AS

AS, 11 grudnia 2025

teatr cieni

kiedy popatrzysz nocą w niebo
nawet nie przemknie ci przez myśl
że jest nad tobą świat kryształów
świat w którym słowa jak aktorzy
przez całą wieczność ciszę grają


liczba komentarzy: 3 | punkty: 8 | szczegóły

Arsis

Arsis, 10 grudnia 2025

Wiesz…

Przygniata mnie ten ciężar nocy. Siedzę przy stole w pustym pokoju.
Wokół morze płonących świec. Poustawianych gdziekolwiek, wszędzie. Wiesz jak to wszystko
płonie? Jak drży w dalekich echach chłodu, tworząc jakieś wymyślne konstelacje gwiazd?

Nie wiesz. Ponieważ nie wiesz. Nie ma cię tu. A może…

Nie. To plączą się jakieś majaki jak w gorączce,
w potwornie zimnym dotyku
muskają moje czoło, skronie, policzki, dłonie...

Osaczają mnie skrzydlate cienie szybujących ciem. Albo moli.
Wzniecają skrzydłami kurz.
Nie wiem. Szare to i ciche. I takie pluszowe mogło by być, gdyby było.

I w tym milczeniu
śnię na jawie.
I na jawie oswajam twoją nieobecność.
Twój niebyt. Ten rozpad straszliwy…

Za oknami wiatr. Drzewa się chwieją. Gałęzie….
Liście szeleszczą tak lekko i lekko. Suche, szeleszczące liście topoli, dębu, kasztanu. I trawy.

Te trawy na polach łąk kwiecistych. I na tych obszarach nietkniętych
ludzką stopą. Bo to jest lato, wiesz?
Ale takie, co zwiastuje jedynie śmierć.

Idą jakieś dymy. Nad lasem. Chmury pełzną donikąd.
I kiedy patrzę na to wszystko. I kiedy widzę…

Wiesz, jestem znowu kamieniem.
Wygaszoną w sobie bryłą rozżarzonego niegdyś życia. Rozpadam się.
Lecz teraz już nic. Takie wielkie nic chłodne jak zapomnienie.
Już nic. Już nic mi nie trzeba, nawet twoich rąk i pocałunku na twarzy. Już nic.

Zaciskam mocno powieki.

Tu było coś kiedyś…
Tak, pamiętam.
Otwieram powoli.
I widzę. Widzę znów.

Kryształowy wazon z nadkruszoną krawędzią. Lśni.
Mieni się od wewnątrz tajemnym blaskiem. Pusty.

Na ścianach wisiały kiedyś
uśmiechnięte twarze.
Filmowe fotosy. Portrety. Pożółkłe.

Został ślad.

Leżą na podłodze. Zwinięte w rulony. Ze starości.
Pogniecione.
Podarte resztki. Nic…

Wpada przez te okna otwarte na oścież wiatr. I łka. I łasi się do mych stóp jak rozczulony pies.
I ten wiatr roznieca gwiezdny pył, co się ziścił.
Zawirował i pospadał zewsząd z drewnianych ram, karniszy, abażurów lamp...

I tak oto przelatują przez palce ziarenka czasu.
Przelatują wirujące cząsteczki powietrza.
Lecz nie można ich poczuć ani dotknąć, albowiem są niedotykalne i nie wchodzą w żadną
interakcję.

Jesteś tu we mnie.
I wszędzie. Jesteś…
Mimo że cię nie ma….

Wiesz, tu kiedyś ktoś chodził po tych schodach korytarza.
Ale to nie byłaś ty. Trzaskały drzwi.
Było słychać kroki
na dębowym parkiecie pokoi ułożonym w jodłę.

I unosił się nikły zapach
woskowej pasty. Wtedy.
I unosi się wciąż ta cała otchłań opuszczenia,
która bezlitośnie trwa i otula ramionami sinej pustki.

I mówię:

„Chodź tutaj. Przysiądź się tu obok. Przytul się, bo za dużo tej tkliwości we mnie.
I niech to przytulenie będzie jakiekolwiek, nawet takie, którego nie sposób poczuć”.

Wiesz, mówię do ciebie jakoś tak,
poruszając milczącymi ustami,
które przerasta w swojej potędze szeleszczący wiatr.

Ten wiatr
za oknami,
którymi kiedyś wyjdę.

