Deadbat, 1 listopada 2022
Wstąpiłem na schody
Nie
Po prostu wszedłem
Starożytna świątynia czeka
Nieporuszona
Nie nie ma tu miejsca czas przeszły
Na dole trwało święto
Barwne chorągwie ubrań
Złote wisiory i posągi
Niczym niedbale zawieszone pranie
Mieszały się z sobą na wietrze
mieszały ze śpiewem i śmiechem
Wstąpiłem do wnętrza i odnalazłem swojego przewodnika
Ptaki na dachu pomiędzy wysokimi wieżami
Przylatywały co rano
na spotkanie z chłopcem
Lecz ja dzisiaj miałem przewodnika
Wyciągnął rękę wskazując cel
Dziwne ciemne kamienie kusiły chłodem cienia
Tak bardzo nie na miejscu
Odwróciłem się ku schodom
Odszedłem
Colett, 1 listopada 2022
nie w każdą prawdę trzeba wierzyć
"ileż dyskusji o niej potem"
im bliżej nowszej bywasz śmielszy
w polu stokrotek
choć każda bajka ma swój morał
ale nie w każdej żaba księciem
im więcej magii znika zmora
rzucam zaklęcie
dzieją się rzeczy niesłychane
uśmiechem dziecka noc otwieram
na szklanej górze stoi zamek
dziś bez portiera
cienie na ścinach tak swobodnie
szukają siebie bez wątpienia
gdy blasku lampy ćmy wciąż głodne
w motyle zmieniasz
jeden się tylko broni obraz
smutek się przysiadł i nie znika
gdy mówisz "słońce trzymasz w dłoniach"
o słonecznikach
Colett, 1 listopada 2022
Może to jest na zawsze
w chwili śmiechu tej samej,
płynie jak za latawcem
sznurki wiecznie splątane.
Może ma być jak bajka
(ta koniecznie z morałem)
a w niej dzieci po znakach
wędrujące w nieznane.
Może przyśnić się rankiem,
nurzać w piasku spod powiek.
w muszli kruchość jak z pianki
tam odnajdziesz podpowiedź.
Może jest już na zawsze
albo jeszcze nie przyszło.
W oczach blask na huśtawce
jak codzienna niezwykłość.
20.02.2022
Colett, 1 listopada 2022
idziemy na spacer pod rękę jak wtedy
i mówisz spojrzeniem to samo co wówczas
na nic analizy i teraz i kiedyś
bo życie zechciało planować - do jutra
zaglądasz w marzenia choć cień coraz dłuższy
zapada milczenie - nie służy mu światło
i myśl kiedyś młoda dziś woli marudzić
a dzień coraz krótszy i wcześniej czas zasnąć
więc sedno rozważam - wszak diabeł w szczegółach
i ponoć nie warto co złe na atomy
nie człowiek wybiera gdzie dotrzeć ma kula
gdy słowem dotykasz - to ponoć nie boli
wybieram obrazy nim bliższe się staną
te które powstały nim kroki ucichły
bo jutro dzień wstanie więc kajet czas zamknąć
więc chodźmy na spacer niech w końcu się ziści
22.12.2021
Colett, 1 listopada 2022
Sprawił listopad szaro-burym deszczem
wszystkim latarniom spłakane oblicze.
Ktoś na przystanku właśnie zmiął chusteczkę.
Zdrowia ci życzę.
Po mokrych liściach przemykają chwile,
w klubie jazzowym smutno łka saksofon.
Kelner się wzruszył zaliczką na przyszłe.
Szkło cieszy oko.
Niczym tam-tamy służą rynny kroplom,
na parapetach rozbrzmiewa flamenco.
Coś było blisko, ale właśnie poszło.
Życia przebiegłość.
Buja się pająk pośród igieł świerku
w rytmie muzyki chyba z lat dwudziestych.
Z szałwii naparem usuwam tor przeszkód
Dziś lepsze wieści.
