Yaro, 3 september 2014
prędzej przemówią kamienie
zamknięte serce tłoczy samotne dni
kluczem miłość zaszufladkowanym gdzieś głęboko
marzeniem byłaś nadzieją na zimne noce
jak kondor tuli młode
czas szybko cię ukrył w ramionach
los pędził na oślep liczyłem ostatnie godziny
spędzone chwile wspominam mile
nie powiesz
że niemiło by było spędzić życie
czekając na miłość na progu prawdy
drzwi zatrzaśnięte i amen
idę parkiem w szarym płaszczu
jesienią zapachniało
tutaj rozeszły się nasze drogi
spokojnie czekam na przemówienie kamieni
gdzieś głęboko zapalam samotność
Yaro, 3 september 2014
słońce zgasło na jakiś czas
na niebie ciemnym jak sadza gwiazdy jak statki
ozdabiają dywan wieczności
w twoich oczach chowam sny
motyle śpią w ciemno
kwiaty pogubiły płatki
nad strumieniem przekwitły kaczeńce
kilka liści pędzi ścieżką wiatr
zapraszam cię do siebie
herbata stygnie zimna jak kosmos
teraz
kroczysz ze mną zadowolona mimo kilku wad
ubierz się w cierpliwość
oczy miej otwarte na świat
podaruję szczęście oddam siebie
dogonić chcę marzenia
Yaro, 1 september 2014
to nie droga brukowana
splamiona krwią stąpasz i
rozgniatasz spopielałe czaszki człowieka
rozsypane naboje lecz nie do syfonu
inaczej pestki do karabinu
mierze w skroń wychudzonej istoty żywej
niosę śmierć istnienia
szatan jak czerwie białe
kąsa mdłe ciało
zabiera ducha zimnego
ściąga błękit tęczówki ostatni dech
zgasło słońc tysiące
zgasły marzenia zgasł nasz wspólny świat
nie tak dziś miało być
Yaro, 1 september 2014
kierat życia wciąga powoli długo to trwa
ogień w sercach zgasł tylko popiół i żar
szukam alternatywy szukam nas
pędzi czas wspominasz minione dni
w których kwitły na drzewach sny
teraz ja i ty
na ścieżce do gwiazd
podtrzymuj serca rytm
niechaj tłucze w piersiach puki czas
we dwoje lekko łąki czar
płyniemy w przestworzach
kilka planet odbitych w stawie
jedna z gwiazd świeci
przyjemny ubaw dla oczu
ważna wiara gdy duch usycha
tłocz żyło krew jak w hucie stal
lej płynny metal w tętnice
usycham na dnie antypodów niżej niż dno
Yaro, 31 august 2014
wezmę się za siebie w żółty sen
posklejam duszę jak dzban gliniany
stłuczony w drobne kawałki
teraz nic nie mogę
głęboki oddech
biegną myśli w głowie
kłopotem jest dzień jesienny
jak dziecko skradam się do okien
pochować błędy iść z czołem wysoko
patrzą na dłonie ludzkie oczy
papieros w palcach żółtych jak liście
złota jesień nieznajoma z każdym rokiem
inne niepowtarzalne kolory i smaki
dziś padało smutno gdy cierpimy
Yaro, 29 august 2014
życie kopie wszystkich po dupie
kolejny kryzys w głowie
mówią coś o wojnie
kto pójdzie walczyć gdy każdy wolnym
ptaki szepczą ciszy pieśnią
poprzestawiały się klepki ludziom
dymi pod czaszką
zastanowić się potrzebą najmądrzejszych
wschodnie wiatry i ta w powietrzu beznadzieja
napełnia mnie lękiem
muzyka cekaemu uspokaja jęk i płacz
po chwili wszystko uciszone
każdy się patrzy na ręce
kto pierwszy rzuci kamień
nikt bez winny każdy
czy warto pisać wojskowe piosenki
nie te czasy serca bardziej miękkie
mniej czerwone biją dzwony
Yaro, 27 august 2014
wziął mnie za rękę
powiedział cześć
teraz gdy bóg moim kolegą
nie ma mowy o grzechach
idziemy zieloną doliną
on widzi mnie ja jego niestety nie
marsz wiecznie będzie trwał
ile piękna ile słów
w głowie nie pomieści żadna komórka szara
nasz szept jest głośny zbudziłem początki wiosny
śpiew aniołów w blasku gwiazd
próbuję osądzić
kto lepszy ich śpiew czy ziemskie troski
mój bóg wasz wróg
Yaro, 27 august 2014
wieje wiatr
niesie słowa zbawienne
uwierzyłem tobie
może być dobrze
lecz nie tu
gdy odnowisz ziemię
uśmiechnę się do nieba
kłębiaste grzywy suną jak statki
bez bożków dziwnych obrazów
ze słowem w sercu
lekko i przyjemnie na łąkach
bez grzesznych myśli
bez telewizji z ptakami lecę nad szczyt dobrobytu
głód i choroby zapomnijmy o tym
zamykam rozdział wojny
rozkwitła miłość są białe pąki
Yaro, 26 august 2014
płonie znicz
ciszą cmentarną otulony
modlę się za siebie
zapach zastygłej krwi
czuję swąd wojny
wszyscy krzyczą pokój
nie będzie go dzisiaj
kamień na kamieniu
człowiek dla człowieka wilkiem
uwiędłe kwiaty nikt ich nie podleje
usycham z nadzieją nie wrócą piękne dni
nie ma czasu nie ma nas
płonie znicz
ciszą cmentarną otulony
modlę się za siebie
Yaro, 25 august 2014
miała rude włosy wąskie usta
piegi na plecach
zapamiętałem
patrzyła w oczy głębokie jak studnie
płynęły po policzkach łzy słone
jak morze martwe stałem w miejscu
odporny na żal pożegnałem się z nią czasem
zamknąłem rozdział
choć pukała do serca drzwi
nie otworzyłem ich
nasunąłem beret bordo na łysą głowę
pojechałem do Krakowa
w pamięci pozostała dziewczyna
z którą nie mogłem się ożenić
ślubowałem ojczyźnie
gdy zawoła bić będę za dwóch