Yaro, 2 june 2015
z głębokich lasów gdzie szept
grząskich łąk i spękanych pól
gdzie czas kruszy kości
w wypalonej duszy
serce nie bije
nie poruszy
echo nie drga cicho
blade policzki
wyczute wtopione
czujesz chwile
gdy śmierć dotyka spoconych pleców
giniesz
nie czas umierać
strach wypełnia oczodoły
jestem garścią popiołu
rzuconym w wietrzne objęcia
wiersze rozrzucone
po ulicach wielkich miast
poczytaj zrozum treść
która wypełnia przestrzeń
miedzy życiem a śmiercią
Yaro, 1 june 2015
w sercu coraz mniej słodyczy
usta nie smakują wiśnią
słodycz z ciebie (ja to wiem)
inny nikt nie wie o nas całkiem nic
wciągam cię na parkiet
wciągam z sziszy
całkiem niezłe bębny
gitar czysty wiatr
przecina membrany
przytłumiony mówię chodźmy stąd
starzeje się ciało
duch nabiera
pełno w płucach
pełno w brzuchu
dalej pachniesz sianem jak za pierwszym razem
pamiętasz drogę wiodła nas przez las
by skusić nas
zarośnięty jak cap wspominam dni
coraz mniej nas
coraz mniej
nie przeginaj bo pęknie struna
nasz czas
Yaro, 1 june 2015
bez ciebie usycham
brakuje w atmosferze tlenu
jesteś wodą
pragnę pić
nie żegnaj mnie
żółkną trawy
na oczach blade sny
bez ciebie nieważne
słabe dni
bez ciebie płaczę
razem ze mą niebo patrzy zasmucone
Yaro, 29 may 2015
w małej knajpie
popijesz najesz do syta
małe knajpki jak dym z fajki
miło przytulnie usnąć tak we trumnie
jak u mamy Lilianny przyjemnie
popijamy piwo wódkę
farbowane whisky na odchodne
pełno nas tak wygodnie
tak nam dobrze w zaciemnieniu w cieniu kobiet
kawa pachnie z małych chińskich filiżanek
porcelana odporna krucha na hałas
ciche szepty do kolegi zobacz jakie ma brzegi
blask szczerego uśmiechu kruchej kelnerki
bielą z obu stron zęby
małe knajpki na rogu jak dym z fajki
jest kilka chwil dla których się pisze
płyną po kartce złote wersy
Yaro, 29 may 2015
codziennie inny deal
dzień za dniem omija mnie
na lewą stronę jutro wywrócone
wczoraj wywrócone na lewą stronę
wszystko co wokół zmienione
oświeceni w oświeceniu drzemią
pieszczą swą mądrość
czekają na Boga spóźnia się nieco
ma czas zjawi się jak złodziej
wypełnią się proroctwa jak dzban wodą
co dziennie inny deal
Yaro, 29 may 2015
ile jeszcze krwi ile wody popłynie
czerwie żywią się mięsem
zgniły świat cuchnie paplam nogami w błocie
na walizkach przed świtem
kończy się dzień niedopity
odjeżdżam z karabinem w dłoni
zabijam życie za życie
tak zarabiam walczę mówią że o pokój
nasiąknięty przenikam każde sfery myśli
wykładam karty na stół
w nic nie wierzę nie ufam im
nie ufam nie powierzam sekretów których nie ma
po burzy świat okryty spokojem jak świeżo
jasny zachód przyjdź będę prosił co sił
wdycham ozon płuca wypełnia gaz
nocą krążę po mieście niczym ćma wokół latarenki
jak na niebie blask skrzydeł trzepot szum w uszach
kręcę się ulicami
kręcą się liście w parku alejami
płyną słowa w ustach ciasno
światła tutaj nie gasną przed dwudziestą czwartą
żuję gumę czasem ja palę nie wierzę w świat
przegrany w dużych oczach patrzy strach
chyba jestem gotowy do ukrycia nie ma nic żałuję
przyjdź tutaj nie mam sił prosić
Yaro, 26 may 2015
wtopiony w zieleni toń
zbielałe włosy na skroniach
zakwitł radosny maj
słońce dotyka ziemi pieści skorupę
zlizuję smak wiśniowych ust
szarpiesz naginasz nie wytrzymam
guziki koszuli na podłodze tańczą pogo
jakże ślicznie gram urody promyk w oku
duch młody soczyste chwile wiśnię wyciskasz
nabrzmiały ściśnięty exploduję
delikatny powiew wiatru rekompensuje ostudza atmosferę
na zdjęciach uśmiechnięta stryjenka
słońce przez okno patrzy bezwstydnie cent po centymetrze
na dachu świata właśnie byłem
wróciłem taki słaby
zadowolony przytulam sny
noc naciąga płaszcz czarny gwiazdami haftowany
ciemny i jasny ze wzruszeniami zmieszany
Yaro, 26 may 2015
nienawiść ma zwęglone oczy
czarne na białym zmieszane
pod jednym sztandarem
w sercu zazdrość korniki w drzewie
dłubie wierci na więcej ma chęć
człowiek w gniewie zbija mieczem
łzy w nieszczęściu kroplami utraconych chwil
na papierze brzmi rozkaz twardy jak skała
czerwienią w oczach świat zgubiony
jeden krok od przepaści niewoli własnych myśli
Panie pobłogosław mój karabin
ciemne chmury żywioły walczą ze światem
pod kapturem chowam twarz w kieszeni chleb
zjem tak bardzo brakuje nasycenia miłością
Yaro, 25 may 2015
pamiętasz mnie nie wszytko wymazane
obrazy zapachy dotyk wyryły wspomnienia
słowa ukryte w zakodowanych na murze napisach
w głowie roi się od moich spojrzeń gestów
zdarzeń spotkań pełnych uniesień i wzruszeń
nie uciekaj w świat jak gdyby nigdy nic a jednak
nasza miłość miała miejsce rozstaliśmy się nocą
pamiętam chwile jak ostateczne dni przede mną
księżyc wisiał trzymał mocno uczucia ostygłe
idę co dnia ulicą patrzę na szare życie mogło być należycie
nie mogłem pozbierać myśli
analizować przegraną z tobą z całym światem
jak w hazardzie wszytko na jedna kartę
zmieniony słaby na miękkich nogach
twarda tylko podłoga okna patrzyły na mnie
bliskości nie było obok jakże smutno zimno bez twoich dłoni
w ręku list w żółtej kopercie znaczył wiele
rozpędziłem się z tą miłością by osiąść na myślach
zabrane chwile tulę w głowie kamufluję
wytłumaczyć nie umiem wymyśliłem sobie
że poczekam że odnajdę właściwa drogę
Yaro, 24 may 2015
po tej czy po tamtej stronie lustra
świat nie zapierdala
uwypuklone usta gałki oczne jakby większe
kości policzkowe wyraźne
z tamtej strony
bezpieczniej cieplej jakoś lepiej
marzymy o czymś lepszym
ładniejszym pyszniejszym
metr nad ziemia bujam garba
po drugiej stronie lustra nie czuć smaku zapachu
sztucznie jakoś lecz przytulnie
cicha muzyka barwy bez pokrycia płótna
odbitki zdjęcia rozbite zwierciadło boli
na szkle rosa skrapla marzenia
rysuje kwadraty pierścienie
wyblakłe cienie kontury mocne
noce długie bez blasku światła nie usnę
kilku takich było nie wrócili zostali zatarte ślady
w koszmarach uciekam chowam myśli do starej szafy
odbicie pozostawia ślady jak obłoki na niebie