Yaro, 10 october 2013
kto ich nie ma ten nie żyje
są zdarzenia płyną chwile
zamieszkały między nami
uczucia pielęgnowałem
kiedy rankiem uciekałem
toczyłem siebie jak kołem dzień
wracałem po obiedzie
wieczorem zamykaliśmy się w domu
myślałaś tak samo .śniłaś
co jeszcze wydarzy się między nami
marzyłaś o.nie spytałem nigdy cię
o co chodzi tutaj może o gest
gdy beret bordo(kolor krwi) ściągałem z głowy
wiedziałaś jak kocham cię
marzenia trwają wiele znaczą
Yaro, 10 october 2013
mam dość pier...dolenia
o kryzysie że coś się zmienia
nie korzystam z komunikacji
boso idę przed siebie
Leon wystrugał mi dzidę
upoluje łanię
upiekę zjem
po drodze tyle miłości
może tirówa się zlituje
da dotknąć piczy włos
zanurzę palce obliżę je później
pójdę dalej będę myślał o niej
z wędrówki przynieść świeże myśli
kilka słów skreślonych wierszy
obolały spocznę dasz wody ze studni
świat jest piękny tylko podłość skreśla
promienie miłosnych uniesień
w twoich oczach dostrzegam tęczę
oczy zapamiętam
spocznę w pamięci na zawsze
Yaro, 10 october 2013
ciągnie czas łańcuchy jak kody DNA
zwinięte w kłębki nerwów
byłem tu tysiąc lat temu
żyje we mnie obcy duch
wszystkie wojny
niepokoje w serce ściska
czasami we śnie widzę oczy
napełnione gałki strachem
w ręku z mieczem z napisem pokój
w dłoniach krew wrogów
mrocznych tajemnic nierozwiązanych
kłamstwem karmiony jadłem
piłem nienawiść w kielichach z czaszek
pamiętam twoje usta słodkie
brakło czasu by kochać
walka o wolność chłonie jak mchy
odbudowałem dom
chwile spokoju by razem
stworzyć ciepło rodzinnych wspomnień
wychować kilka pociech
wojny mają swoje strony
walczymy przeważnie o pokój
bogaci się kraj który wygrywa
dziś mój lud przegrywa
Yaro, 10 october 2013
sprzedajesz te same pytania
co potem .gdy zapuka
czy to droga cicha
na druga stronę czegoś lepszego
może się mylę
zatracę myśli pod ziemią
w czeluściach rozgrzanego piekła
może niebo przygarnie jak szczeniaczka
choć wyglądem przypominam śmiech
ważne mieć marzenia
zakochać się w kilku chwilach
powspominać .marzeniom dać jeść
wieczorem spać
śnić po śmierci
łapać z ogon strasznego węża
jest dróg kilka ponieśli jak wilka
wkleję parę zdjęć
naszkicuję pamiętnik
podzielę się obrazem jak opłatkiem
po śmierci skasuj mnie z pamięci
Yaro, 9 october 2013
jak zwierzę
pełzam aleją z butelką
patykiem podpieram życie
pada parę słów
jak kłody pod stopami
potykam się wywracam mnie ktoś
do góry nogami
jak owad po oprysku konam
na kolanach zbieram siłę słów
nikt
nie podniesie żebraka
każdy rży jak koń do bata
matko
sam w świecie
na świecie ciebie brak
by drogę wskazać
drogowskazy ktoś skradł
matko
podaj dłoń
przytul raz jeszcze
daj miłości daj zjeść
rosół mi się śni
pamiętam
jakby to było wczoraj
by z tobą być
Yaro, 9 october 2013
matki żony córki i kochanki
nie dam wam swojej szklanki
uronię łzę nad waszym losem
nie powiecie nie gdy przyjdą nocą
skarabeusze złotem
błyszczące
wytrę płacz w wasze popielate włosy
nadstawicie piersi gołe
by nakarmić dziecię sine
z głodu brzuszki nabrzmiałe
z karabinem na ramieniu
walczę w kobiet imieniu
zamieniam kule złote na tabletki
od bólu i
celuję w piersi i głowę pełną nienawiści
serca zepsute reperuję
matki żony córki i kochanki
nie dam wam swojej szklanki
Yaro, 9 october 2013
październikowe popołudnie
pod sklepem wśród złotych liści
leży w rowie Leszek
w pozycji embrionalnej
jest mu wygodnie
narzekać nie umie
przecież dobrze go znam
śmieje kilku gości o promil mądrzejsi
jestem taki sam
łapię za szyjkę chwytam lufkę
nie tędy droga
albowiem są rzeczy ważniejsze
przy takich jak my
świat łapie kapcia na wszystkie cztery koła
życie jest proste jak czysta woda
jak duch przy modłach przejrzysty
uświadomiłem sobie jak życie mi się toczy
teraz gdy jesień przenosi w inny wymiar
słonko też niżej jest
padnę na kolana przed drogi końcem
ukresu sił każdy myśli co dalej jaki sens
pił męczył śmiechem krzykiem
dzieci nienawidzą tych chwil
Yaro, 8 october 2013
napełniony miłością
jak gliniany dzban wodą
może winem z Kany Galilejskiej
krew na stopach obtartych zbolałych
zamienia w życiu
kilka zdań
nie ma pytań
w cieniu lipy
odpoczywa jak Jan
zjada kromkę chleba
z masłem i świeżym miodem
idzie dalej w świat podły
przez ludzi stworzony
laską podpiera kulawy los
lekko zgarbiony
napełniony miłością
jak lilia spija wodę ze stawu
obmywa stopy
duszę ma jasną
jak promień światła rozszczepiony
Yaro, 8 october 2013
unieść ciało ponad ziemię
spojrzeć w serca marzeń
więc się nie wygłupiam
trącam gitary strunę
bo jedną mam taką jak ty
o jednym dźwięku takie tam wysokie A
ciężko brzdąkać łatwiej puścić bąka
zawsze jesteś koło mnie
nieporadny ja z wirem w głowie
po prochach chwytam chmury
witam muszlę klozetową
boisz się zostać wdową
kupisz mi
jeszcze jedną wódkę wyborową lub z lajkonikiem
wybieram bo mam takie prawo
pragnienia dościgam
rano gdy sikam