Arsis, 6 lutego 2022
Przestrzeń skręca się w spiralę, zasnuwa się mgłą nieprzeniknionej tajemnicy…
Następuje kontakt pomiędzy mną a nieskazitelnym statkiem-matką,
zaczajonym gdzieś w czeluściach wszechświata…
Maria…
… Maria…
Tak wołał mój kompletnie pijany ojciec
chwytając mnie za nogawkę spodni,
kiedy leżał
w słonecznej smudze słońca
― na podłodze zrujnowanego domu…
… na szarym stepie,
w którymś ―
gorącym dniu lata…
Maria…
… Maria…
A może
― Sylwia?
Dźwięczy mi w uszach furkot przelatujących za oknem ptaków,
ginących na horyzoncie
w skłębionych obłokach przeszłych epok…
Płoną od śmiertelnej gorączki
neurony w moim mózgu
― zatopione w piskliwym szumie…
W zaparowanym lustrze przesuwa się ciemna plama czyjejś twarzy…
Twojej?
Mojej?
… niczyjej…
Być może cię kocham,
kimkolwiek jesteś,
istoto zrodzona z cienia…
… być może ― cię kocham…
(Włodzimierz Zastawniak, 2022-02-06)
***
https://www.youtube.com/watch?v=OgIaiysO_rQ
Arsis, 30 stycznia 2022
Wiem, że tam jesteś, zagłębiona w niszy czasu, w otchłani cienia…
Porywają mnie wichry spopielonych wspomnień,
wskrzeszone nagłym tchnieniem nocy…
Gdzieś tam, w odmętach okrutnej pustki,
w zwiotczałych zimnem sinych obłokach,
w kalejdoskopie czarno-białych widm paradujących nieustannie przed moim mętnym wzrokiem…
… w drżących płomieniach świec
bezkres mroku…
Potykam się ―
o martwe
― przedmioty…
… splątane do granicy bólu, poszarpane bezlitosnym wiatrem…
Skupiam swoją uwagę, próbując dostrzec
jakikolwiek ruch w przestrzeni…
Otacza mnie trzeszczący szum
radiowych głośników…
… niezrozumiałe szepty, głosy,
transmisje obcych z odległych planet…
Brunatne zacieki
na ścianach ―
układają się
― w tajemnicze symbole…
Topniejący śnieg
na ulicach
Sankt-Petersburga,
Leningradu, Piotrogrodu…
Mieniące się krople skapujące ze zwisających sopli, z rynien, gzymsów…
Jaskrawe
słońce,
błękitne niebo…
… terkoczące na kocich łbach karety…
Cyrkuł, ekskluzywny hotel, most…
Mieszkanie Soni Marmieładow…
A może oddział chorych na raka,
w którym dogorywał Oleg Kostogłotow?
Wyszedł na wolność,
rozpływając się w szarym stepie na wieczne osiedlenie…
… ktoś, chce mi coś przekazać, co?
Trzeszcząca gramofonowa płyta…
Głęboki fotel,
lustro stojącego trema…
… bulgotanie splątanych
pod sufitem
żeliwnych rur…
Kurz zasłania
widok ,
jak kosmiczny pył
― wirujące galaktyki…
Jakieś widma,
twarze,
niewyraźne obrysy (kontynentów?)
… przemykający obojętnie duch mojej umarłej niedawno matki, a może ojca?
Jewgenijo…
… Jewgienijo…
… kochasz mnie, prawda?
Zapętlająca się otchłań…
Wybacz za mój
bełkotliwy ton, ale upiłem się,
ponieważ oddziela nas granica niemożliwego…
Prześladuje
mnie ―
― twoje imię…
W pokoju za ścianą
dokonało się
― zmartwychwstanie…
… czyjeś nieustanne szepty ― przeklinają okrutną śmierć…
(Włodzimierz Zastawniak, 2022-01-30)
***
https://www.youtube.com/watch?v=k9BNjNbUBOU
Arsis, 21 stycznia 2022
Nie widzę już niczego…
… jakaś mgła zasnuwa kontury przedmiotów…
Bezwład,
noc…
… nic…
Mrok potęguje się z każdą chwilą
i jakiś pęd nieustanny…
Dokąd?
