszyna powraca wołem,
gdy domysłem się utuczy.
Czego Jaś się nie nauczy -
Jan nic w Unii nie zrozumie,
choć błąd korygować umie
i wycofać złe Ustawy.
Była sprawa - nie ma sprawy,
a przez ciągłe odwlekanie,
co upadło - nie powstanie.
Szacun wszystkim się należy!
Czy się stoi, czy się leży.
Polityka to jest gra.
Przerzucanie piłki trwa!
Może wszystkim się zdawało,
że na poczatku był chaos?
Potem, gdy pomysł zaświtał,
ktoś na niczym zbił kapitał?
Teraz ponownie w Brukseli
chcą ład zmienić i przemielić!
Adam Pietras (Barry Kant), 11 stycznia 2022
DYPTYK
I
Beton i żółte światło. Mieć wrażenia jest treścią życia.
Wieczność robi spore wrażenie. Instagirls jak torebki
Foliowe - oddaję je niebiosom.
Wieczność robi spore wrażenie. Nie do końća poważnie.
Pieczętować swoje działania pojęciami tej rangi
Robi wrażenie.
Ikar leży pijany na klatce schodowej. Jest łysy, napakowany
I nagi.
Wszystko faluje w rytmie skrzeczącej, ponowoczesnej
Modlitwy, gdy wypijam kolejną mocną kawę.
Taka dal, wydawało się, nie może znaleźć uznania.
II
Jakże piękna jest brzydota! kzyknął jakiś recenzent
Umberto Eco.
Stanisław Brzozowski był nietzscheanistą, marksistą
I katolikiem.
Ten podziemny strumyk to ja - to moje słabe serce,
To moje tchórzostwo.
Oddaję je niebiosom, które stają się tym bardziej tkliwe.
Chciałbym potrafić
Zapisywać treść moich modlitw.
Arsis, 11 stycznia 2022
Powiedz mi, powiedz mi, proszę…
… słyszę jedynie skamieniały głos wymawiany ustami wykutymi w marmurze…
Wycieram kurz
z twojego
martwego oblicza…
… noc sponiewiera duszę…
Słyszę kroki,
nieustanne
stukoty obcasów…
… rozglądam się, lecz nie dostrzegam niczego,
poza martwotą bladych, zakurzonych ścian…
Płótna pajęczyn
omiatają
moją twarz…
… muskają, łechcą…
… zalecają się, pieszczą…
Całuję pęknięcia tynku,
jakbym całował
twoje spragnione
― wysuszone śmiertelną gorączką usta…
Obejmuję,
przytulam…
― nic, tylko śmiertelny chłód…
… beznadziejny bezruch ― nie mający w sobie niczego z życia…
Chwieję się,
zataczam kręgi…
… obijam się o wszystko i o nic…
W pokoju obok ― cmentarna cisza…
… chrzęst butelek po alkoholu roznosi się, kiedy stawiam chwiejne kroki…
Chrzęst butelek..
… chciałem dokądś pójść…
Pójdziesz
ze mną?
Wiem, że nie…
… zapomniałem…
(Włodzimierz Zastawniak, 2022-01-11)
***
https://www.youtube.com/watch?v=yfJ3BGQrwPQ
Yaro, 10 stycznia 2022
w ustach smak spieczonej ziemi
skóra sucha liściem jesiennym
opuszczony wzrok tępy głęboki
płuca powietrzem tlenem
napełnione serca strachem
umieram tak blisko ciebie
nie czujesz zapachu sosen
odjeżdżasz szybkim samochodem
mój dom bez dachu
nie zawrócę czasu
upadam na kolana
kurz i wspominki po znajomości
zatapiam statki palę mosty
między nami niedosyt
zadaję kilka pytań
nie chcę poznawać odpowiedzi
niech sens będzie sensem
w bezkresie w bezsensie
zanurzam nadzieje
nikt nie nadjedzie
miej serce choćby w kieszeni
Mada44, 10 stycznia 2022
Lepiej myśleć, marzyć, iść do przodu
Niż wątpić, narzekać, stać w miejscu.
Wybór należy do Ciebie.
Więc rusz z miejsca.
Ułóż sobie plan
Marzeniami przeplatany,
Odwagą pozłocony
A skrzydła wyrosną.
Poprowadzą intuicją złączone
W świat cudowny,
Bo radosny,
Miłością przytulony.
W wiara w siebie
Zrealizuje możliwości,
Które pogłębiają zdolności.
Bo każdy z nas jest wspaniały
Na podobieństwo Boga.
Tylko zajrzyj do środka siebie.
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.