Yaro, 24 listopada 2014
gdy mama tuliła do ciepłej piersi
nie pamiętam smaku mleka
gdy ojciec całował stópki
podał pomocną dłoń
nie pamiętam
zbyt mały nie pomieściłem w głowie dobrych emocji
byli przy mnie aniołowie bliscy bicia serca
jak słońca blask w niewielkich zielonych oczkach
teraz sam na sam idę
w głowie schizofrenii gram
obraz iluzji nocy i dnia
w płaszczu z twarzą starca
aleja łez gdy deszczem zacina
smutny jesienny ducha park
nie pamiętam ciebie mamo
nie pamiętam ciebie tato
Yaro, 24 listopada 2014
cicho tutaj przyjemnie
szepty do ucha
nadchodzi zmora wieku
rozliczy się w pośpiechu
wokół tyle złego grzechu
nie będzie tak spokojnie
gdy ziemia serce do boju porwie
zawisną sztandary na masztach
wolnej woli nie będzie
bądź twoja wola
naprzód kierunku objęć śmierci
ostateczne rozwiązanie nieludzkiej zawiści
zazdrość dusi płonie gniew morduje
w głowie się pieprzy pedofilom bez zahamowań
z nieba zejdzie anioł z mieczem
śmierć ze wschodu na białym chudym koniu
kroczy rozważnym stanowczym krokiem
słychać szmer w oddali
spij na razie spokojnie zawołam cię
gdy zasłona mroku opadnie opadniesz z sił
nowa ziemia nowe życie
śmierć odejdzie na zasłużoną emeryturę
Yaro, 24 listopada 2014
czy ktoś słyszy
w hałasie w gromach ciszy
pozorny spokój dni
zburzy każdy mur
pokój dla najsilniejszych
bieda nędza dla prostoty
w parze z siostrami chorobami
kłamstwo na kłamstwie
podziały rasy nacje kasty
oaza spokoju zbudzi duchy ziemi
czas zatrze różnice między głodnym a sym
cywilizację zachłanną
bezwzględną chorą tolerancję
zburzymy wielkim mieczem
Yaro, 23 listopada 2014
w pokoju na poddaszu
przekwitały nadzieje wspomnienia
promienie słońca małym oknem patrzyły
czas zamykał trzaskał drzwiami
każdego poranka samotny staruszek
spoglądał w lustro patrzył jak w historię
herbatę pił
palił fajkę siwy dym
wypełniał zapełnioną hiperprzestrzeń
świeży zapach dębowych mebli
siadał przy biurku
czytał pisał listy
wyczekiwał listonosza co parę groszy
zawsze pierwszego przyniesie
kukułka postarzała
czas się spóźniał
zegar wymagał naprawy dziadek zbyt stary
z każdą chwilą umierał cofał wskazówki
chwytał dzień póki sił
laska podpierała jak punkty trzy
nie znał nikogo może nie pamiętał
cieszył się gdy ktoś go odwiedził
zostaną po nim kwiaty na poddaszu
puste koperty listy nie wiadomo do kogo
wiem że żyje w świecie innych barw
Yaro, 22 listopada 2014
przed lustrem w nieogoloną twarz patrzę
zaplatam warkocz poprawiam biust
bezowocnych kilka myśli kłębi się pod czaszką
strach moczy oczy zagląda do komory serca
trzęsą się dłonie na skórze krew płonie czerwienią
głodny swojego małego świata
zamykam obie z powiek szukam obrazów
szczęścia w sobie kilku wspomnień
zaciskam język więzią słowa nic nie powiem
nie umiem się cieszyć życiem
problem uderza za problemem
rozwiązanie do drzwi nie zapuka
ludzie źli patrzą wilkiem
śmiech po kątach dochodzi mój ból
bezsilny połykam tabletki na sen
czas nadchodzi by zapomnieć
Yaro, 22 listopada 2014
nienawiść ma czarne jak węgle oczy
w sercu zazdrość jak korniki w drzewie
dłubie wierci na więcej ma chęć
człowiek w gniewie zbija mieczem
łzy w nieszczęściu kroplami utraconych chwil
czerwienią w oczach świat zgubiony
jeden krok od przepaści niewoli własnych myśli