Do wieczności…
… rozlewa się przede mną ―
milczący bezkres czasu
― i kres wszelkiego cierpienia…
Spójrz, mamo, na moją skostniałą twarz z oczami ślepca, które już nigdy nie odzyskają
blasku…
Gdzieś tam, w nieskończoności,
gdzie nic już nie ma żadnego znaczenia…
… gdzieś tam,
łączę się
we śnie ―
z twoim
― wieczystym snem…
(Włodzimierz Zastawniak, 2022-01-21)
***
https://www.youtube.com/watch?v=GajDw1NSFuw
Arsis, 18 stycznia 2022
Gwiazdy, mgławice, spirale galaktyk, zamieniające się miejscami słoneczne układy…
Nie mam pojęcia, kto nadał im aż taki pęd…
… doskwiera mi chłód
pustego
wszechświata…
Osiadają na mojej twarzy kryształki lodu,
kiedy wiruję okrywając się skostniałymi ramionami…
Chyba umarłem, ponieważ zatrzymały się skorodowane już mechanizmy zegarów…
Rozsypują się w pył
zębate koła,
pożółkłe cyferblaty, wskazówki…
Opuszczony pokój…
Noc…
… wybrzuszają się i kurczą popękane powłoki ścian…
Łaskoczą mnie języki
zwisających tapet
z płótnami pajęczyn
i resztką wypłowiałych wzorów…
… spadają znienacka z cichym plaśnięciem u mych stóp, wzniecając obłoki gryzącego kurzu…
Uchylone
drzwi,
zamknięte…
… otwarte okna…
Zatarty w połowie niewyraźny ślad…
Odcisk palca?
… wkłuwa się boleśnie
pod paznokieć
wystająca zadra…
Chrzęst potłuczonego szkła, gruz…
… nawarstwiony przez dziesięciolecia szary pył…
Spogląda na mnie obojętnie czyjaś twarz z wiszącego krzywo portretu w zniszczonych ramach…
Czyjeś poplamione,
naddarte zdjęcie
z rodzinnego albumu…
Pusta koperta
z odciśniętą,
ubłoconą podeszwą buta…
… prócz
tego
― nic…
(Włodzimierz Zastawniak, 2022-01-18)
***
https://www.youtube.com/watch?v=7SABcsrkEzE
Arsis, 14 stycznia 2022
Powiedz mi… ― nasłuchuję, lecz poza szumem nie słyszę nic…
Dzień ―
czy
― noc..
… posępny, mokry świt…
Siedzę w brudnej knajpie, gdzieś między 82 a 105 ulicą
Nowego Jorku…
… zresztą, jakie to ma znaczenie…
Wiatr wstrząsa szybami…
… pod sufitem kłębi się chmura papierosowego dymu, otulają się mrokiem niepamięci barowe ćmy…
Wszędzie jednakowe twarze z wpatrzonym przed siebie
mętnym wzrokiem…
… wszędzie wokół ―
blade widma
nieumarłych…
… snujące się duchy i cienie…
Rozkołysane sny…
Podnoszę do ust szklankę, zostawiając na drewnianym blacie wilgotny krąg alkoholu…
Która
to
kolejka?
… niestety, straciłem rachubę…
Szum przejeżdżających po mokrym asfalcie samochodów, fałszywe, drażniące dźwięki klaksonów…
Żółte taksówki,
policyjne
radiowozy,
strażackie wozy…
… znowu ktoś kogoś zabił,
zbezcześcił
zwłoki…
… zgwałcił, spalił…
Albo dokonano kolejnego napadu na bank, włamania z pobiciem…
… który to już raz?
Nie ma to ―
żadnego
― znaczenia…
… czarna nić przędzie się bezpowrotnie…
Ona przede
mną
― i wszędzie…
Napastują mnie pokłady przeszłego czasu nieustannym w uszach szumiącym gwizdem…
Lata 50., 60. XX wieku…
… stare w mrocznym kącie gazety, książki, pożółkłe stronice czasopism…
Jewgienijo…
… Jewgienijo…
Wypada mi z odrętwiałej dłoni
szklanka,
roztrzaskując się na podłodze
― z chrzęstem tłuczonego szkła...
Nikt nie zwraca uwagi na ten mini-kataklizm wszechświata…
Barman wciąż poleruje kieliszki, oglądające je pod obskurne, żółtawe światło kinkietów…
W lustrze naprzeciw
― moja zniszczona twarz…
Uwiązane do
krzeseł ―
barowe ćmy
― machają bezradnie skrzydłami…
Ktoś się wciąż z czegoś zwierza… ― roni łzy…
Wiesz…
… na wilgotnym, lepkim blacie baru piszę palcem po tysiąckroć twoje imię, jedynie twoje… ― twoje…
(Włodzimierz Zastawniak, 2022-01-14)
***
https://www.youtube.com/watch?v=D6FLLH8wNfo
Arsis, 11 stycznia 2022
Powiedz mi, powiedz mi, proszę…
… słyszę jedynie skamieniały głos wymawiany ustami wykutymi w marmurze…
Wycieram kurz
z twojego
martwego oblicza…
… noc sponiewiera duszę…
Słyszę kroki,
nieustanne
stukoty obcasów…
… rozglądam się, lecz nie dostrzegam niczego,
poza martwotą bladych, zakurzonych ścian…
Płótna pajęczyn
omiatają
moją twarz…
… muskają, łechcą…
… zalecają się, pieszczą…
Całuję pęknięcia tynku,
jakbym całował
twoje spragnione
― wysuszone śmiertelną gorączką usta…
Obejmuję,
przytulam…
― nic, tylko śmiertelny chłód…
… beznadziejny bezruch ― nie mający w sobie niczego z życia…
Chwieję się,
zataczam kręgi…
… obijam się o wszystko i o nic…
W pokoju obok ― cmentarna cisza…
… chrzęst butelek po alkoholu roznosi się, kiedy stawiam chwiejne kroki…
Chrzęst butelek..
