tetu, 29 stycznia 2026
jestem częścią naturalnego cyklu
wrastam w ziemię
wyrastam z wody
w związku z księżycem bywam
matką
żoną
kochanką
przy nadziei pola pszenicy
szeleszczą swoim językiem
i wszystko wzbiera
kręć się kręć wrzeciono
i choć dłonie mam pełne gwiazd
smakuję życie
miłość wplatając między zboża
tetu, 24 stycznia 2026
nie ma już wspólnego punktu. ciemność — jasność,
jasność — ciemność. są tylko chwile, przez które budzę się
szukając szklanej kuli. przemierzam światy,
by pokonać pryzmat, ominąć białe światło i dotrzeć
na skraj czarnej tęczy. to jedyny punkt, by spowolnić czas
tego co pomiędzy. nie rozszczepiaj światła,
nie ma już miękkiej krzywej; pamiętaj jego kształt, kruchość,
i ten zimny rodzaj ciszy, kiedy wszystko gaśnie.
tetu, 19 stycznia 2026
nie wrócę do kręgu ognia; jasność oślepia
i parzy. niby te same płomienie, a skóra stała się
przezroczysta. prawdziwa przyjemność, to czerń;
wmasowana w ciało nie definiuje początku
i końca nie widać.
tetu, 17 stycznia 2026
rozpisać ciszę
by wybrzmiała
na dwa głosy potrzeba pary
w płucach zaledwie kropla
i to znajome rzężenie
drzemiesz
dzień i tak wisi na włosku —
po włosku tylko kawa
ty stawiasz
a ściany rosną —
bezszelestnie i
stajesz się wiatrem w kominie
głosem na dwa świerszcze
jesteś
między ustami a brzegiem ciszy
słyszysz
tetu, 13 stycznia 2026
rozpisać pustkę
by wybrzmiała
w metrum cztery czwarte
cisza rozchodzi się po kościach
wyjątkowo zimny maj zostawia ślad
unikam odpowiedzi na pytanie
o słowo o kamień — milczę
słowem i kamieniem
niekończąca się myśl przebija światło
i znów zapada senność — wieczna pamiątka
Róża po wyrwanym sercu
tetu, 13 grudnia 2025
słów trzeba pilnować. wymykają się jak iskry — pożar
odbiera zdolność akomodacji. czytam z własnej dłoni
i wiem, jak bardzo zawodzi nas język. niepostrzeżenie
zwijam się w czerń, tylko tak odetnę więzy. bez dymu
wygaszę światło.
tetu, 21 listopada 2025
i stała się ciemność. zachowawczo sprawdzam
wszystkie zakamarki. są czyste i wonne. pora kwitnienia
przesuwa krawędzie, odwraca znajome zapachy. nie kradnij;
wiśnie dojrzewają w popiołach. każdej nocy
nasze kości strzelają,
jak pestki.
tetu, 16 listopada 2025
ewoluuję na nowo. płomień zgasł i teraz ciemność
jest namacalna. skóra ma kolor smoły, dlatego
wtapiam się w tło. widmo pogorzeliska, to tylko zły sen,
odległy o kolejną noc, za którą czarny świt
wdrapuje się na kolejny poziom.
tetu, 9 listopada 2025
źródło ognia zaczyna się pod powiekami. w ustach
mam las, suchy jak ziarna pieprzu. wystarczy iskra,
by to co na języku, płonęło żywym słowem. wymówka
jest jak zapałka, skrawek papieru — ziemia,
już chyba niczyja. nim zdmuchnę płomień,
chcę poznać jego surowość, skruszyć go w palcach;
zaboli — wiem, ale tylko tak uniosę
bezgraniczną pustkę, niewyobrażalną ciemność.
tetu, 2 listopada 2025
pies pogrzebany. ogień według świętego
Hefajstosa. zupa — skór wielu. rosół. popieprzony
image. odporność na oparzenia. pogorzelisko namaszczeń;
w pełni spopielony świt.
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.