Yaro, 12 june 2014
ciągną dni wagony z zachodu na wschód
płaczą trudne czasy co z nami
skradli wolność pewni konfidenci
we krwi narody topią dzieci
idę spłoszony czerwony z nienawiści
jak można niepodzielić sie chlebem
lepszy gorszy też człowiek
jedni biorą drudzy cierpią
świat na psy wędruje prostą
jem co wyskubię co znajdę
kolego nie goń ślepą drogą
wszystko runie z impetem
nie pozbieracie nierozrzucone słowa
w głowach rodzi się nowa ideologia
ile lat w nienawiści w biedzie
chodzie tak byście byli czyści
nie ma granic trudne czasy
mury runą wybuchną bomby
pójdziemy czwórkami
z bagnetami stal lśni w słońcu
Yaro, 10 june 2014
na dworze deszcz wycina psikusa
psychika niegdyś zielona dziś usycha
niczym zwiędły listek u Asnyka
każda kropla boli na tysiące sposobów
byłem sam
teraz dwóch niosę w sobie
rozdwojeni jak włosy jak paznokcie
brudem smaruję twarz
idę nie wymyślam
brudne ręce nieczyste myśli
bagaż wspomnień na ramieniu
i w tablecie wiadomości o świecie
na krawędzi tańczy kawowa ćma
trzepie się przy świeczce
ogień w sercach boli głowa
od niechcianych wieści
w samotni czuję się najlepiej z gliny lepię garnki
oddycham powietrzem nieświeżym oddechem
zalewa mnie krew gdy pociągi ciągną wagony
jak węgiel czarny moja maska w słońcu lśni
Yaro, 9 june 2014
popatrz na dłonie
niosę kawał nieba
wyciąłem jak się wycina
mówisz dobra robota
siadam obok płotu bok przy boku
z miłości do twoich spojrzeń
daj papierosa chciałaś księcia
jestem z bajki o dwóch takich
przyniosę błękit lazurowy
piasek z plaż sypkich
ze mną zaśnij
nie obudzi żaden szelest
nie obudzi żaden szmer
tylko chciej mnie mieć
popatrz w oczy czujesz głębię
niosę kawał nieba
wyciąłem jak się wycina
mówisz dobra robota
Yaro, 9 june 2014
kim jestem pytam ciszy
wokół tyle przemocy
źle mi za dnia i w nocy
płoną słowa szept modlitwy za ścianą
dzieci zapłakane słone łzy
beztroskie lata upłynęły
rozwiane po głowie jak kurz na płaszczu taty
pytam drzew kim jestem
milczenie smutne spojrzenia
nie widzę sensu pracować do śmierci
nienaturalne życie męczy zmęczone oczy
brak sił by iść ciągle na szczyt góry
droga nie ma końca ni początku
zwariowałem raz kolejny
dzień jak dzień szaro wokół
wrzeszczę wolność kiedy nadejdzie
zagadki na rogu
skrzyżowania we mnie co powiesz wietrze
Yaro, 4 june 2014
rozgościła się jak pod paznokciem brud
z lękiem na dłoni czuwam spocony
noc nie ma końca nieskończone zło
wypala ducha zmarnowanych czasów
bez litości bez szumu idzie kąsa
jak wściekły pies rwie łańcuchy
miłość odeszła w zapomnienie
zła etyka zajęła jej miejsce
ciemna strona ciężki oddech
popatrz na nas panie światłości
daj znak bo nie zasnę tej nocy
sznur u szyi słaba gałąź nie utrzyma
ciało mdłe tak jest od zawsze
szanujmy życie obudźmy spojrzenia
zmęczone oczy nie widzą biedy
płacimy słono za życie za sny
które nam kradną
Yaro, 4 june 2014
pozwól na więcej
nie odpychaj nie mów że itd
z szaleństwa nocy zrodzony
nie mogę zasnąć skręcam się do rana
pijesz ze mną kawę
opowiadasz o dziwnym śnie
chcę cie mieć jeszcze dziś
zatrzymany klucz w drzwiach
prześcieradło białe nie było już nigdy jasne
skaleczony odjechałem w stronę cichych świtów
mówiłaś że poczekasz
kilka myśli by się rozgrzeszyć
wróć z bocianami gdy gniazda
Yaro, 28 may 2014
rozłóż ramiona by ptakami się stać
otwórz serce na miłość w dłoniach szczęście
ułożę na białej pościeli korale z kropel rosy
z dni zbuduję ciepły dom
zapach chleba wypełni wieczorne spotkania przy stole
we dwoje otoczeni dziećmi płyniemy daleko
kraina wyobraźni przenika czuję jej siłę
nie liczę ile to już lat jesteś przy mnie
aniele co skrzydła masz prowadź otul spokojem
gubisz pióra jedno nam daj na gorsze chwile
kilka mam życzeń wyrwijmy się na spacer galaktyczny
niosę na rękach najmłodsze dziecię
jak promyk słońca gdy świtem skrada się do okien
budzi blaskiem oczy zmęczone nocą
zakochani po pachy
idziemy przed siebie
burzymy ściany mury i kurtyny
gorących serc otwarte bramy
Yaro, 28 may 2014
w okopach w uścisku mrozu
niełatwo się uśmiechać
gdy tylu chłopaków ułożyło się do piachu
ostatni pocisk dla siebie
nie wierzę w wierność kobiety
karabiny sterczą lufami do góry
na warcie strach podsyca ogień nadziei
mam dość gonitwy myśli
gdzie mój dom mama czeka
przywiozę jej chabry i wrzosy
na stole obiad pamiętajcie o mnie
kilka lat może dni rzucę pocisk w piach
Yaro, 27 may 2014
spotkają się nasze ciała w innym wymiarze
płyniemy ponad nami w uścisku braterskim
ciągnie się mgławica plejady
sunie wolno wielki wóz przeładowany troskami
czekam na dzień zbudzę sen
ciebie nie obejmę
schowałaś przede mną sekret miłości
odebrałaś jak tlen
zamyśleni budujemy myśli bez granic
nic do ukrycia żadnej tajemnicy
najlepiej oglądać nas nocą na niebie
czekam na dzień zbudzę sen
ciebie nie obejmę
schowałaś przede mną sekret miłości
odebrałaś jak tlen