… chciałem dokądś pójść…
Pójdziesz
ze mną?
Wiem, że nie…
… zapomniałem…
(Włodzimierz Zastawniak, 2022-01-11)
***
https://www.youtube.com/watch?v=yfJ3BGQrwPQ
Arsis, 9 stycznia 2022
Przechodzę przez ściany z kamienia, wyczuwając drżenia mikroskopijnych cząstek
w dziwnej
zawiesinie czasu…
… przed moimi oczami przesuwają się tasiemcowe matematyczne wzory
opisujące ruchy Browna, fluktuacje kwiatowych pyłków…
Coś jest wciąż w nieustannym migocie,
zjawia się w dwóch miejscach jednocześnie, bądź wcale…
… będąc po drugiej stronie lustra,
przenikam powłoki
z antymaterii…
… odwrócone odbicia…
Skrzypnięcia drewnianej podłogi, uginająca się pod czyimiś krokami klepka…
… pomimo upływu lat,
nikły zapach
woskowej pasty
― unosi się nadal w suchym powietrzu…
…
Zamykam
oczy…
… otwieram…
…
Długi korytarz z luminescencją okien z zamkniętymi na całą wieczność drzwiami po drugiej stronie…
Potykam się o słoneczne prostokąty, które falują w gorącym oddechu lata…
Nieskończony dzień, zieleń szumiących topól…
… plączą mi się
epoki
i lata…
… okresy…
Ktoś chciał mi coś powiedzieć,
lecz ―
nie
zdążył…
Jakie
to
― imię?
… sen zmorzył moje ciało, przytłoczył ciężarem rozgorączkowany umysł…
Wybudzam się
stopniowo,
przybywając
z przeszłości…
… umarłem
na jawie?
… we śnie?
Jakieś niejasne kontury przedmiotów,
snujące się widma
o nieustalonych rysach twarzy…
… jest… ― za chwilę tego nie ma…
Chciałem o coś zapytać przechodnia,
rozmijając się z nim niespodziewanie na chodniku…
… nie skończyłem, ponieważ zapomniałem nazwy ulicy, na której się znalazłem
i powodu przybycia…
Nie dowiedziałem się
niczego,
a jeśli nawet,
to rozwiało się we mgle…
… w oceanie nieświadomości…
Coś ważnego…
Nie,
― nic…
… w ogóle wszystko tu cierpi na atrofię pamięci…
Rozpada się, zanim powstało…
…
… a więc, znowu idę, oglądając zakurzone witryny zamkniętych sklepów…
Doskwierają mi:
zimny wiatr,
kręcący się śnieg…
… wspomnienia o umarłej niedawno matce…
Mijam długi
ceglany mur,
barłogi
pijanych…
… starą handlową halę…
…
Znowu lato,
pachnący jaśminem
― duszny czerwcowy wieczór…
Wychodzi mi naprzeciw znajoma postać…
… uśmiecha się… ― rozkłada na powitanie stęsknione ramiona…
(Włodzimierz Zastawniak, 2022-01-09)
***
https://www.youtube.com/watch?v=r9HDLFJIsfc
Arsis, 2 stycznia 2022
Wsłuchuję się w ciche oddechy ścian, w odgłosy przeszłych epok…
Przywieram rozwartymi dłońmi do chłodnego tynku,
całując drobne pęknięcia, grudki cementu…
… sponiewiera mnie swoim milczeniem noc… ―
melancholia opuszczonego miejsca…
Oplatają mnie senne krajobrazy,
widziadła o nieustalonych rysach twarzy…
Wdycham zapach palących się świec,
których blask unicestwiają mżące piksele samotności…
Gdzieś tu i tam
pozostał
nikły ślad,
jakaś niestarta plama...
