Yaro, 15 stycznia 2015
ulice zarażone szyderczym śmiechem
na skrzyżowaniach strach oplata dłonie
w domach przemoc zgaszone światła
w duszy głos co boli jeden cichy krzyk
lęk skrytych wspomnień pod poduszką
uciekam jak najdalej w świat pełen od zła
nie ma miejsca by ukryć marzenia
niespełniony umyka czas
co raz gorzej się dzieje dookoła
w moich ramionach znajdziesz ukojenie
pachnie polska sosna zimą
w miastach zapach betonu podsyca nienawiść
łąki pokryte rosą ptaki budzą nas ze snu
posprzątam chwile w głowie
poukładam wytłumaczę parę spraw
ulice zarażone szyderczym śmiechem
na skrzyżowaniach strach oplata dłonie
w domach przemoc zgaszone światła
w duszy głos co boli jeden cichy krzyk
lęk skrytych wspomnień pod poduszką
Yaro, 13 stycznia 2015
księżyc na niebie
swobodnie wokół lampy krąży ćma
jakby zerwać chciała twoje szaty
wedrzeć się do bram serca nie pukać
by serce również dla niej biło
ogień dotyka moich zimnych dłoni
pobiec z tobą tam gdzie horyzont
nie kończy się zaczyna nowy dzień
historię swoją nawijać na uszy
drżeniem warg wyrazić siebie
unieść skrzydła gdzieś na szczyt
ukryty wśród białych chmur
nadciąga świt fajnie mi się śniło
znam ten znak na właściwą drogę
mroczny stres ma siłę
zgubiłem motywację opadają ręce
czuję się jak suchy liść który podrywa wiatr
on już nie cierpi okopcona ćma
życie mieszka tu od lat
zwariowane dzieciaki to my
oszalały świat naprzód gna
gdzie spieszno mu
Yaro, 13 stycznia 2015
pod powiekami sen usypia
noc kroczy całą noc
świtem niepełny dzień budzi nasze dłonie
przywitaj się nie wiesz co po drodze
ktoś czeka ktoś się żegna
poskładanych w głowie myśli kilka
na strunach minut pogrywam
przypominam sobie słowa piosenki
oplatam wokół palca sprawy nieważne
odpływam we mgle wzruszeń
spoglądam przez okno jak świat się zmienia
słońce w rękawiczkach opatulone zimno na dworze
los jak zagadka gdy ją rozwikłasz
zawsze wtedy trzeba odejść
nie po drodze idzie staruszek czas
zabiera co swoje oddaj choć trochę życia
niech zaiskrzy w nas powstrzymaj chwilę niech płonie
Yaro, 12 stycznia 2015
no wtedy
gdy zabłysną wszystkie światła miasta
mrokiem cieniem
opadnę na mieliznę przy rafie koralowej
albo w innym porcie
gdzie tawerny mnie ugoszczą
księża
i inne sekty głoszą o końcu od dwa tysiące dwunastego roku
i nic ciągle nic
szary miał być popiół blade dni świeży świt
ciągnie mnie los na wskroś
na przełaj odchodzą myśli
wspomnienia czas już zgasł jak po flaszce pierwszy gość
napełniony wiadomościami odchodzę w krainę gdzie mówię stop
Yaro, 12 stycznia 2015
chodź do mnie brzegiem plaży
kręcą się lęki i fobie przysypane piaskiem
wyobraziłem sobie twoją postać
wśród fal jak syrenę morską
słowa zabiera wiatr
lekka bryza moczy twarz
kutry na nich strach odpływa w dal
pocałunków twoich mi brak
czuję że na ziemi jestem sam
wokół gołe spojrzenia
oślepiająca zazdrość dręczy
tyle wspomnień zabrał czas
nieuchwytna wstrzemięźliwa
jak stara lina nad przepaścią
po której dane mi przejść
na druga stronę mroku samotność dusi mnie
Yaro, 11 stycznia 2015
gdyby nie ciążenie frunął bym do ciebie
nad łąkami stawem porośniętym trzcinami
brzegiem strumienia żółtym od kaczeńcy
miejsca na skrzydła mam doskonałe
silne ramiona jak Ikar nie upadnę
swobodnie spadam do ciebie sen wielki mnie niesie
otwórz okno ciepła noc
daj się porwać dokładnie tam
zapraszam cię na szampana i kolację przy jednej świecy
sen trwa nieprzerwanie
jestem u ciebie śpisz spokojnie chyba cię
nie porwę na tańce
zbudził mnie trzepot skrzydeł komara
dzień już mnie wygania w głowie smak twoich ust
nici z latania
Yaro, 11 stycznia 2015
jak nóż do konserwy
czuć się potrzebnym
widelec w oku po co komu
cisza krzyk rozpaczy
kto miłości nie doświadczy
okryty ciemnym płaszczem świat płacze
oczy ujrzały jarzmo na krawędzi dnia
sny po głowie krążą jak ćmy
światło lampy gaśnie
wraz z nim rozkwita chwast zła
wielkie jęzory ognia padł rozkaz
pierwsze ofiary pierwsza krew
nie tamuj wylewa się gniew
przez pryzmat zła postrzegany świat
świtu nie będzie ciemno wszędzie
w duszy nadzieja cichy wiatr
na przyszłe dni niełatwo żyć
potrzebny brnę w rzekę krwi
w dłoni miecz lśniący
Yaro, 11 stycznia 2015
brakuje sił
słabnie pióro
leżę na łopatkach pokryty woskiem
podcięte skrzydła Ikara
spadam w otchłań języków
sława kosztem nieszczęścia
pomysł dobry wykonanie
bez happy endu w zapomnieniu
do końca dni połyka prozak
Yaro, 10 stycznia 2015
polną drogą biegnie wiatr
śpiew skowronków wita go
polne maki kolorowo jak we śnie
u sąsiada sam chwast szczepiony
wietrze wiej przez cały dzień
bo gorąco
bo pszenicy nie będę kosił
pot na czole na dole na padole
powiał w pole stworzenie boże
porwał Kasię w tany
tańcowali cały dzień
wieczór wygoniła do domu
koń napasł się
krowa ryczy niedojona
Kasieńka wzięła robotę we własne ręce
mam mało czasu pofiglujemy do rana
świtem znów w pole
zaorać pod kartofle
polną drogą biegnie wiatr
głaszcze łąki głaszcze łany
po plecach poklepuje
koń stary rwie się do roboty
Yaro, 9 stycznia 2015
są dni kilka dat
coś natchnęło zrobić pierwszy krok
zawitało cicho przeznaczenia
zapytałem jak na imię masz
tak było
stało się złączył los
przez życie jak przez rzeki nurt
idziemy w parze bez zbędnych słów
kłody kładzie inny ktoś
szarga dobre imię naszych dni
przez życie przez lasu pajęczynę
droga ubita twarda jak skała
nasze dobre serca wciąż biją jak dzwony
życie płynie aby zdrowiej
Regulamin | Polityka prywatności
Copyright © 2010 truml.com, korzystanie z serwisu oznacza akceptację regulaminu.