Poetry

Yaro


Yaro

Yaro, 22 october 2014

w nędzy toną idole

zdziwiony wychodzę z chaty
dziwny świat jak my
niby tacy sami a jednak z różnymi poglądami
damy radę przy współżyciu co nie Krysiu
 
idziemy ciemna ulica 
idę od latarni do latarni 
trafiam do dzielnicy nędzy
słychać niemieckie wiązanki i kolędy
 
tutaj bieda jeździ na rowerze
tutaj nic się nie dzieje 
 
ludzie żyją od zasiłku jest impreza
jeden stawia drugi kiedy indziej
 
idę dalej śpiewać nie potrafię
w zamian coś na papierze na drapię 
 
lubię szkło gdy pełne 
napasiony ciszą
 
znam tych co mnie nie uznają
szukam drogi do prawdziwej prawdy
ulice są dla ludzi kocham ich 
szerszeni nienawidzę 
życie pisze życie weryfikuje
cały zanurzony w prośbach w snach
 
nie potrafię odmówić pacierzy gdy nie pomogę komuś
obojętnie jakiemu wszyscy tacy sami 
źli dobrzy jednak są bariery pomiędzy dzielnicami


number of comments: 0 | rating: 1 | detail

Yaro

Yaro, 22 october 2014

w mroku depresji

nawet gdy promienie słońca 
nie rozproszą mroku serca
miłość tonie wyciąga małe dłonie
w oczach niesie smutek i zmartwienie
 
ciągle brakuje dobrych słów
na pocieszenie noc głodna 
szczęście to oddech płytki
szloch z rana we łzach głowa
 
idę dalej bo co 
nie ma odpowiedzi nie ma leku
dręczy mnie czarna zmora
schodzę do podziemia
nie ma mnie dla nikogo nawet dla siebie
 
odrobina radości to dom pełen gości
wyciągnij podaj pomocną dłoń 
widzę mrok i kawałek drogi 
za zakrętem kończy się gra jest noc
w mojej głowie


number of comments: 0 | rating: 1 | detail

Yaro

Yaro, 22 october 2014

szaro

ponury dzień biegnie pod górę
każdego co dnia  
spóźniony czas wyczekuje na czerwony autobus
 
ostatni bocian na łąkach
błąka się schronić nie ma gdzie
dobrzy ludzie przygarną napoją nakarmią
 
naprawiam błędy zaprzeszłe
 
szukam nie mogąc odszukać w głowie obrazu twojej buzi
 
szare myśli zimne dłonie
ciągle pada 
za oknem deszcz się dzieje 
 
 boćków szkoda 
 
niepogoda nie pogada 
w cztery ściany sam
telefon milczy na nk wieje wiatr
jestem opętany ciszą 
 
jeśli ktoś mnie kocha to tylko ja
 
boćków szkoda


number of comments: 0 | rating: 2 | detail

Yaro

Yaro, 20 october 2014

zagubiony czas

kwiecień plecień poprzeplata 
duch silniejszy niż materia cała
zmarł papież serce moje umarło razem z nim
 
Dawidowi podczas poligonu rozdwoiła się jaźń
tak blisko byłem celu życie mnie odmieniło
skończył się czas 29 lat to nie wyrok
 
metamorfoza dziwny głos i myśli skłębione  zasłony w dłoni
pękła żyłka nie wytrzymałem cienie w mroku
światło zgasło drobna iskra w popielniku 
 
zdziwiony zdziwaczały świat mój cały
ludzie drepczą mi po piętach
losowa  udręka nikt mnie nie oszczędza
 
 
blady wystraszony schylam się nad grobem
byłem ogromny jestem mały słowa pochowałem


number of comments: 0 | rating: 2 | detail

Yaro

Yaro, 20 october 2014

biec bez końca do końca

wybiegam myślami przed siebie
niepotrzebnie
między wami tyle ciepła
 
czuję miłosne uniesienie
bicie serc dobre słów pocieszenie
 
zanurzony w strachu 
łzawią oczy smutne zakłopotane
 
na chwilę jest dobrze 
boli mnie całe ciało
 
gonitwa myśli jak dzieci za piłką po trawie
nikt mnie nie odwiedzi nikt nie pocieszy
 
w mojej głowie słoneczne lato 
dzieciństwo tak zapamiętałem
 
teraz zgrabiały do niczego 
żałuję że istnieję taki słaby
 
odczuwam inaczej bardziej mocniej
we mnie gdzieś światło gaśnie


number of comments: 1 | rating: 2 | detail

Yaro

Yaro, 20 october 2014

tak między nami

zrywać cię jak trawę garściami
z końmi biec po zielonym blasku
 
kolorowo w głowie
 
zapleść warkocz nad brzegiem rzeki 
rozłożyć koc chmurowy
rozlać się między wzgórzami
 
wzbić się ponad szczyt nad Andami
w ramionach cię skryć
 przed wiatrem  przed życia drzwiami
napić się miłości z kielicha 
pomiędzy nami iskrzą gwiazdy
 