… rysa, odpryśnięty lakier, wkłuwająca się boleśnie pod paznokieć wystająca zadra, …
Czasem trzask rozsychającego się drewna ― oznajmia, jakby czyjąś obecność…
Czyją?
Śledzę snujący się cień wśród rzędu zakurzonych książek, starych czasopism, gazet…
… ktoś najwyraźniej czegoś szuka,
a co zapomniał za życia…
Zwiedzam bezkres milczenia
z kapiącymi na moje palce
kroplami rozgrzanej stearyny…
Pod sufitem,
w kącie
― plątanina rur…
… umywalka z rdzawym nalotem,
ciężka żeliwna wanna
na krzywych, krótkich nogach…
Kołyszące się wizje w blasku dopalającej się świecy, migotliwe omamy…
Stąpam po zimnej terakocie,
niby po ciele mojej umarłej matki…
… gdzieś w oddali ―
roznosi się
chrzęst
mechanizmu…
… zaraz potem ― gong stojącego zegara…
GONG… ―
i znowu
― GONG…
… po chwili ― dopada mnie
rozsadzająca półmrok
― szumiąca w uszach piskliwa cisza…
… za kolebiącym się o futryny otwartym oknem ― jedynie wiatr, bezbrzeżna noc…
(Włodzimierz Zastawniak, 2022-01-02)
***
https://www.youtube.com/watch?v=js5Kajnf5N4
Arsis, 31 grudnia 2021
Moje serce, tak, to moje serce… ― wybijany jednostajny rytm…
Ulica lśni po niedawnym deszczu…
Pełgają w niej
żółtawe blaski latarń…
Przesiąkają od nadmiaru wilgoci
moje buty,
wytarty płaszcz…
… noc iskrzy się miliardami niedosiężnych świateł,
napełnia luminescencją nagie gałęzie drzew…
Czas zatacza olbrzymi krąg…
… gdzie ja jestem, gdzie?
Leżę twarzą do podłogi,
wdychając zapach dębowych klepek, nikłą woń woskowej pasty…
Otaczają mnie fotele, pufy, kanapa, stół, i inne czworonogi ,
które utraciły już dawno swoje piękno, przestępując niecierpliwie z nogi na nogę…
… wybijają jednostajny rytm,
patrząc z wyrzutem
martwych przedmiotów…
Zakurzone pożółkłe zdjęcia,
portrety…
… zacinająca się gramofonowa płyta…
Za oknem noc…
Odbita w lustrze czyjaś zniszczona twarz, czyja?
… kurz i pajęczyny, jesienny chłód, czyjś niespokojny oddech…
(Włodzimierz Zastawniak, 2021-12-31)
***
https://www.youtube.com/watch?v=7_iFXjMhyPA&t=114s
Arsis, 29 grudnia 2021
Powiedz mi, powiedz, zjawo, tajemnico… Wchłania mnie półmrok pustego pokoju, głęboki fotel…
Ogromna twarz księżyca wypełnia szczelnie witraże okna…
… szepty, ciągłe szepty w mojej głowie, ktoś wciąż do mnie mówi poruszając sinymi wargami…
Na podłodze ― srebrna powłoka, akceleracja cząstek…
Ktoś, wciąż mówi, namawia, ostrzega…
Testy nuklearne…
Nowotwory,
malformacje…
Humphrey Bogart, John Wayne, Gary Cooper, Pedro Armendáriz, Agnes Moorehead, Dick Powell,
Susan Hayward…
… migracje zrakowaciałych komórek…
Szarozielone stepy, szare pustynie,
pożółkłe plakaty, czasopisma, gazety…
Lata 50., 60. XX wieku…
Rozbryźnięty mózg Kennedy’ego na oparciu samochodowej tapicerki…
… noc miażdży moje skronie,
pulsujący ból przenika ciało…
W radiowym głośniku głosy, wciąż głosy…
Kurz i pajęczyny,
falujące zasłony...
… szepty przeszywające czaszkę…
Głos umarłej niedawno mojej matki, a może umarłego ojca, który się czegoś dopomina, a zapomniał za życia…
Westchnienia,
płacze,
lamenty…
… zakurzone archiwum…
Fioletowe stemple: ściśle tajne, niejawne…
… układające się w pajęcze wzory zacieki na ścianach, suficie…
Na balkonie:
Martin
Luter King…
Napromieniowane Las Vegas…
… tajemnica
Przełęczy
Diatłowa
― historia bez końca…
W lustrze
stojącego trema
― widma umarłych…
… w lustrze ― moja ― umarła twarz…
(Włodzimierz Zastawniak, 2021-12-29)
***
https://www.youtube.com/watch?v=qvf48kKEDKQ
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.