drachma, 10 lutego 2015
Teofil Jaśkiewicz
Na tych szklanych negatywach
zawilgotniałych
wygrzebanych spod podłogi
jest przedstawione
niegdysiejsze życie mieszkańców
Harasiuk nad Tanwią
wyborne panny i kawalerowie
na balonowych rowerach boso
pod warstwą pylistą
po wielu latach budzą się by ujrzeć
światło dzienne dostąpić
zmartwychwstania
drachma, 6 lutego 2015
Upływający czas
na wschodnim stoku Góry Oliwnej
prawie jestem duchem
nie wchodzę gładko w noc
umieram tylko raz
podobno koty żyją dziewięć razy
zaczął się proces gnilny
ciała niepełnowartościowych cuchną
jest śniedź trzeba
wszystko spalić
pozostanie pył zakrywać usta i nos
by nie nawdychać się smrodu
Brundibár przegrał bój
myśmy go schwytali uderzcie w bębny
vis comica
nazajutrz po zakończeniu wojny
Hitler i Mussolini
wiszą na szubienicy
kropki i kreski Morse'a
wśród gwiazd spójrz w dół w pustce
nie ma grawitacji
Kod binarny niesie współrzędne
stratosfery powstania z martwych
to bilet w jedną stronę
w pobliżu czarnej dziury
światło jest w ukryciu
dziesięć tabletek samotności
mamy siebie to doskonały świat
zaczyna brakować tchu
w podróży wielkiej przeciwności
drachma, 12 grudnia 2014
to nie blurba panie burda
prosiłem
o drobny pieniążek
a oni mi
nie ma pan nic -
co byśmy chcieli mieć
- dziś
więc pakuję walizki
i wyjeżdżam
palcem na mapie
znajduję coś dla siebie
słodkawe tapas
z cieniutkimi plasterkami
suszonej słonej
szynki z teruel
udekorowanej listkami
bazylii
może zamieszkam
na głębokiej prowincji
w jednym z wymierających
miasteczek
bogatych jak nabab
będę w dzień św. jerzego
w saragossie
gdzie francisco goya
na blasze cynkowej
namalował
w światłocieniach wnętrze
skąpane
w szarozielonym świetle
przejmująco
ciemne
widziany w młodości
dziedziniec szaleńców
w którym
nadzorca wygania kijem
diabła spod skóry
pacjentów
walczących ze sobą
śmiejących się
i kulących w rozpaczy
w czyśćcu
tylko wariaci są coś warci
nim pejoratywnie
zdrowe społeczeństwo
wybije im geniusz
z głowy
drachma, 10 grudnia 2014
Król życia komiwojażer
spędził szmat czasu
w autobusach Screnicruiser
linii Greyhound
Tam jego dom na kołach
wiedział co to kurz
znój trud i pot
Co tydzień w innym mieście
kaznodzieja
w białych ciuchach
z zespołem Geschwinda
Nauczał że zbliża się
sąd ostateczny
komisja McCarthy'ego
da kres Sodomie
i Gomorze
Infiltracji
tych którzy głoszą
że Jezus był zboczeńcem
skoro to jedyny
pośród rabinów prawiczek
Mówił do braci
atom cool tak jak fast food
cadillaki smak coca-coli
Myszka Miki
Bo są synonimem
nowoczesności i elegancji
oślepiające białe światła
nad pustynią
W latach pięćdziesiątych
noc zamienia się w dzień
105 km od Las Vegas
cud jeden z wielu
Tłumy turystów podziwiają
popijając drinki
patrzą na ostatnią Miss
z amerykańskiego snu
drachma, 9 grudnia 2014
John Doe
zdefiniowany
aksjomatem zero-jedynkowym
nad morzem wydaje się
radosny i inteligentny
dzięki kompulsywnej potrzebie
nieustannego pisania
hipergrafii
wynikającej z klasyfikacji
oznaczonej kodem
rozpoznania F31
możemy prowadzić dalsze
badania analizując
chore bajania
w dozwolonych kopiach
systemu z zaimplementowanym
backdoorem
który umożliwia tropienie
zachowań uznanych
w antyutopii za element
„niepożądany” i „niebezpieczny”
stanowiący
potencjalne zarzewie buntu
w parku rozrywki
sprawujemy nadzór
nad matrycami generującymi
olbrzymią ilość danych
przesyłanych
z każdej części świata
za pomocą punktów
wymiany ruchu zapisywanego
w macierzach dysków
zrębów sztucznej inteligencji
ułatwiającej życie już teraz
przez terminale
techniczne gadżety
drachma, 5 grudnia 2014
Wybywam stąd
podobnie jak ten osierocony wiersz
w obłokach niebieskich
nikomu nie potrzebny
który od pierwszego zdania
początku frazy a jednocześnie
jej końca
zniknie bezpowrotnie
Niebawem
przenoszę się na stałe
do noclegowni św. brata Alberta
przestrzeni stworzonej
jako azyl dla tych
co nie posiadają swojego
stałego miejsca zamieszkania
Ponoć „sukces ma wielu ojców
a porażka jest sierotą”
wszystko będzie się liczyć
w przyszłej biografii
że żyłem rozkwitłem a następnie
zgasłem
Gdy odniósłbym sukces
z pewnością wyrównałbym rachunki
krzywd
jak Hitler malarz
niespełniony artysta bezdomny
którego buty nie miały
podeszwy
Więc zapobiegliwie
w trosce o przyszłość módlcie się
bym nie odniósł
żadnego sukcesu
