Yaro, 23 maja 2015
rozbieram się z życia historii
ściągam spodnie koszulę
na krawędzi krzesła krawat jak zbrojni
idę w objęcia Morfeusza nic nie przeszkadza
dwie skarpetki czuć morzem
cicho cichaj jak głusza po z mroku
w serduchu nadzieje na lepsze
gorzej być nie może nikt nie pomoże
jeśli sami o siebie nie zadbamy
a kiedy się położę ułożę wygodnie
przytulony do ukochanej masuję dłonie
usypiam nakarmiony bliskim ciepłem
oderwany od spraw przyziemnych
zapatrzony w oczy żony śnię
dzieci w swoich gniazdkach
czekam na świt długo go nie było tylko deszcz
kilka spraw na sercu żal kiedyś będzie nas brak
Yaro, 21 maja 2015
znalazłem złoty róg
będzie mleko i miód
manny nie zabraknie
nie smuć się trzeba to zanucić
cieszmy się dobrem co w nas
zakwitła miłość jak kwiaty
kochajmy dziś kochajmy swój kraj
nie musimy wyjeżdżać
nie bądź dziki wyluzuj
unieś się wysoko ponad szczyt
obficie zakołysz biodrami
znalazłem kilka owieczek
cieszy się Pan wielbię Go
narody wielbią Go
nie smuć się trzeba to zanucić
cieszmy się dobrem co w nas
zakwitła miłość jak kwiaty
kochajmy dziś kochajmy swój kraj
nie musimy wyjeżdżać
nie bądź dziki wyluzuj
unieś się wysoko ponad szczyt
wielki świat jakże samotny
wilkiem człowiek człowiekowi
wilkiem ja wilkiem ty
nie idźmy jak w przepaść lemingi
nie smuć się trzeba to zanucić
cieszmy się dobrem co w nas
zakwitła miłość jak kwiaty
kochajmy dziś kochajmy swój kraj
nie musimy wyjeżdżać
nie bądź dziki wyluzuj
unieś się wysoko ponad szczyt
nie przepaść podnieś wzrok
szczyty zaszczyty przed nami
płynie woda w rzecze
krew wrze nabrzmiałe od śpiewu na szyi żyły
silny głos silna muzyka
znalazłem złoty róg
będzie mleko i miód
manny nie zabraknie
kochajmy dziś miłość wypełni zakamarki serc
nie smuć się trzeba to zanucić
cieszmy się dobrem co w nas
zakwitła miłość jak kwiaty
kochajmy dziś kochajmy swój kraj
nie musimy wyjeżdżać
nie bądź dziki wyluzuj
unieś się wysoko ponad szczyt
Yaro, 18 maja 2015
sie ma nic się nie dzieje bez przyczyny
kreci mnie ziemia szczery uśmiech nieba
słońce wisi wzdycha patrzy karmi spojrzenia
zimne piwo rosa spływa ciemne szkło
nad brzegiem rzeki czekam na słowa
boli głowa zawsze nazajutrz
uciekam myślami przy tobie śnić
zbudzić się zmartwychwstać
zarzucam sieci na dłonie
wyłowię z otchłani nas dwoje
ciemnieje jaśnieje gdzie homonta zakładają
każą orać do sześc siedem pozbieram gwoździe
by wieko zabić dobrze
nie wybaczam złodziejom
unikam taniego wina
przyzwyczajenie każe czekać
zatapiam smutki w kołysce wspomnień
życie jak promień cieszy serducho
myśli jak fale doskonale nad rzeka przy tobie jak echo
ściskam ziemskie szczęście
tyle przed nami dni nie traćmy ich
nie gubmy sekund cenny czas
naiwne pytania bez masła śniadanie
kakao smakuje jak kiedyś
szczenięce lato osiem dwa
przy stole milo ciekawie
nad krawędzią świat
jeden krok nie przepadł niejeden spadł
wysoko mierzył nie przeżył
kilka stopni schodów nie przeskoczysz
zmora jak śmierć czyha na ludzika
ucieknę zniknę na parę dni
nie liczę na jakoś to będzie
Yaro, 14 maja 2015
upierzony
przeglądam gazet pierwsze strony
