Yaro, 26 october 2014
siadał przy ognisku na starym pieńku dębowym
grał wiatr on przykładał do ust grał na harmonijce
myśli gnał do nieba śpiewał że dożyje
dni pełnych słonecznych słoneczników w ogrodzie u babci
nocy nabrzmiałych od piękna ciemnych krajobrazów
pełnego gwiazd jasnych jak pieśni grajka na rogu ulicy
pod ciężarem księżyca horyzont zaciska pięści
słuchałem opowieści śpiewałem o życiu
płynąłem z piosenką całą noc ciemną
rozmowy rozjaśnił świtaniem dzień wielki
przeprawić się trzeba przez mostek na rzeką wąskim
aniołowie słysząc opowieści zeszli na ziemię
usiadły między nami piją wino przy zabawie
jak dobrze jakże łaskawie
zrobiłem jeszcze po zbożowej kawie z mlekiem
uciekał czas pomiędzy palcami
usnąłem szybko z myślą w głowie jutro wszystko przywołam
chwalmy boga i wszystko co żyje on z nami
słuchał podpowiadał by ścieżki były niekręte
a szerokie jak oczy na pustyni
stary człowiek stary duchem młody wesoły
łagodny głos mnie uspokoił
Yaro, 25 october 2014
ten tam ten
dzień zmęczył mnie
nie wiem co to znaczy
kto wytłumaczy
dobry bóg patrzy
nagradza lub każe
wierzę że wybaczy
na sen ciepły kubek herbaty
brak sił nie usprawiedliwia dnia
noc skrada się czarny kot u sąsiada
Yaro, 25 october 2014
w przestrzeni w bezmiarze
okryta płaszczem z miliarda gwiazd
w sukni koronkowej stopy na zielonym
wilgotne płuca amazońskiej dżungli
w w oczach oceany łzy na policzkach
słońce zgaśnie
czas podąży dalej korytarzem
marynarze na morzu sami
zorza iskrzy przesuwa cień
czarna dziura pochłania materię
boję się gdy ciemno patrzy w oczy
bezpiecznie wiedzieć mniej niż należy
kończy się dzień rozdarte serca na pół
wołam pokaż pazur
zniszczona ludzkim życiem
w przestrzeni w bezmiarze
Yaro, 24 october 2014
mały pająk tka sieci
w rogu przy oknie jest mu wygodnie
zaznał głodu nikotynowego
bo to mój pokój lubię jarać
pająk ciągnie jak smoczek przy wiadrze
jaranie jest zdrowe
tylko z buzi nieładnie
pachnie
szczególnie z rana myję zęby
by pocałować na przywitanie pannę
sieć pajęczyną w mojej popielnicy
pająk pali
palą pająki przyjaciele
Yaro, 24 october 2014
mali wolni
jak mustangi w Arizonie
latem jak ryby
całymi dniami w wodzie
po lasach obozy
noce w szałasach
jesienią tropiciele łosi
wielcy łowcy
zamknięci w swoim małym świeci
koledzy z piaskownicy są najzdrowsi
przyjaźń połączyła nierozerwalne
niepodzielne serca rozbiegani po świecie
ciągle w pogoni szukacze szczęścia i spokojnej nocy
mali wojownicy z małej wioski nad Rejką
z łąk wielkich i duchów z lasu
życie to bieg za piłką przez boisko
każdy gol każda przegrana ma sens
jak imię i nazwisko
Yaro, 24 october 2014
w dłoniach ściskam krótko
jak lejce trzymam nerwy
kiedy podróż życiem mi się przyśni
spokojna pełna obrazów pozytywnych myśli
przy tym wozie pędzą konie prawie galopem
omijam życie całkiem bokiem o pół kroku
drzewa jak natchnione prężą korony
liście spadają w głębię lecą lekko jak płynie strumyk
listy ludzie ślą długie życzenia parę słów o sobie
życzenia grające kartki wspomnienia tańczą wokół nieba
ważne każde słowo które płynie z serca
echo niesie cząstkę siebie w duszy przestrzeń niezbadaną
świat smaga mnie życiem jak wozak konie batem
Yaro, 24 october 2014
tak sobie siedzę w pokoju myślę
że przyjaciel czas jesienny przepadł
pozostawił na alei mokre zbrązowiałe liście
coś mnie trzyma za dłonie
uwolnić się nie mogę
myślami siadam przy starej lipie
grajek z fujarką gra i śpiewa o starych drzewach
zabiera mnie w otchłań przeznaczenia
deszczem malowane dni mokną za oknem
w sercu zakwitłem dobrem z miłości
wszystko dobre co się dobrze darzy
Yaro, 24 october 2014
słaby goły okryty wspomnieniami
samotny niebezpiecznie
niepotrzebny jak plastikowy kubek
wiem co to szczęście
z każdym dymem papierosa mniej
uchodzi sen jak na słońcu rosa z liści
z plecakiem na garbie idę skarbie przed siebie
szukam szukam drogi szukam domu
w sercu miłość kocha innych
obdarowuje wszystkie stworzenia
płyną łzy zostawiam wszystko
na dzikiej karcie nazwisko
byłaś blisko
wychodzisz na nie to spotkanie
bezużyteczny
odpadam z twojego świata
Yaro, 23 october 2014
sznur na szui
w dłoniach czerwone dwie cegły
burzę świat niedoskonały
burzę prawdy i wady
mam dość patrzenia przez małe okna
w głowie w sercu ból cierpienie
pytam za co dlaczego widzę szaro
blady księżyc smutne myśli
kiedy życie się wyśni prawdziwe bez obaw
jutra nienawidzę boję się śnić
dziś nęka wysokimi progami
idę ze strachem pod ramię
uśmiech przygaszony lekki grymas
wszystko minie jak pora roku
widzę myślę boję się samego siebie
Yaro, 22 october 2014
zasiane ziarno
rozwinie dłonie w żyznej ziemi
zielonym życiem zakwitnie
kwiat pszczoły odwiedzą
nakarmią żołądki głodne
pyłek zamienią na miłość
wyrośnie kłos pełen złotych ziaren
na mąkę z młyna całkiem białą
pachnącą latem
na chleb z rozgrzanego pieca pachnący liściem chrzanu
takie małe suche drobne
stwardniałe jak gorące suche lato
wykarmi wioski i miasta całe
nakarmi ptaki zaśpiewają jak tu dobrze
na bogato zboża zakwitną od nowa
innym latem