Yaro, 6 april 2014
w poprzek ulic kałuże krzyczą
pełne krwi niewinnych
topionych w wannie
zakopanych żywcem
antypatrzy nadaje numer każdy go ma
pesel to numer jak w obozie
odrutowani skazani na prace
od świtu po zamknięcie powiek
pedały lezby pedofile na szyi mają warkocz ze sznurowadeł
na głowach worki wycięte otwory na usta
nagie szafoty błyszczą w oczach ostrza
tłumy czekają na polach armagedonu
za wcześnie na apokalipsę
Yaro, 6 april 2014
dokąd zmierzasz chwilo w pamięci
co nam pozostało prócz wspomnień
nawet gdy źle wojna gniew ludzi
odszukasz znajdziesz czas na wspominki
gdzieś w kącie przytulony do ściany w celi
ten świat traci równowagę podparty kijem słabym
kiedyś coś pęknie może już pękło
tak mi się wydaje grząsko w tym bagnie
składam litery upycham słowa w zdania
wszystko podane jak danie kawa rozlana
myślisz co kupić a oni nie mają co do gara
współcześni niewolnicy bardziej grzeszni
nie ma chwil pokój przestaje być pokojem
w powietrzu motyle trzepoczą skrzydła
jak flagi zwycięskie
delikatne mocują sie z wiatrem
Yaro, 5 april 2014
gdy już pokonam wszystkie przeszkody
wiatr osuszy z policzków łzy
stanę nad krawędzią rozprostuję ramiona
jak ptak poszybuję w przestworza
niebo woła posłuchaj cichy szept
dobro co w sercu kryję jest ziarnem
pokarmem duszy nie jest ciemność
czym mnie jeszcze zaskoczysz
sprawiam ci przyjemność zostań tą jedną
na zielone pastwiskach pójdziemy wolno
w swój wymarzony świat niczym anioły
zielenią utuleni uśniemy pod drzewem
kocham cie jak miód na chlebie popity szklanką mleka
Yaro, 3 april 2014
idę z życiem pod pachę zielonym lasem
w plecaku nadzieja
pytania bez odpowiedzi
dokąd zmierzam
życie mnie nie rozpieszcza
wąska ścieżka ciasna
Yaro, 2 april 2014
krzyczą spier dalaj
dym unosi się leniwie
dwa fakultety i jak ciula biegam na polu bitwy
jednym ruchem ręki wysadzam most
w nieodpowiednim momencie
dyrektor pan podeptał płaszcz z Pewexu
windą jak zawsze jadę ku rwa w bok
ochuja ły pies sika na buty mi
wiecznie drugi wiecznie poprawiam po kimś
zwilżone wcześniej miejsca
las krzyży ujrzał ktoś
nie doczytałem ku rwa
Yaro, 2 april 2014
dziadek jak ptak wydłubuje ziarna
zmielone na chleb pachnący latem
pająk tka w rogu ściany obraz
łapie muchy owija je w kokony
ciężko mu na ścianie
może chleba zjesz kilku nogi
u nas we wsi mówi się dzień dobry i w pole
jadę konikiem kutym na cztery podkowy
pracować warto
bez pracy człowiek mało znaczy
Burek ćwiczy brzechanie na smyczy uwiązany
źli gospodarze przynajmniej jeść dali
Yaro, 1 april 2014
zacznę od siebie
najtrudniej być sobą
wśród zdrowych pomiędzy chorymi
rodzi się litość zmieszana ze śmiechem
zły na siebie samego
psuję się jak ryba od głowy
dziś jem sam
jutro nakarmią plastikową łyżeczką
położą na metalowym łóżku
z napisem memento mori
Yaro, 31 march 2014
wymieniamy nieśmiałe spojrzenia
błądzimy myślami w pomieszczeniu
świeża kawa wypełnia zmysły
jak na fotelach aksamit
mamy czas dla siebie
mimo tylu spraw do załatwienia
w wazonie kwiaty z ogrodu
też mają chwile piękne dla siebie
czasem się uśmiechają do nas
żyją dopóki woda płynie w roślinnych żyłach
nie znamy się rozmowa się rozpędza
taka jesteś młoda jak wiosna
niech ta chwila trwa kroczy w przestrzeni
zapamiętam cię młodości piękna
napiszę list coś o nas podaruje cząstkę nieba
iskierka
która rozpali płomień serc w kawiarence na rogu
zbiegu okoliczności nie opuszczaj szczęścia