Yaro, 15 september 2014
myśl co w głowie
nie mieści się pod czaszką
krąży jak jastrząb nad stadem gołębi
czeka na moment
by uderzyć z niszczycielską mocą
poeta lubi spokój zanurza się w swej samotni
wylewa na papier słowa dla ludzi lub dla korzyści
z czegoś żyć trzeba papier drogi
zamacza pióro szkicem na papierze
rzeźbię parę słów niekoniecznie o sobie
znam świat choruję przed wypłatą
samotny jak szary wilk
w płaszczu niosą mnie nogi w kierunku zimy
usiadłem na ławce mokrej przetarłem rękawem
pociągam nosem
będę chory na życie kochane przez swych bogów
obserwuję ludzi i zmiany na niebie
słonko dzisiejszego dnia nie zaswieci
noc bywa nudna
układam wiersze do snu gaszę światło gdy zasypiam czuję że się rozpływam w myślach
Yaro, 15 september 2014
jedno życie na drugie nie ma szans
maluje słowem obraz na papierze
w pamięci tyle dni upłynęło
cała masa zdarzeń
kilka słów mało by wyrazić siebie
nadzieje mam na przyszłe lata
by nie zmarnować ani chwili więcej
przy twym boku bezpiecznie czują się marzenia
idę ciągle jakby sam
każdy ma sprawy niezałatwione i do załatwienia
droga coraz węższa obraz znika
w sercu ziarno miłości zasiał ktoś
wielka we mnie moc
nadzieja że nie odejdę tak nagle jak przyszedłem
nie bądź kozakiem z pokorą hołduj bogu
szlakiem wzdłuż brzegów pamięci zmieścić dobro
w sobie nie być samemu sobie są ludzie uwierz
w życiu tłocz dobro każdym dniem
Yaro, 14 september 2014
my dzieci ziemi
jak sól tejże ziemi
w zakłamaniu ciągłej winy
tak nas wychowano
a czego jesteśmy winni
gdy w oku gorzka łza
policzki brudne
wesoła twarz
mino wymyślonych przez świat
grzechów i win dziwnych min
świat otworem
a my narzędziem w rękach strasznej władzy
tak nas nauczono
nie zabijaj w imię boga daj żyć
wolnym każdy
gdy zrzucisz kajdany myśli ich
dla zasady łamię przykazania
Yaro, 11 september 2014
autobus spóźnił się
idę z buta ulicą
parasol nad głową i ciężkie niebo
dziś pada deszcz
srebrzą kałuże małe fale
elektryzują spojrzenia przechodniów
mało kto zadowolony wyjątkiem ja
wszystko cieszy co otacza
z wewnętrznym spokojem
upojony pięknem znikam za rogiem
w domu opowiadam żonie
jak wielkie są krople
jak bardzo zmokłem
szaro w duszy płomień
Yaro, 9 september 2014
od życia nic nie chcę
mi się należy
dostałem kopa w cztery litery
pozytywnie nakręcony jak zegar tykam
zgodnie z ruchem prostolinijnym
gdzie nie ma słońca
gdzie pieprzem i solą
nawijam kolejny bajer na widelcu
pusty talerz brzęczy jak mucha
puszczają oczka w rosole
na kołnierzu brud zastygł nie wypierzesz
Yaro, 8 september 2014
w świadomości
gdzieś na dnie
tli iskra pierwotnego człowieka
uśpieni rzeczywistością toniemy
gdzie duchy przyrody
gdzie demony i zmory
idziemy w złym kierunku
bezduszni bezszelestni
trzepotem motyla rozświetlony mrok
promykiem w umyśle iskrzą słowa otuchy
otwarty na innych słucham głosu serca
jak aureola nad głową wysoko
w promieniach w oku
Yaro, 8 september 2014
w kilku słowach ubrana w barwy
jesienią pachnie
głęboko w niebieskich oczach
niebo nad nami rozkłada słoneczne zasłony
chmury wiatr przegania w duszy spokój
złote liście mienią kolory
biały śnieg przyprószy
zmrozi zajęcze uszy
na miedzy rolnik kosi trawę starą
z jaką gracją jakby taki się urodził
małe stopy Zosi na piasku
skrycie czas zaciera
pachnie lasem i grzybami
idziemy razem przez życie kieruje nas los
na oschłym kwiatku motyl czeka by zasnąć
na drzewie pająk tka pajęczynę
babie lato na krzaczkach piękno nietrwałe
zapisuję kartę w myślach
na oczach powieki jak zasłony opadły gdy ujrzałem miłość
spokojnie bez obaw
płynę stawem gdy życia braknie
marzeniami sny topię się w nich
Yaro, 7 september 2014
w lustrze widzę pustkę jak echo
aurę na szkle otacza czarny jak mrok
bicie serca na miejscu
w piersi kołacze pieśń
myśli o tych co odeszli
pozostawili kilka myśli złotych
przysypani piachem śnią o niebie
martwy rok odchodzi jak jesień
ciężkie kroki w oddali idą po mnie
tylko lustro lśni nocą
zimnym blaskiem księżyca
Yaro, 5 september 2014
odbijam się
jak echo od smutnych dni
szarych drzew
stoję w miejscu przebieram nogami
karmią mnie prochami
długi korytarz białe ściany dziwni ludzie
jak ja tacy sami przerażone oczy małe
patrzę na kraty
gołębie przyfrunęły w odwiedziny
wiedzą
że nie mam już rodziny
koledzy wyjechali nikt mnie nie pamięta
nikt nie zadzwoni nikt nie da skręta
było pięknie wrzosy pachniały poligonem
jeszcze czasem się wyśni
lepszy sen na szare dni
strzeliła psychika jak balon na studniówce
walczę z każdym dniem nocą śnię
jutra nie ma na haczyku w kitel biały
korytarzem w kierunku marzeń
piguła pokazuje palcem
Yaro, 5 september 2014
kilka dat kiedy skończy się świat
kto podarował życie
czy to szansa na odkupienie grzechów
mały świat w głowie od lat
czas szybko przemija
dzieci wyrosły mi pobielały brwi
ziemia krąży z tą samą prędkością
bolą kości w bólu rodzi się wolność
wydaje się że wszystko poznałem
lecz wiem że nic mylnego
zdaję się na siebie
idę gdzieś w krainę baśni
czasem myślę że to sen
zmęczony drogą
usycham jak stare drzewo przy drodze lub na polanie
sowy zrobią gniazdo i po kłopocie
w głowie kilka myśli rozkładam na łopatki
śmieję się bo po co płakać
inny świat czeka gdzieś pomiędzy nami
idę w kierunku światła nieugięty podparty laską
duchem ciągle siedemnaście lat
to tylko stare ciało przysparza kłopotu
wyjdę z tego cało
kilka dat kiedy skończy się świat
kto podarował mi życie
czy to szansa na odkupienie grzechów