nic bardziej muchy nie przyciąga
do gówna
Jak człowiek który
zaczyna być znany i rozpoznawany
publicznie
wiedzą to wszystko z autopsji
gnidy internetowe
szuje z realu
drachma, 4 grudnia 2014
Źdźbło w moim oku wystawiłem
na widok
Nie pozwól Panie
abym stał się chcąc zaistnieć
równie oryginalny
jak Alex z Malborka
lubiący spacery w damskich
ciuszkach
jako „kopia kopii
jeszcze innej kopii” wprost od
Conchity parówki
a może Amandy Lepore
Nie pozwól Panie
bym wcielił się w sukę
show-biznesu
prześladowaną drag queen
ladyboya
mającego duże parcie na szkło
licząc że ładny tyłek
i zgrabne ciało
to wystarczające podstawy
by wypłynąć na szerokie wody
czując chillout z nutką
papryki chili w dupie
Nie pozwól Panie
abym był jak Maciej Kaczka
gdy przyjdzie
co do czego to wraz ze świtą
ucieknie prędzej
niż będzie skłonny
walczyć za własną ojczyznę
Nie pozwól Panie
bym bawił jak Jaś Kapela
z Krytyki Politycznej
który potrafi wyliczyć wrogów
z przychodu odjąć
od dochodu głębię wywodu
Nie pozwól Panie
abym biorąc przykład z Pułki
zrejterował w odmęty Odry
zanurzył się bez reszty
w świat narkonautyki
by zdobyć tytuł
„Rimbauda z Rudnika”
drachma, 23 listopada 2014
Jak daleko sięgam wzrokiem
całą powierzchnię
zajmuje miasto
pod rozgwieżdżonym niebem
skąpane we mgle
to błyszczący i kosztowny
klejnot
Jest łudząco podobny
do fikcyjnej planety Coruscant
kolebki i źródła ludzkości
stolicy prawodawstwa
w uniwersum
„Gwiezdnych wojen”
Miasto w którym
księżniczka Breann Youn
ma wszystko
o czym tylko może zamarzyć
torebki Louis Vuitton
biżuterie od Tiffany & Co
dostarczaną przez
bogatych ofiarodawców
w firmowych pudełkach
koloru jaj drozda
Całą torbę perfum Chanel
kolekcję ubrań haute couture
Mama dba o przyszłość
oczka w głowie
które uwielbia Hello Kitty
lody i wszystko
co różowe
Kto wie może
zostanie żoną milionera
naftowego
na filmach wysyła
w ich kierunku pocałunki
Szejkowie
z sokołami na ramionach
przechadzają się
po centrach handlowych
lśnią ich złote telefony
luksusowe limuzyny
ślą czekoladki
do pięciogwiazdkowego
apartamentu podbijają cenę
Gdy urodzisz się na nowo
jako cudzoziemiec
w ziemi dokonując konwersji
przechodząc na Islam
wszystkie śluby zawarte
przed "Bogiem w trójcy jedynym
i jego świętymi"
po wypowiedzeniu szahady
okażą się niebyłe
Będzie można pojechać
właściwą stroną autostrady
do Mekki omijając
część przeznaczoną
dla „niewiernych”
drachma, 22 listopada 2014
Uschła księżna Alby
była niegdyś piękną kobietą
żyła pod kloszem
jak w bajce
A teraz przypomina
w starości
pergaminową skórkę
z pomarańczy
na parapecie zwiędłe kwiatki
zdjęcie z Sewilli
pożółkłą kartkę z wakacji
Listopadową jarzębinę
rosnącą opodal
do której przyleciał drozd
na chwilę przed odlotem
zajadać przemarznięte
owoce bo wiele ma
z nich radości
Niebawem odetną mi prąd
i ciepłą wodę ale jeszcze
mogę popatrzeć na przewóz
szczątków doczesnych
z pałacu Casa de Dueńas
żegnanych na ulicy
przez tłum oklaskami
i okrzykami
Sycić się w TV widokiem
że tam ktoś kochał
udzielał artystom wsparcia
drachma, 21 listopada 2014
Tribute dla Piera Manzoniego
Porządek to przeciwieństwo gówna
Gówno zdaje się bliskie życia
a porządek – śmierci
A że śmierci nienawidzę najbardziej
mówię o gównie
Czystość mnie niepokoi
Roland Topor
Chuj dupa i kamieni kupa
imaginarium poglądów
i koncepcji
kup od producenta
puszkę zamkniętą w puszce
Gówno artysty
poddane procesowi
apertyzacji
Trzymaj w lodówce
doskonałą lokatę kapitału
za pięćdziesiąt lat
sprzedasz za duże pieniądze
w domu aukcyjnym
Sotheby’s
domniemany produkt
defekacji
Cena wzrośnie z wiekiem
dobre wino im starsze
tym cenniejsze
Owe trzydzieści gramów
na wagę złota
najlepszego stafu
z którego hipsterzy
w kopenhaskiej Christianii
zrobią latte offowe
artystyczną skatologię
muzealnej głębi
Masturbując się legendą
własnej wyjątkowości
nieprzystającej
do swoich czasów
umieszczonej w kolekcji
Tate Modern
jako eksponat numer 004
Tam na zboczu góry Lee
ogromny napis
„Hollywood”
rozpoznawalny symbol
sukcesu sławy i pieniędzy
królestwo szmiry
opiewane przez poetów
To może dobrze
że odrzucili moją odmienność
ja bym ich głowy
w których ochy i achy
napierdalał bejsbolem
bo jestem salonu wrogiem
od kiedy czuję
wszechogarniający
głód i nie mam
najzwyklej w świecie
co jeść
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.