RENATA, 19 lutego 2019
romans połączony z wyuzdanym seksem
to nie tabletka przeciwbólowa na samotność
dotknęła go tak dla rozrywki
jak skrawka obcego nieba
uciekając w marzenia bo
on ten ósmy cud świata
ze swoją niedobrą żoną przyczepioną
jak rzep taką złośliwą i wiecznie chorą
szepta obiecuje takie cuda wianki
że chce na zawsze razem
a ja wiem że nie chcę
na stałe tylko tak na trochę pożyć
pełną piersią czasy beztroski
jestem twoim chlebem
i jej solą w oku
czarodziejka bez pardonu
zwykła ścierka jak mówią w kurniku
po wiejsku chodnikowo
singielka jeżdżąca z brawurą
coraz inną furą
z pełnią życia przyszpila baranka
aż ziemia ugina się pod nogami
RENATA, 19 lutego 2019
poniewierasz kopiesz wyzywasz
a nawet bijesz ciągle wybaczam
zasłużyłam
takiej miłości nie przeżył nikt
ufam do końca rób ze mną co chcesz
będę niewolnikiem kochanką dziką
wszystko zrobię stanę na głowie
czasem powiedz
moja miła kocham cię
urosnę w siłę
będę jak tytan
za dwoje tyrać
ty tylko zerknij przychylnym okiem
zawisł w powietrzu twój krzyk
mój strach
siedząc w więziennej celi niemalże
obmywam stopy twoje łzami
lecz czuję się jak królowa
co wygrała milion dolarów
gdy patrzysz
Sztelak Marcin, 18 lutego 2019
Umajam się w grudniu – schludnie,
w kąciku pomiędzy muzyką
aldente. Lub inny makaronizm.
Paprocie kwitną w doniczce,
bo oświetlenie jest takie sztuczne
jak uśmiech na zdjęciu w liście
gończym.
Wysłanym pod adres dawno
zjedzonej chatki z piernika,
mieszkańcy lasu do dziś
wspominają ból brzucha.
I jedynie słuszną receptę
– kulka między oczy,
realizacja w toku.
Grudnieje w maju – niechlujnie,
ale w tych samych okolicznościach.
Belamonte/Senograsta, 18 lutego 2019
Młyn na wodę
Woda na młyn
Słoneczny młyn
Młyn śpi w wodzie
Słońce śpi w świetle
Wiruje i gdy skończy się czas mielenia światła zginie wraz ze swoim światłem
Gdy skończą się ruchy koła co będzie z ziarnami ?
nie będzie chleba, atomów
nie będzie w nas Słońca, wody, energii
Rozsiało Siewca
Nic nie ginie Jeśli wyschnie strumień zostaje stare koło
A gdy zniknie Słońce zostanie Czerwony Olbrzym, skorupa, szkielet, trup
Kto pochowa Słońce ?
Krzyż na miejscu Słońca zostaje. Czy był zanim ono się tam zjawiło na swą
bezlitosną i miłosną słuzbę ?
Młyńskimi kołami mielącymi ziarna jesteśmy też my
Papkę przynoszą do naszych ust nasze małe paleniska
Które zgasną kiedyś też
Póki płynie strumień porusza młyn. Póki młyn pracuje płynie strumień. Znikają razem
Rzeki ciągle się zjawiają i znikają
Słońca i ludzie wychodzą z mroków, z zakamarków, z toni, z szaf
ziarna pokarmu dla nowych rzek rozpuszczone w ogromie
duchy strumieni słońc ludzi drzew czekają na krzyże i pokarm
fale pokarmu przychodzą i odchodzą
Yaro, 17 lutego 2019
pragnę pić zlizuję zroszone ściany
ugięte nogi nie pozwalają wstać
padam wokół strzykawki ostatni strzał
na głodzie zapadam w sen
obdarty z życia
nakryty wstydem
ulica kocha synów co
śnią nie widząc prawdy
przechodnie wyciągam dłonie
żebrząc o śniadania kęs
pogodzony z losem
mówię że jest dobrze nigdy gorzej
na antypodach wchodzę z trudem po schodach
życie pominęło mnie po drodze
zdradziłem rodziców zabijając siebie
Boże ufam Tobie
drachma, 17 lutego 2019
W audiobooku
Głowackiego
słyszę:
„obskurne porno-kina
w Nowym Jorku
są idealnym schronieniem
dla bezdomnych
bo tanie i mają klimę
i ogrzewanie
można cały dzień
przespać niepokojony
przez nikogo”
Pomyślałem sobie
że to coś dla mnie
dużo śpię
i nie mam chęci
na nic
Przedwcześnie
się zużyłem
mimo dość młodego wieku
czasami myślę
że więcej warty będę
gdy spektakularnie
popełnię samobójstwo
Tak jak ten bajkopisarz
plagiator Kosiński
bywalec klubów
Sado-maso
kolekcjoner pejczy
miłośnik brukowej
porno literatury
„stalagów”
On po przeczytaniu
wyobrażał sobie
nadzorczynie
z sił pomocniczych
przy wymierzaniu
dotkliwej kary
ciekawe czy jako Żyd
wstydził się że chłosta
sprawiłaby mu
przyjemność?
