Yaro, 14 may 2014
ciągną się dni jak w wagony na wschód
nie ma nadziei
nie ma łez
przenika strach wychodzą dreszcze
nie bądź pewny długa droga
przejazd zamknięty
czerwone światło na ciężką pracę
wyciągasz dłoń po ostatniego kęsa
głód jakiego nikt nie pamięta tylko z opowiadań
choroby eliminują słabych celowa selekcja
wojna trwa niesie krwawe żniwo
na długo zapamiętasz
czas się powtarza żadna siła go nie zatrzyma
patrzy słońce świtem
scenariusze pisze proza życia
wojny dziećmi nienawiści chciwych panów
cent więcej warty niż człowiek mały
w podróż na wschód
zabija mnie głód
przenika mróz
Yaro, 14 may 2014
nie przesiąkaj światem
iluzja życia ułamkiem sekundy
przyciąga jasne myślenie
złe zawsze będzie nieodpowiednie
droga prawdy promieniem świtu
kochaj wszystko dobre
skąpany w miłości nie uciekaj
chowają myśli w słowa ubrane
chowają przed nami serca
prawda jest jedna
zapisane na zwojach
gliniane naczynie wody żywej
ugasi spragnione gardła
złe zawsze będzie nieodpowiednie
droga prawdy promieniem świtu
chwila na ziemi wieczność w niebie
nie przeżywaj chwała najwyższemu
Yaro, 13 may 2014
karmieni jak niemowlęta
niepotrzebną wiedzą
każdy łyka standardy
podnosi poprzeczkę
życie jest tak proste
płynie jak chmury na niebie
stworzyli świat niewolników
praca do śmierci
bogaty się cieszy
biedny los tego co w to wierzy
na oślep w pośpiech
w wirze uciśniętych potrzeb
chwytasz wszystko
tonący kurczowo chwyta brzytwy
Yaro, 13 may 2014
nie zdzieraj czasu ze ścian
na haku zawieś spojrzenia
obrazy wspomnień w duszy przyklejaj
wygięty leżysz .męczy deprecha
co świat może dać
prócz tabletek okrągłe krążki
ledwo mieszczą się w dłoni
kilku żyć nie masz choć wmawiają
człowiek wszystkim się zachłyśnie byle dobrze
idą dni krok po kroku
mijają noce bezpowrotnie
księżyc marznie na niebie
tkwisz w gównie po kolana
chcesz odebrać to co najlepsze
nie próbuj każdy ma swoje miejsce
do drzwi puka kostucha
nie ubrany nieogolony
naciągnij spodnie
gościa nie znieważaj
zrób kawy ze śmietanką
nadszedł czas będę kolejny
Yaro, 12 may 2014
nie poddam swoich myśli analizie
przekraczam kręgi wytyczam drogę
która pójść mogę nie tylko przez dzień
asfaltowo betonowo trawniki przystrzyżone
na ławce kilku takich jak co dzień
łamią zasady spożywania tak między nami
nie daj się beznadziei za mną krocz
w zieleni łąk zapachem traw skoszonych
gaszę w sobie żar na zewnątrz płonę
układam każdy dzień by świetnym był
depresji stanowcze nie do parlamentu ze skargą
na niepogodę kalosze mówią mi
niedaleko zabawa skaczą pierwsi goście
nietrzeźwi z radości ze szczęścia
tak niewiele a można nieść los na własnych rękach
Yaro, 12 may 2014
jaki głupi
dławię się strachem
szukam w sobie siebie witalnego bohatera
lęk spętał serce ciernie wokół
mur za murem schowałem miłość
świecie dokąd pędzisz na zepsutym rowerze
nie mam sił by rano podnieść kości obleczone ciężarem
kolejny dzień boli jak otwarte cierpieniem drzwi
troszczę się o dzieci choć sam jak dziecko
przytulam do poduszki smutki
zniknąć na jakiś czas nie było by źle
uciekam przed światem on dopada mnie
idę drogą patrzą oczy tłumu
jak na ufo albo wydaje się mi
człowiek jest słaby słabnie siła miłości
w strachu wychodzę do pracy o świcie
niewolnikiem jestem we własnym ciele
nie pasuję do otoczenia ono mnie nie chce
Yaro, 12 may 2014
czas żłobi bliznę w sercu
idę ciemną doliną
orły na szczytach prostują ramiona
nie lękam się niewidocznych cieni
w rzece gaszę pragnienie
obmywam dłonie z grzechu
ktoś zostawił ślady stąpam po nich
z nadzieją że dojdę do źródła jasności
długa droga cichuteńkie wycie
w krzakach czerwone oczy
nic mnie nie zaskoczy nie nastraszy
maszeruję całą noc nim świt zbudzi życie
odnaleźć szczęście odnaleźć miłość
bóg zamieszka wśród dobra uniesionych rąk
nie pozwoli nam się bać w dolinie cieni
Yaro, 12 may 2014
pada deszcz moczy czubki drzew
listki myją mokre zielone płaszcze
po parapecie gra kap kap kap
spływają wolno po szybie
mokry cały świat
skąpany w kroplach idę śmiało
wybrałem się w drogę
z okien patrzą gapie
dokąd idziesz dokąd wieje wiatr
zatrzymały się ciężkie chmury leniwie nad nami
bez parasola łysa mokra głowa
cieszy ta niepogoda
uśmiechnięty w pół opięty
po kałużach tańczę skaczę
Yaro, 9 may 2014
otuleni ogniem miłości w ramionach wiosny
zakwitły kasztany zakwitły jabłonie
obok siebie idziemy aleją przymierza
niepodobni jednak tacy sami
myśli twoje splątane z moimi myślami
w słowach ukryte wyznania szeptane nocą
nad łąkami pierwsze boćki zataczają kręgi
idziemy dalej życie otwiera przed nami drzwi
Yaro, 8 may 2014
rozszarpały wilki dusze na strzępy
nie pozostało nic prócz kilku kropel łez
stróżką krwi zaznaczone ostatnie chwile
szare dni zatrzasnęły rozdział
strach zmieszany z żalem
co dalej
nie ma gdzie uciec przed dniem
snuję się jak cień w opiętym płaszczu
ulicami płyną sekundy. zatrzymaj mnie
na wieży ratusza czas chłodnym się stał
ptaki nie mają zmartwień łatwiej tak żyć
może mylę się w śnie wytrącę prawdę