Yaro, 17 listopada 2014
myśli w głowie jasne mocne
jak szklanka zburzonej wody
chaos opisany matematycznie
kilka wzorów ścisłych przykłady
śmierć trzaska drzwiami
nie ma w dłoni kosy
nie błyszczy nierdzewną
istnienie istnieje dłużej niż zawsze
nić życia ciągnie sznury DNA
pierwiastek boga w naszych żyłach zamyka obwód
wstążki w dłoniach układasz
szkoda każdego dnia
czas płynie szybciej niż przekaz myśli w mózgu
w przestrzeni kompletnej
rozszczepione kolory tęczy
obrazy zatykają usta
pocałunek zbyt tłusty by zdradzić tajemnicę
oczy pełne światła gwiazd
na stole gołębie wydziobują prawdę
okruchem ty okruchem ja
chłoniesz dzień jak gąbka wody brzeg
życie
nigdy nie powstało
żyło w niematerialnej formie
ciałem się stało
bóg między nami
spaceruje naszymi ścieżkami
zbudź zmysły zbudź iskrę dobrej nowiny
poznawaj świat zgłębiaj piękno zielonej łąki
kochaj dobrym uśnij na kilka lat
Yaro, 17 listopada 2014
za chmurami słońce płonie
w samochodzie leją piwo
młodzi luje bez perspektyw
klapki pod oczy makijażem
rozmowa nie wiąże się z sensem
garść słów jak w próżni bez istnienia
marzenia proste mętne oczęta
zdobyć grosz na kolejny dzień by mózg zamroczyć
nie patrzeć trzeźwo w oczy
stłuczone butelki pet na wargach przygasa beznadziejny
z rozmowy wynikało że mają wszystko gdzieś
przebimbać czas na włóczędze być wszędzie
lewe ręce lewe interesy sekrety
pusto głowie wypełnione pierwszą gazetą na stronie
wytarte spłaszczone obrazy królów w koronie
nie mający głosu na ulicy
ide po schodach nie moge im pomóc
ofiary nałogów bez wiary i celu
Yaro, 16 listopada 2014
w czasach zimnej wojny
zrodzony wychowany młody pęd
ruskie bajki strajki kartki deputaty
nakarmiony strachem
w byle jakich łachach
widziałem wszystko
okratowane szyby w peweksach
w szkole uczesani grzeczni
w niebieskim mundurku
dopięty pod szyją guziczek
biały kołnierzyk świecił jak gwiazda
wszyscy identyczni jak czerwona pajęczyna
pochody pierwszomajowe
pierwsze zimne lody
oranżada schemizowana gazowana
smakowała jak mleko matki
milicja na motorach w szarych mundurach
suki wypełnione lękiem pałki gięte
przypominały o bólu niegrzecznym
długowłosym z sinym nosem
dwudziesta druga zamykaj dom
nie czekaj na wieszcza
popkultura w Jarocinie muzyka cenzura
długie włosy na plecach bat
najważniejsze by wolnym chwilę być
w górę ręce dziad się bawi
przekwitły ideały zostały piosenki
demokracja zdradza wady
wszystko wypełnia mi dłonie i oczy
dziękuję nie ma za co
dzień uroczy mam nowych idoli
gdzie podziały się tamte demony
teraz jest ich więcej na każdym rogu ulicy
nie wiem jak splątać początek z końcem
węzły słabe ledwo brnę do pierwszego
nie tęsknię za systemem było jak brzemię
do góry ręce w podzięce
nikt nie wróci dzieciństwa w spokojnej wioseczce
Yaro, 16 listopada 2014
przed ladą staję nagi
kasuję wino polopirynę na kolejny dzień
uderzam w ścianę pięścią i nogą
murem za mną stoją
wylatuje z klubu za egzotyczny strój
w głowie myśl co ja robię boże mój
ubiorę się dla ciebie w pewien sens
słowa suną asfaltem jak cień
przy drzewie oddaje się toalecie
grzech goni grzech przegania mnie stróż
mam nóż macham przed twarzą mu
mam tatuaż specjalny
ostry jak pies uciekam w sen nierealny
Yaro, 16 listopada 2014
gdy wyschnął łzy na policzkach
w oczodołach dotknę do dna
każda przeliczona chwila
wciśnięta głęboko w regały
wspomnieniem odbija się od parapetów
zmoczonych chusteczek nie wyciskaj
mój ból twoim bólem
gdy nic na śniadanie
ściska od środka emocji zmiłowanie
uśmiech twój pomaga zapomnieć głód
przeżytych kilka lat już wystarczy
nie mogę się skupić gdy twarde życia skały
kuję od małego nie widzę zmiany
wytrwać do końca cztery pory co roku
Yaro, 15 listopada 2014
wyciskam z życia chwile najmilsze
idę ulicą oddycham swobodnie
tydzień zajęty idę napięty
obcisłe spodnie mijam dziewczyny
radosne ich miny po egzaminie
w pubie koledzy
degustacja do rana świeże niepasteryzowane lane
zostałbym jeszcze przy korycie
w kieszeni pomięty banknot starczy na taryfę
wychodzę z siebie nie poznaję ulicy
neony przygasły przyciemniony blask latarni
sterczą na rogu nie dziewice
coś do mnie szepczą
nie ma siły odpowiedzieć
wsiadam w tramwaj czerwony jak cegła
jak legitymacja z leninem
kanar podchodzi ja skasowany
wysiadam na przystanku bez dna
dalej ulica mnie pcha w objęcia żony
Yaro, 15 listopada 2014
o dzień
o dzień się potykam
potykam się
słów mgławice
na chorym horyzoncie
nie wiem gdzie mieszkam
pod czaszka dym
pożycz chociaż szczęścia
droga mi droga ty
kręte myśli się śnią
Yaro, 15 listopada 2014
podły człowiek w pięknym świecie
świat czy człowiek przepadnie
we własnej sieci pajęczego zła
pragnienia ogromne podziały na lepszych gorszych
ropa parę groszy wojny przecież nic się nie stało
milion zabitych w tą czy w tą wpiszemy w statystyki
jakie masz ładne oczy ale ładniejsze są diamenty
tania żółta siła robocza praca za grosza
"małe raczki wśród zabawek lecz nie po to by się bawić"
człowiek schodzi nisko na psie pola
liże zło do kolan
prosi diabła o więcej topi się w życia wanience
Yaro, 15 listopada 2014
po nocy dzień jak sen
niebo gwiazdami iskrzy
gdzie księżyc łajza
gdzie się włóczy
ma chrapkę na asteroidę
pozna ją dokładnie
gdy na niego wpadnie
ciał niebieskich zderzenie
posypią się nowe mniejsze meteorki
spadną na ziemię małe metalowe
w końcu ich dzieci
przyniosą panikę i zamęt
człowiek w końcu narobi w pory
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.