Niedaleko mam swoją
lanc – koronę
w mieście aniołów
dziewczyny z Roksy
chętnie przyjeżdżają
do motelu Korona
zamówię trzy zrobimy balecik
a co wolno mi
w ten ostatni dzień
później na brzozowej
przy której mieszkam
będą nade mną
szumieć brzozy
https://poezja.org/uploads/monthly_2019_02/12.jpg.9ab4c51c30a4ab8e1092289e55adb398.jpg
Sztelak Marcin, 17 lutego 2019
Rozdeptałem chomika, dziewczynka płacze
– na nic twoje łzy, chomik nie żyje.
Podobnie ja i ty.
Zastępczy ludzie w zastępczych lokalach
nieustannie podlegają wymianie na bony.
Upłynniane w spelunach, gdzie wykrzywione
mordy bywalców wyszczerbiają uśmiechy.
Pełzająca próchnica – wzrusza ramionami
najstarsza mieszkanka dzielnicy,
szeptunka przywołująca choroby i klęski
żywiołowe.
Na szczęście, gdy mgła wypełnia pustki
pomiędzy nocami skraplamy się na ławkach
w coś przypominającego poezję. Przynajmniej
dopóki okrutne słońce nie wywrzeszczy
kolejnej iluzorycznej inkluzji.
Pora na zakończenie, legniemy pospołu
i będzie już tylko dobrze.
Pod schludną warstwą ziemi.
bosonoga - Gabriela Bartnicka, 17 lutego 2019
poznałam kogoś z zaraźliwym śmiechem
drętwych smutasów wolę mijać łukiem
radość dociera roznosi się echem
zły humor warto załagodzić lekiem
pokrywki w kuchni nie spadają z hukiem
odkąd znam kogoś z zaraźliwym śmiechem
za oknem plucha blask słońca na krechę
i w optymizmie widać sporą lukę
lecz radość Bruna roznosi się echem
jeśli prelegent dyrdymały klepie
rozwleka zdania coraz bardziej głupie
ktoś z dala krzepi zaraźliwym śmiechem
kiedy sąsiadka z łysawym czerepem
bluzga na schodach a nad głową tupie
to radość Bruna roznosi się echem
gdy spojrzysz w lustro cała się telepiesz
pryszcze na twarzy czemu nie na dupie
podbiega Bruno z zaraźliwym śmiechem
wielka psia radość roznosi się echem
sam53, 17 lutego 2019
Nie pamiętam czy to był jeszcze sierpniowy
czy już wrześniowy poranek.
Zwyczajny dzień z deszczem spływającym po szybie.
Zaproponowałaś kawę.
Od dawna jej nie piję.
Podnosi mi ciśnienie, jak myśl wyjęta ze wspomnień. Spojrzenie. Uśmiech.
Lubię w tobie tę niepohamowaną żywiołowość,
nieograniczoną niczym zaborczość.
Podziwiam skupienie na doznaniach,
gdy ciało gra coraz to inne melodie.
Nawet egoizm zapleciony kunsztownie w orgazm.
Nie całuj! Nie teraz!
Pozwól kroplom deszczu spłynąć w codzienność.
Poezją jesteś mi od święta
Belamonte/Senograsta, 17 lutego 2019
Skok, czy się udać może Mandala Chłopiec się przeciąga, szykuje, ma ogonek przed sobą
wskoczyć, zeskoczyć, wyskoczyć
zgnić, spopielić się, przygnieść ścianą jaskini
ja zawsze się boję wypaść ze skarpy i spadać
ogromna wysokość z której spadam
Powiedz mi jakiego umierania się boisz a powiem ci..
wszedłeś na wielką górę, coś robiłeś, zbierałeś bursztyny
prałeś, biegłeś, spałeś i nagle jesteś punktem na wysokości, możesz spaść
gruntu nie ma blisko, jest hen, hen, a ty stąpasz po powietrzu
ale jak długo - to ja które znika i nagle pojawia się ogrom
nie można przestać spadać, jest w ty jakieś wyrzucenie człowieka z brzucha
jedziemy tunelem i znika świat, zmiażdżenie przez utratę nieba
śmierć w centrum poza którym nic nie ma, zniknięcie doznań oprócz unieruchomienia
oprócz samotności przysypania ziemią, pochowania za życia Alana i Atmana
nie można się ruszać, jest w tym jakiś powrót do łona
na końcach gaśnie świeczka
gubi się ślad na piasku
przychodzi wielkie nic
albo kamera widzi zgliszcza, morze, ciemność
płonięcia nigdy nie czułem, tonięcia się nigdy nie spodziewałem
o mam
cios przestworzy i wody
nie spadanie ale bycie pożartym przez coś z głębi
trochę podobne do spadania w paszczę świętego rekina, ale tu paszcza zbliża się do ciebie
tak to pamiętam jakąś cząstką siebie
innych zjadają robaki, rozsypują się w piasek lub popiół
ale przedtem albo płoną gorączką gwiazdy albo gasną
lepiej chyba płonąć niż zapadać się gasnąc
myślę o szczepionych i bezbronnych jeszcze oseskach
jak w pierwszym dniu życia człowiek ma się bronić
czego będą się bać przez całe życie
Biała bestio zaszczep sama siebie
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.