Yaro, 8 september 2015
idę od kapliczki do kapliczki
znam wszystkie pomniki
te dawne i te świeżo wystawione
co mnie boli co ściska
że nie jeden nie jest godny
zaszczyty zgubiły ich
postawię wszystko że mam rację
postawmy obelisk tym co wydaje się
człowiek wiele może
człowiek umiera w świecie świecących monet
ze złota lubię kolor złotego piwa
odchodzę w ciszę którą tak wielbię i podziwiam
uśmiecha się do mnie i w rzecze pierze moje spodnie
ognisko płonie podniecam ogień
sam sypiam okryty szarym wojskowym kocem
zjem konserwę jeszcze kilka mam
nim zacznę polować jeszcze czas
pomyślę wystawie pomnik tym
co pomnie będą wąchać pożogę
paskudny świat nie mam miejsca by zacumować
pełna łódź na niej tylko ja i wór pomysłów
kołysze mnie podnieca samotny dzień
kocham cię
Yaro, 3 september 2015
żyję na niby
kilku rzeczy żałuję
nie byłem nigdy lepszy
nie przeginam
miłość niegdyś inaczej pojmowałem
byłem w błędzie
wszystko przez ludzi
wredne społeczeństwo
przejrzałem na oczy wytrzeźwiałem
kobieta która kocham była zawsze przy boku
trzymała wartę czasem zapłakała
wybacza teraz wszystko co najlepsze mam jej dam
za darmo za krzywdy za blizny
dwoje dzieci trzecie w drodze
kocham życie na niby brałem świat
nie zbawię nie ukrzyżuję przeszłych chwil
zapisane w wiecznych boskich księgach
odpowiem spuszczę
wzrok nie wiele na wytłumaczenie
nie będę inny a jednak zrozumiałem
żyję według reguł miłości
kocham wszystkich wybaczam i mi przebacz
a jednak żyję w chaosie dobra i zła
Yaro, 31 august 2015
życie odwieczna wędrówka
bez początku i końca
włóczymy się pośród tych
co mają się za panów
łapiesz rytm
za jeden oddech
za łyk wody
oddam diamenty Nairobi
w życiu ukryty sens
by nie narobić się
nie robić kompletnie nic
po co mi wszystko
gdy piękno otacza mnie
czuję się tak bogaty
ślę uśmiechy szczere
duch wibruje słyszę czar po nutach biegnie rym
zabiorę cię na wyspę wyobraźni
gdzie wszystko coś znaczy
gdzie owoc słodyczą zaraża
oddaj się marzeniom
odkrywaj przestrzeń
myślą pochłaniaj mnie
miłość w każdym nie pozwól usnąć jej
nieskończenie kocham cię
pragnij życia takie to proste
Yaro, 30 august 2015
serce biegnie z życiem
swoim rytmem
w głębi duszy rodzi się sen
dniem zmęczone oczy
mocne ramiona
w dłoni ściekami dłoń
w dolinach ciemne cienie
światło rozprasza złe
spokojne spojrzenie łagodzi niepokój
zieleń łąki milionem kwiatów
z zapachem siana zamykam oczy niby że śnię
piękno na uszach muzyka natury
zakłócony spokój już od rana w poniedziałek
tania siła wmówili nam że tak ma być
praca nie czyni wolnym
skromnie żyć piękna rzecz
co więcej chcieć
pełne płuca
nie co mniej brzuch
ale z głodu jeszcze nikt
wychwalam cie Boże
miej mnie z każdym dniem
kocham Cię wiecznie będę szedł
ucałuje próg legnę u Twych stóp
przygarnij jak psa
Yaro, 23 august 2015
dość bzdur dość zjełczałego jadła
wytartych teksasów bandamek
dość czarnych skór i łysych głów
dość metalicznych strun
śmiała młodzież bez perspektyw
spalone na starcie drobne jak ważne marzenia
dość ściszonej muzyki
wszystko na full browar miłość
niech wali po ścianach stare wredne babsko
Irenka z dołu zwapniała zapadła na starość
przeszkadza jej nawet na klatce światło
na melinach gdzie zmrok
zapachem zupy na kościach ostatni gasi światło
nigdy nie zapłonie płomień w naszej głowie
przy skalniaku półmrok ściskam flaszkę
patykiem pisane odciśnięte w dłoni
dobroć z sandomierskich jabłek
muzyka cykad żaby słabe
ciepła woda każdego szkoda
