Yaro, 9 grudnia 2014
da się wyczuć zapach nieba
gdy jesteś blisko
błękitem w oczach
dym nad miastem dusi jak zmartwienia
depresja nie wybieram
uciekam myślami w przestrzeń
wzbijam się ponad głowy
chowam się pod kocem
zimne słowa mrożą sumienia
idę skulony
bezsilny beznadziejny dzień kończy bieg
na peronie ja obok ty
mówimy tym samym językiem
gdyby nie ty odszedłbym jak najdalej
mam dość tego miasta tej wioski
zwijamy zabawki by nie zbłądzić wśród pajęczyn
haczyki na każdym kroku za rogiem stoję
nie wychylam sie po co nie ma sensu
Yaro, 9 grudnia 2014
nie wiem
nie umiem wyrazić siebie
zbyt mało słów ubogi język
w parku co za szczęście widzę ciebie
szukam w wyobraźni myśli złotej
biegnę do pracy na niby starcza mi
wolnym ptakiem bywam wyjadam słoninę i ziarna
dziobię kąsam czasem jak wąż jadowity
muzykiem nie jestem
gdy pisze przeszywają dreszcze
klawiatura instrumentem
pocieszam wytłumaczę
przeszkadzam żonie gdy serial męczy
leżę na tapczanie jak burek
odłogiem skupiam myśli do kupy
czasem nie wiem tak po prostu
zamknięty jak słoik ogórków kisnę w czasie
Yaro, 7 grudnia 2014
po lesie z Panem Bogiem
ścieżką idę na piechotę
żółte liście zdradzają uśmiech tęczą barwną
babie lato oplata nam skronie
ptaki wysoko
śpiewają pieśń
tą samą
radosną spokojną
dusza podąża z boku spokojem ukojona
wiatr dotyka mych ramion
kąsa krótkie włosy
jest tak dobrze jak w cichą noc
żyć się chce
blask iskry szept
napijemy się wody ze źródła
bije tu od lat
nikt nie pamięta że Bóg mieszka pośród nas
nikt nie kocha bliźniego tak jak spłoszony ptak
idą dni a ja z Nim idę w szeroki świat
nad rozlewiskiem nad łąkami płynę
bratam się ze spokojem w czasach wojen
Yaro, 6 grudnia 2014
po deszczu w zieleni łąki
otoczona kropelkami tęczy
promienie słońca jak aureola
głowa jej płonie
rozszczepione emocje
dotykają serc ludzi wrażliwych w miłości
uduchowiony spokojny jak sen
nastrojony niczym strun moc gitary
odporny na stres zjawiska
obserwuję ze szczytu myśli
przeszywają niebo
dreszcze na skórze
jak krople rosy chce się żyć
w czystości uniesiony odpływam
w głębię jak namiętność
Yaro, 6 grudnia 2014
przez otwarte okno wszedł
jak wiatr musnął delikatnie ust
wplótł we włosy wspólne dni
pozamykał drzwi
klucz do serca studni wpadł
zapomniał gdzie pierwszy raz spotkał mnie
kochał całą noc
świtem z dziadkiem mrozem ulotnił sen
czekam okrągły rok by szóstego odwiedził sny
dotyk aksamitny na mej skórze miesza się z dreszczem szczęścia
już nigdy nie znikaj poczekaj
ostygną emocje
będziemy degustować czerwone wino
w głowie kręci karuzela z uczuciem dziś mnie kochasz
nie wypuszczę cię tak łatwo napisze dla ciebie kilka słów
grasz pierwsze miejsce w mej piosence
poczuć chcę moc ukrytą w twych ramionach
wór czerwienią prezentów
nie chowaj podaruj serce na dłoni będę zadowolona
nie odchodź bez ciebie skonam
ciało tobie dam
świątynią dla mnie staniesz się
Yaro, 4 grudnia 2014
raz na wozie a raz nie
kocham sercem póki jest dzwonem
spijam rosę z twych powiek
skraplam się na twój widok
raz jestem sobą a raz soplem
zwisam z dachu
idą chwile zbyt szybko
kamufluję słowa ukrywam kilka
wypowiadam te najlepsze miło nam było
rozchylasz usta kocham cię i jest mi mało
miło się zrobiło
zatrzymam dla nas czas
jeszcze pofigluję wczesnym ranem wyparuję
Yaro, 3 grudnia 2014
rankiem
ostatnim kliknięciem powiek
odchodził sen
zacierała się postać z obrazem nocy
dzień niespokojny zaglądał do okien
przerwałem marzenia o niej
czas szeptał spokojnie
idąc w ciąż do przodu
w kilka stron jednocześnie
chciał przerwać przestrzeń
niebo zsunęło kurtyny
dotykało palcem horyzontu
ciężkie od piękna widnokręgu
słońce świeciło
zaprzyjaźniło się z dniem
porwałem w cię tańcem
w objęciach życia
na parkiecie kilka miłych chwil
Yaro, 3 grudnia 2014
kim jestem w oczach Boga
nie patrzę w niebo nie wołam
nie słyszy głosu cichej modlitwy
obym się mylił
w dłoniach Jego proch
zmieszany z grzechem
rozsypie po oceanach
dla wiecznego zatracenia
wymaże z pamięci ludzi złych
na wieczne płomienie
wieczne cierpienia
mój duch skulony
cicho prosi o przebaczenie
łka w ciemnej otchłani ciała
Panie czekam na znak
za horyzontem ból niewinny płacz
dzieci bożych żółtych czarnych białych
jestem twoim żołnierzem
rozkaz brzmi jak świętość
wypełnię go z poświęceniem życia
umrę w Twoim imieniu
by ktoś mógł cieszyć się życiem
aniołowie wskażcie drogę
zbłądziłem
fałszywa droga do nieba
błądzę po zielonych łąkach
na kolanach wspinam się na szczyt
wyciągam dłoń pocieszam słowem
czekam na swoja kolej
powiedz kim jestem w Twoich oczach
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.