ciemne chmury nad mym światem
pod kapturem chowam twarz w kieszeni chleb
zjem tak bardzo brakuje nasycenia miłością
Yaro, 21 listopada 2014
mocno za ręce życie mnie chwyciło
czułem ból
w bólach matka ziemia świat powiła
ujrzałem świat całkiem inny
oaza spokoju beztroska granica
strome wzgórza zieleń łąki
biel śniegu piaszczyste pustynie
wyobraźni zamykał oczy jak sen spod powiek
nie wpadłbym na to gdyby nie te kolory
rozczepione światło
cichy kosmos nade mną gwiazdy
zrozumiałem jak żyć jak nie raz umierać
należy nam się prawdy siła
przed bogiem drzwi nie zamykaj
Yaro, 19 listopada 2014
idę dalej jak trzeba patrzę
ubrany w smutek z żalu szal
wokół serca ciernie ostre tną
pępowiny zaszyte niby że nas nie spłodzili
nie rozpaczam nie cofam wskazówek
zegar wybija godziny śpieszy
czas pojęciem względnym
nie myślę jak mnie zapamiętają
nie ważna przyszłość się darzy
przechylam kielich goryczy
wypełniam kichy za świat
budzi się ziemi duch
otwierają niebiosa oczy
gwiazdy spadną
przestrzeń utkana z grzechu
diabeł wciąga nosem oddech
bóg postawił nowy krzyż dla tych
brakuje mi wiatru przyjacielem słońca błysk
dzień brakuje go w ramiona chwytam co mam
o nic nie pytam w świecie złych celi
nie wzrusza mnie rozpacz
wszystko się śni dobrą nowiną
dzień jest bliski ten najgorszy
nienawiść zdobywa szczyty
gniew śmiechem zabija niewinne istnienia
nie udźwigniesz na skrzydłach anioła dobra
w głowie buduję korab bunkier
oczyszczam sumienie na nową ziemię
przyjdź już tańczę na krawędzi
tnę na pół kawałki zła
Yaro, 18 listopada 2014
strzępy nadziei rozsypane na placu
w parku
liście jak listy w przeciągu między ławkami a pokojem
na drodze leży pet jeszcze ciepły podnosi jakiś gość
z iskrą w oku nie wytrzymał bez nałogu
w szarym płaszczu mój kolor ulubiony
przez dzień omijam latarnie jak ludzi
betonowe słupy przyklejone obwieszczenia
słabe światło w duszy każdemu trzeba
nie wystarczy zupa ni kawałek chleba
głód zazdrości pcha naprzód
chore myśli marzenia telefon na wypasie
auto wstawki drzewa w automacie masa kucy
tak nie wiele pragnę kilka słów modlitwy gryza chleba
kropla wody czystej pościeli złożyć kości zbolałe
po dniu chodzenia dotkliwej obserwacji
Yaro, 18 listopada 2014
dlaczego się boję
życie doświadcza odwagę mą
na każdym kroku uważam
wyłączam gaz
zamykam na noc okna
drzwi zamykam na klucz
nawet w snach boję się śnić
czarna noc nie śpi
zło czai się za rogiem
choroba jak zły duch niedobra na pogodę
żyjemy razem jednak osobno
śmierć tuli do piersi kosę
czuła na błędy bajkę smutna ci opowie
każdy pragnie zdrowia szczęścia i słońca
na niebie w gwiazdach jakaś gaśnie co sekundę
rodzi się kilka nowych
narodziny ciał i powiek
mały los
mały człowiek czego się boję
nie ucieka czeka na zamknięcie powiek
co z nami po drugiej stronie
czy życie podpowie
czy to wymysły by świat nie oszalał
czy to kłamstwa obietnica
jasna wybór piekło albo niebo
jeden krok od prawdy
jeden krok do świtu
gdy umrę zrobi się ciemno w głowie
może zbudzi mnie świt tak marzę sobie
pobiegnę szukać szczęścia by żyć w nieskończoność
na zielonej małej wśród wzgórz bukowiny łące
pasł będę wzrok wolny od nienawiści
wolny od siedmiu grzechów
zasady jasne życie nigdy nie zgaśnie
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.