zbudujemy im żłobek tuż przy autostradzie
dziewczyny na tirostradzie między klientami
zabawia żabę inaczej muszę iść
ruch wzmożony przy ulicy polnej
pisać kolejny tekst kilka odważnych słów
oby rano zdrowe oko po libacji obok
Yaro, 14 august 2015
dość bzdur
wytartych teksasów bandamek
czarnych skór
dość ściszonej muzyki
wszystko na full
niech wali po ścianach stare wredne babsko
na melinach zapach zupy na kościach
ostatni gasi światło
nigdy nie zapłonie płomień
przy skalniaku w półmroku
ściskam flaszkę patykiem pisane
dobroć z naszych jabłek
muzyka cykad żaby słabe
ciepła woda każdego szkoda
zbudujmy im żłobek tuż przy autostradzie
dziewczyny między klientami
zabawią żabę inaczej
Yaro, 1 august 2015
z zapachem ogniska
zapach zmieszany
ze smakiem pieczonego ziemniaka
iskrzy nadzieja wspólnego wieczoru
cała noc goni do przodu
zmienia się konstelacja gwiazd
wielki wóz mały wóz
jutrzenka czerwony mars
ciągle na fali
smak piwa powala
na kolana
ledwo ogarniam cały świat
zatopieni w kosmosie
szanujemy matkę ziemię
niebo widać spokojne
łaskawe bez sztormu myśli
na głowie kilka spraw nieważnych
ognisko płonie podniecasz ogień
Yaro, 31 july 2015
z powiewem wiatru
słowa ślę
wolność za nos
wodzi mnie
wolny jak ptak
powietrzem się nacieszy
nawet gdy ciebie nie ma
deszcz ciemnieją chmury
łąki srebrzą ciężkie krople
po włosach woda
na skórze dreszcz
jeszcze więcej chcę
nie potrzebuję wiele
nadchodzą dni miłości
serce otworzy drzwi na serce
niewidzialna nić połączy zbłąkanych
na strunach palec chce biec
możliwości wiele jeden przyświeca cel
wolnym być bez nakazów przekaz nieść
(wojny głód choroby wyzysk)
płynie łódź my w niej
statek tonie na dnie wielcy tego świata
świat nigdy nie był tak podły jak codzienny dzień
nie mówiąc o poniedziałkach których nie było
przed nami bramy otwarte
krążą dusze między niebem a ziemią
wolność przyświeca jeden cel
na łąkach zgromadźmy pozdrowienia dla siebie
kochajmy się
nienawiść co to jest
wolności gest przesłanie nieść
Yaro, 18 july 2015
trudna to rzecz
dojrzałem do kilku spraw
dzieci wyrosły kwiaty w ogrodzie
zapachem kuszą zmysły
natchniony idę przed siebie
chwytam wiatr w żagle
nikt nie zatrzyma mnie
teraz wiem po co tutaj sterczę
po linie stąpam czasem
nad przepaści brzegiem
marszczę czoła przed tymi co o nich zapomnieli
dojrzały twardy jak skorupa
nie do zgryzienia
swoje wiem
rozmyślam co dalej gdy horyzont skończy się
zawisnę nad grubą linią czasu
podaj dłoń by nie spaść zbyt nisko
na skrzydłach wiatru odlecieć w przestrzeń
skłonić się Bogu
pomodlić skrycie by nikt nie słyszał
odwiedzam miejsca zapomniane
porośnięte ścieżki dziecięcych lat
dziewczęta które
kochałem kochać chcą
nie mam sił by rozpamiętywać
patrzę na stare kalendarze sporo tych dat
nie wszystkie sytuacje wykorzystałem
mam to co mam i jest dobrze
powtarzam piękne dni przed nami
przytulam żonę Kasię
Yaro, 15 july 2015
upojony dniem
budzę sny ledwo żyw
prawie bardziej martwy
rozjechany ptak
ciężkie powieki dźwigam
nade mną twój wzrok przyciska do podłoża bardziej
pora wstać wyleczyć się tym co struło
odnowa biologiczna żal za dupę ściska
wyciągam pięć złotych nie będzie na papierosy
wychylam dzień gorzki sen
za sklepem cień nie spocę się
dziewczyny które kochałem
tez kochać chcą lecz nie mnie
mija dzień za dniem
z marskością wątroby starzeję się
noc wygania sklep zamknięty jak mój mały świat
przykrywam się starym kocem
nie jestem sam z boku sierściuch mruczek