odlecieć na imprezie zawsze razem
śpiewać do rana zasnąć ze zdartym gardłem
uleczyć kaca gdy się nie spotkamy na planie
zadzwoń czasem między wersami
gdy sen budzi serce trzaskając drzwiami


number of comments: 0 | rating: 2 | detail

Yaro

Yaro, 18 october 2014

cały świat

rozespany odwiedzam balkon
każdego dnia o poranku zapalam papierosa
świeży powiew uchylam drzwi
 
za parkingiem za drogą las otacza spojrzeniem
nad nim mgły kryją w koronach tajemnice
dzieli mnie kilka centymetrów od przepaści bez dna
na dole czai się czarny kot
co ma w głowie co myśli pchlarz 
 
modłów nie wznoszę tych sam wciąż
wąż czeka by skusić
bóg we mnie mieszka wiem to z pacierzy
co wieczór nawiedza mnie ktoś
mą dusze słabą chroń
wiara co we mnie zamieszkała twarda jak skała 
w moim zamku strzeżonym przez ptaki leśne zwierzęta
 
z ust dobre słowo każdemu i temu z boku
ciepło w dłoniach niosę
łza po policzku miłością płynie
znaczy drogę wąską do zdobycia
 
w sercu zakwitło dobro zielona latorośl
płoną myśli drogie 
nie zapomnij mnie boże
jestem zwykły chłopak z bożych stron
 
zakwitam wiosną latem plon zbierze 
jesienią złotym liściem spadam lekko
krajobraz przypominam 
góra wielka 
kijem zmierzony wiklinowym 
jak kosz zapleciony
 
idą dni idą słowa za nim postać uboga 
duchem bogata choć choroba jak zmora 
męczy nie ma spania noc dręczy do świtania


number of comments: 2 | rating: 4 | detail

Yaro

Yaro, 18 october 2014

chłód nadchodzi

chłodne dni przyjdą okryją płaszczem ziemię
niepokój ogarnie osłabną wielcy
istnienie nieskończone dąży krok po kroku 
 
zanurz się w wodzie życia 
zniknij z przestrzeni 
spójrz w głębię odważnym wzrokiem
nie uwierzysz w słowa proroka
 
pokój pokój przyjdzie wielkie zniszczenie
 
wojna wypali sumienie
spopielałe włosy zmarszczone skronie
słabe dłonie cienkie jak liście jesienne
kruche spieczone obojętne
 
serca obolałe od nadmiaru uderzeń
 
nie ma gdzie się skryć piekło wszędzie
smród ogień palone mięso płonie 
wyryłem na brzozowej korze
mieszkał tu kiedyś człowiek


number of comments: 0 | rating: 0 | detail

Yaro

Yaro, 16 october 2014

wykorzystane noce

gdyby nie palce u dłoni
nie zliczyłbym nocy we dwoje
dodaję mnożę przerażony 
 
skąd siły czerpią wodę
wypatruję poranka nie mogę
 
krążą jak sępy wygłodniałe 
w obie strony zmiennym wektorem
 
nienasycone noce nieprzespane
wykorzystane okazje 
nie mszczą świtaniem 
rozświetlone rozśpiewane
 
uciekasz ode mnie zadowolona
zachodem słońca  jak gołębie do klatek
powracasz zakręcona zielona kochana

od nowa miętoszę słowa 
makaron na uszy muza w betonach zadowolona


number of comments: 0 | rating: 0 | detail

Yaro

Yaro, 16 october 2014

rzeczywistość

oderwany od rzeczywistości 
idzie wolno ciemną stroną syn ulicy 
 w głowie myśli niespokojne 
pragnienia niezaspokojone
 
rysunek  na murze 
przykuwa tępy wzrok
dorysuje strzałę i wielkie D
będzie okey 
 
w kapturze chowa głowę
by ciepło w czaszkę biło
z głupotą nie wygra 
nikt przy zdrowych zmysłach 
każdy unika takich miejsc
 
na murze rysunek 
przykuwa do muru tępy wzrok
dorysuje strzałę i wielkie D
będzie okey 
 
idzie wolno ciemną stroną syn ulicy  

w bramie kilku opryszków pali  jointy
w ręku wino trzyma jeden z nich
ma nadzieje że przeżyje kolejny dzień 
oderwany od spraw przyziemnych
 
 
 rysunek na murze  
przykuwa  tępy wzrok
dorysuje strzałę i wielkie D
będzie okey 
 
 
świat dziwny tętni nocą jak puls
krew w żyłach podnieca mnie
słowa wypowiada tylko gdy gniew
bez miłości sny umierają nad ranem
wyją jak pies przed spacerem


number of comments: 0 | rating: 0 | detail


  10 - 30 - 100  






Report this item

 


Terms of use | Privacy policy

Copyright © 2010 truml.com, by using this service you accept terms of use.


You have to be logged in to use this feature. please register

Ta strona używa plików cookie w celu usprawnienia i ułatwienia dostępu do serwisu oraz prowadzenia danych statystycznych. Dalsze korzystanie z tej witryny oznacza akceptację tego stanu rzeczy.    Polityka Prywatności   
ROZUMIEM
1