Ten wiatr…

(Włodzimierz Zastawniak, 2025-12-10)

***

https://www.youtube.com/watch?v=RsUIwu5PycE


liczba komentarzy: 0 | punkty: 3 | szczegóły

sam53

sam53, 10 grudnia 2025

w połowie drogi

nigdy nie szukam najkrótszej drogi
zazwyczaj określam cel lokalizację i czas
aplikacja pokazuje ścieżki dojścia
nie wybieram najprostszych
zawsze są zatłoczone

czasami warto być cierpliwym
zarośnięte chwastami czy dziurawe
są może bardziej niebezpieczne
ale przynoszą satysfakcję

wybierając właściwą drogę do ciebie
kieruję się zaufaniem
zmysły prowokują żebyś wyszła naprzeciw
zanim zabłądzimy w sobie
wyłączmy aplikację

chcę ciebie bez Wielkiego Brata


liczba komentarzy: 0 | punkty: 2 | szczegóły

Atanazy Pernat

Atanazy Pernat, 9 grudnia 2025

LISTOPAD

listopad park o zmierzchu
puste miejsca w tramwaju
cofam się do miejsc niepamięci
tych starych filmów na których jestem martwy
ulice jak klatki filmu z uwiecznioną tragedią młodości
coś dławi w gardle
trzy tysiące wspomnień na moment przed skokiem w przepaść
listopad
tramwaje na pustych pętlach
puste miejsca w pamięci


liczba komentarzy: 0 | punkty: 0 | szczegóły

Atanazy Pernat

Atanazy Pernat, 9 grudnia 2025

DRZEWA ZIMĄ

nagie drzewa przy drodzę
jak litery zapomnianego alfabetu dzieciństwa
jadę
staram się ułożyć wyrazy
staram się zamienić kikuty wspomnień w słowa
słowa w zdania które mają namiaskę sensu
z wyrazów zostały już tylko wyrazy współczucia
ze słów niewysłowiony żal
za zdań bez zdania racji
nagie drzewa przy drodze podczas jazdy taksówką
alfa omega reikanut
powoli wypluwam przestrzeń


liczba komentarzy: 0 | punkty: 1 | szczegóły

Atanazy Pernat

Atanazy Pernat, 9 grudnia 2025

KOŃCÓWKA LISTOPADA

późną jesienię przechodzę na ciemną stronę
lampy uliczne gasną
otwierają się zakamarki
opuszczają mnie wszyscy których próbowałem kochać
jest wczesny wieczór szarówka wilgotne powietrze
ludzie w pewnym oddaleniu
stoję w pustych miejscach miasta z butelką alkoholu
wszystkie zaułki ciemności
otwierają się w mojej głowie
stoję sam na bocznicy świata usilnie wpatrując się w przeszłość
oddychanie sprawia mi trudność
końcówka listopada


liczba komentarzy: 0 | punkty: 1 | szczegóły

Atanazy Pernat

Atanazy Pernat, 9 grudnia 2025

ZGRZYT

zostały we mnie jeszcze reszki czułości
tylko tyle żeby powiedzieć
ja ciebie też
powietrze w tym mieście ma smak metalu
czynności są rutynowe
i tylko czasami coś zaburza porządek
tę doskonałą dysharomonię
którą budowałem przez lata


liczba komentarzy: 0 | punkty: 2 | szczegóły

Bezka

Bezka, 9 grudnia 2025

wyznanie

dla ciebie niedawno pisałam

otwieram żebra jak bramy
wejdź
już nie szukaj

dzisiaj połączeni ustami
wymieniamy płynne słowa

z umysłu do ciała
przenikamy

kolejne wszechświaty
bez ścian

na bezdechu
chłoniemy

znaki czasu

zafiksowani neuronami


liczba komentarzy: 2 | punkty: 7 | szczegóły

sam53

sam53, 9 grudnia 2025

z przeszłości

to co było dawno - dawniej niż przedwczoraj
mgła skrzętnie okrywa - czas obrzuca ziemią
jesień śpiewa psalmy nie tylko w nieszporach
szarą teraźniejszość wiatr zagania w ciemność
i na ścieżkach dźwięków gdzie szept nocy cichnie
zamienia ją w przeszłość - może to brzmi dziwnie

lecz jakże prawdziwie gdy na gzymsach zorzy
to co chwilę wcześniej wybuchało złością
nagle się wybudza otwierając oczy
bez zła nienawiści ciesząc się miłością
jakby cud przyszłości stawał się narracją
czasu który łączy molekuły spacją

dziwne jak melodia w nucie listopada
gdy na kancie światła i cmentarnych wspomnień
zanurzam się myślą w spadających gwiazdach
w powrotach przemilczeń niespełnień niedotknięć
gdy wiążę marzenia i ciebie z wierszami
miłość to nie przeszłość
jest w nas
między nami


liczba komentarzy: 0 | punkty: 3 | szczegóły

violetta

violetta, 8 grudnia 2025

Mój raj

jem marakuję i przychodzisz lato
rozjaśniasz chwilę w białych płatkach
przysiadającą słodką pszczółką
kwiatem budzę się do wiecznego tańca


liczba komentarzy: 0 | punkty: 5 | szczegóły


  10 - 30 - 100  





Zgłoś nadużycie

 


Regulamin | Polityka prywatności

Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.


Opcja dostępna tylko dla użytkowników zalogowanych. zarejestruj się

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1