Yaro, 1 march 2014
siedzę przy tobie
patrząc straciłem smak
nie umalowana jesteś
jakaś nudna
obok ciebie kręcą się szemrani kolesie
mnie to nie obchodzi
otwieram drzwi w sercu i odchodzę
ruszam w samotności otchłań
Yaro, 1 march 2014
iskrzą słowa w głowie
iskrą jest życie do niego zagrzewam
opadam wieczorem na kolana
przed tobą modły swe wznoszę
wysłuchaj choć na chwilę
ugaś pragnienia
narysuj znak na ścianie
wiem nie godny jestem
by ujrzeć świtem jutrzenkę
teraz gdy czas szybszy od internetu
płacę słone rachunki sumienia
wybacz w życiu postaram się coś pozmieniać
Yaro, 1 march 2014
pamiętam beztroskie dni
ciągnęły się jak wata cukrowa
słodkie życie
lizałem lody z małych snów
poprzeplatane warkocze chwil
czas jednak pędził kiedyś miało to nastąpić
przyszła choroba jak małe zło
wspomnienia w głowie z koroną na skroniach
młyn słów słowotok gonitwa myśli
nie podam się nie ujrzycie białej flagi
kilka tabletek rozjaśnia blask
wybuchem supernowej jestem
dam wam najlepsze dni
życie we mnie płonie widzisz to
ja to wiem
Yaro, 27 february 2014
wysłuchał
okrył nadzieją
przytulił do piersi
z pastucha najlepsze robił łuki
strzały trafiały tam gdzie trzeba
kilka lat później
celem były serca dziewczyn
rad udzielał i w tym temacie
teraz śpi
ktoś pozwolił mu zasnąć
sam jak włosy na głowie
czekam dni by spojrzeć mu w oczy
na pewno czeka
mam coś dla niego
Yaro, 27 february 2014
gdzie są wieczory
długie z dziadkiem rozmowy
ciągle powtarzał ja odejdę
musisz zapamiętać słowa
wojna wyryła w głowie inne spojrzenia
na rzeczywiste widzenie świata
wiedział co gada bo dziadek też mu gadał
wnuku drogi strzeż się hołoty znad wielkiej wody
teraz gdy go nie ma
został tylko beret czołgisty
czysty mundur buty ręcznie szyte
dziadka nie ma są wspomnienia
myślami wracam jak bociany
krążę po kartach historii
należy mu się pamięć kilka słów modlitwy
jasny znicz niechaj płonie
Yaro, 25 february 2014
na grzebieniu życia dni rozdwojone
wyczesuję te najlepsze przed nami
oczy duże zdziwione patrzą w przestrzeń
ptak przecina skrzydłami powietrze
myśli po polach rozbiegane jak pchły na sierści
jak mi dobrze tutaj na zapiecku
marzeniom nie dam zmarznąć
ciągną się wieczory goszczę w pokoju
w mroku płyną słowa jasne niebieskie
gdzie moje serce usypia zmęczone
wieczny duch czuwa nad stolikiem
Yaro, 23 february 2014
siedział na ławce przed domem czas
dziurawy płot kulawym życiem podparty
na nim kot płowy chudy jak ten rok
nieurodzajny los pokrył dach trzciną
uciekam stąd gdzie radość w dzbankach przynoszą
wczesnym świtem wyruszam przez las
zwiedziłem świat
rozwieszony na sznurku między drzewami
byłem wszędzie jednak w domu najlepiej
Yaro, 21 february 2014
przenikają mnie myśli tłumu
w ciasnych uliczkach miejskich murów
słyszę płacz dzieci
trynkiewiczowskie szydercze spojrzenie
czyny skazujące na śmierć
niewinne życie latorośli
jaki demon w nim drzemie
niech na pół go rozerwie
Amen.
Yaro, 21 february 2014
runęły mury opadła żelazna kurtyna
zimna wojna zamieniona w akt terroru
kurki i hajs zaspakajają żądze
życie nic nie warte przeliczone na dolary
z krwi tej samej
odbierają chęć nawzajem
a miało być tak pięknie
gdzie dwóch się bije tam trzeci śle broń
każdy chce zarobić
niech się biją
kwiaty na grobach nie pomogą