2,11,2021
Colett, 1 listopada 2022
szron gładzi trawy otulając ziemię
lekką kołderką jak troskliwszy z braci
liści szelestem kryje przystań rzeczną
w słońcu jesiennym zamigotał płaszczyk
drzewo ostatnim zatrzymuje tchnieniem
woal z pajęczyn w rosę przyodziany
dzień wcześniej wstaje za szybko ciemnieje
wieczne naturze przekazując zmiany
a wiatr hulaka sieje w polach zamęt
niczym przyjaciel co chciał lecz nie wyszło
zbiory za pasem - wielobarwnym traktem
z czasem się ściga by zwolnić na przyszłość
***
pośród gałęzi srebrzystego świerka
toczy się życie bez względu na wszystko.
znów ciasno w dziuplach ciemnieją futerka
w ciszy poranków wiosny szuka bliskość
10.10.2021
stani, 1 listopada 2022
kusiłem Boga nierozważnie
rzucając mu do stóp
światy które stworzył
zgubiłem eliaszowy płaszcz
bojąc się nawrócenia
w zamian za zapaloną świeczkę
na szczycie Hajfy
wciąż wracam do zielonej Galilei
z judzkich pustyń myśli
i zamykam bezpiecznie oczy
w zapachu pieprzowego drzewa
na górze przemienienia
brunatny bezdech chamsinu
przysłania horyzont
jestem pustynną różą
czekając na kroplę wody
by otworzyć się ku niebu
gabriel 123, 1 listopada 2022
już czas
deszcz liści
pożegnanie
jesień
kalendarz na ścianie
kartka
kolejna
osowiałem
we mniesz
podobnie
tę porę
przywitałem
które było
z wiekiem uleciało
ino strzępy
tyle zostało
powiedz
wieku
czemu gnasz
i gnasz
ów kalendarz
po kartce
wyrywasz
żal
iż nie mam wpływu
by zatrzymać czas
chociaż na chwilę
tak trwać
i trwać
\ x x x
zajrzyj w oczy
powiedz szczerze
kim jestem
może dowiem się
od ciebie
prawdy o sobie
nie szczędź
wal prosto z mostu
ponieważ
delikatność
nie jest moim
atutem
twardy grunt
moim mottem
nie zależność
nie być
uzależniony
kim jestem
zapewne prawdą
którą chcesz zobaczyć
tylko
iż moje wnętrze
nie jest przezroczyste
x x x
dyskryminacja
czymże on
ponieważ nie rozumiem
dlaczego tyś lepsza
ode mnie
oczy Boga patrzą
patrząc milczą
a ty nie milczysz
wchodząc na moją
głowę
bezczelność
może ona
tą że motywacją
dlatego ja
zawsze piętro niżej
kiedy ty
tą windą
w górę
nie mogąc
nadążyć
x x x
byłaś
chwilą
którą
jeszcze trzymam
w garści
nie otworzę
ponieważ niczym motyl
odleci
tak długo
ile życia mi starczy
serce pękłoby
gdybym stracił
violetta, 1 listopada 2022
zabarwiasz moje palce na fioletowo sokiem z jeżyn
gdy oddzielam je od ostów
i przypominam proste życie
uśmiechnij się i płacz dlatego tu jestem
w złotym słońcu dojrzałą jagodą
Marek Gajowniczek, 31 października 2022
Płaczcie Łączki utajnione
Łzami zimnej rosy
Na te, do ziemi złożone,
Pogmatwane losy.
.
Na te ciernie polityki
I zielony ład.
Na rozbieżnych sond wyniki -
Strach wyborczych strat.
.
Na korony drzew na wietrze
Przy rozstajnych drogach,
Gdzie głód, ogień i powietrze,
Nauka bez Boga.
.
Czuje teraz to, co żyje
Swój czas ostateczny,
A wnosiło nad Maryję
Grzech świata wszeteczny.
.
Usłysz nasza Jasna Góro
Prośby z Zawierzeniem.
Rozum prawnym wróć strukturom!
Sprawiedliwym - Ziemię!
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.