na zdjęciu facet nieogolony
to nie ja pytam żony jakiś niepodobny
woda sodowa uderza czasem do głowy
skręt na wardze nie świadczy dobrze
wyluzowany
zanurzam się w pierwszej stronie lektury
oblepione słupy
z czytaniem zejdzie mi z pół godziny
jestem jak gwiazda wygasła
na skraju kosmosu rodzą się ludzie
tak niepodobni zwariowani cudni
cudakom łatwiej śmiać się z siebie
odnajdę siebie w gęstej masie
przyroda jedna się ze mną jestem jej częścią
Yaro, 14 maja 2015
odchodzisz z końcem dnia
jutro nie dla nas
skupiony myślami czeszę włosy
ust róż dotyka moich ust
zgubiony istnienia sens
być razem piękna rzecz
życie nie rozpieszcza
pędzę do ciebie polną drogą
jutra nie będzie bo wczoraj było
Yaro, 14 maja 2015
deszcz moczy policzki ciężka łza
krople rosy wiszą
na konwalii białych dzbanuszkach
wiatr we włosach
w gnieździe ptak wije supły gniazda
na skroni zabielała oznaka starzenia
pędzi nieujarzmiony czas
nabieram lat kilka dat
w dłoni twoja ciepła dłoń
chwile w pamięci utrwalam
smutne spojrzenia
jakby było czegoś brak
czegoś brak niezrozumiały sens
wszystko układ jak pasjansa po długim dniu
napełniony jestestwem
niebo wciąga głodne oczy ich blask
myśli jak fale czasem sztorm
Yaro, 11 maja 2015
wokół ciasno
ani chwili na spokój
czas zapiernicza
drzemka szybka pęka sen
już nie mogę wymiękam
co się dzieje im starszy
tym więcej roboty
przecież niczego nie brakuje
liczę na siebie
coś się śmieje szarpie
wyrywa wydziera wnika wkręca
na zakrętach nie wyhamuję
odejść nie ma dokąd w kąty zagląda system popsuty
napędzany psychotropami usycham znikam
wypalony skręt nie działa na wieki
komórki szare zjadają się wzajem
burza hormonów burza nad stawem
wyczesane myśli suną krajem wyobraźni chorej ze strachu
nad przepaścią nad padołem nad człowiekiem
wokół ciasno
ani chwili na spokój
Yaro, 6 maja 2015
znikły znaki wokół półmrok
zaciśnięte usta woda sączy potoki
nie odpowiesz nie zanucisz
oddechem poranka zbudzony
konam w lęku
umieram z każdym spojrzeniem
nie wytrzymam
nie dam rady stary
przeszła szansa
zmarnowany czas wymiata dni
idę wąskim korytarzem usycham
Yaro, 29 kwietnia 2015
nie uciekać nie ma dokąd
płyną dni jak myśli z nadzieją
na niebie bosko czysty Eden
szczęście i strach przenika
z miłości i lęku aż boli
sercem uciekam gdzieś daleko
ocean w głowie pogubiłem słowa
sztorm nawałnic ściska za gardło
podłość nie zna granic
idę spocony przez dzień
ludzie jacyś inni to widzę
nie patrzą prosto w oczy
życzą na źle kuszą
wymieniają nieszczere słowa
na wiadomości by zniszczyć mnie
nie poddam się nie ulegnę
podaj dłoń
poprowadzę cię po zieleni zapachu łąki
uskrzydleni uciekniemy w stronę gwiazd
Yaro, 28 kwietnia 2015
nie obchodzi mnie nic
wpatrzona w niebo
skrzydlata miłość biały puch
na szczycie góry prostuje ramiona
ona wtulona okryta płaszczem
kocham jej włosy
w powietrzu zapach siana
pachnie latem rumiankiem z rana
razem idziemy zakochani w korowodzie
bez obietnic i tajemnic przed światem
myśli spokojne łagodne spojrzenia
na uśmiech wymienne jak butelki
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.