Yaro, 5 november 2014
mówią o mnie żyleta
ciągnę wagoniki wpadam we wnyki
gdzie powiedz szukać szczęścia
czuję się po pracy smród niewolnika
żadnego ze mnie pracownika
wybieram ulice by wolnym być
zmieniam miejsca jak myśli
niegrzeczne propozycje wciągaj nosem
kochanie nie szukaj śladów
idę brukiem wyrywam chwasta
kocham zapachem wolności
unosi w przestrzeni nic dodać nic zmienić
życiem żołnierza jest walka
tak zapamiętałem świat wielki
ciężkie buty glany na ramieniu karabin nie lekki
sen krótki byle jaki dobry i taki
szukam szczęścia droga kręta
nie mów do mnie wierszem
wszystko przeliczam
dodaję ciebie do swego życia jak tasiemiec nieuzbrojonego
twarde fundamenty opoka kamień
amen
Yaro, 4 november 2014
ciężkie niebo nad nami
błyszczy błyskawicami
głęboki oddech
długie ciemne noce
długie nogi lubię gdy wysoko
sylwetka osy
ciało do ciała
z przodu jak należy
wszystko na miejscu
z tyłu liceum przód idzie pozmieniać
wśród gwiazd jesteś nią
jak patrzę widzę że inni się patrzą
zazdrość przez palce
na językach cedzą słowa
żal ściska serca kołaczą
w środku boli
czas odmienia los
szczęście że mam coś
czego nikt nie odbierze po prostu tak
rozdzieli cienka nić przejścia
pomiędzy tym a tam tym dniem
noc błyszczy światłem gwiazd
srebrzy księżyc obwisły jak krawat
Yaro, 4 november 2014
kuszą jak zdrajcy
wmawiają obietnice
spoty reklamy
pełne słów urny
myślisz że zmienią coś w kraju
idą całymi rodzinami uśmiech nie gaśnie
nikt nie pamięta stron zapomnianych przez czas
odwiedzanych jedynie przez bociany
bieda w kącie piszczy
ludzie brodzą w nędzy
praca za grosze
nie wyżywi dwoje
jak sobie nie radzisz odbiorą co twoje
Yaro, 4 november 2014
napoczynam dzień suchą kromką chleba
co myślą ateiści których problem nierozwiązany
co myśli zło gdy opęta życie odbierze
jak ofiara całopalna snuje dymem do nieba
słońce grzeje tak przez chwilę
nie chwal dnia przed zachodem
reakcja łańcuchowa wiąże na wieki reakcje
akcja akupunktura jak akumulatory naładowany
ładuję słowa na papier grafitowym ołówkiem
lampka nie gaśnie okładam brzozę pięścią jak ścianę
zatańczę na ostrzu nad przepaścią
na krawędzi gdzie nie widać dna
oczy wytrzeszczone w srebro księżyca
światło razi jasno omija zło
marudzą starzy złotem słów obwieszeni
w głowie teorie zbrodni jak cele wypatruj w cieniu
zaśnij śnie nie budź nocy świcie o świcie
Yaro, 3 november 2014
nadzy stają obok siebie
ona zboczona on nie wie
ma nadzieję na dużą kasę
za ten numer mu wypłacą
nawet jej nie pocałował
ona mu spodnie odpięła ssała długo
przewracał gałami
potem wszedł głęboko
zmęczony niezadowolony
wracał ciemnymi drogami
bity z myślami jak można
zejść tak nisko
całować nierządnice w cycki
Yaro, 3 november 2014
zaparzona w filiżance białej
na stole pióro nasze wspólne zdjęcie
na podłodze kurz posprzątam
teraz za wcześnie na smutki
esencja słomkowa
pachnie chińskimi polami
zielona od słońca
myśli z każdym łykiem spokojniejsze
samotność dopada każdego
wywrócony na lewa stronę niegdyś
żal straconych lat nigdy więcej
czas nie ma czasu dla nikogo
na stole papieros herbata stygnie
wiersz ciężki jak kamień u szyi
na dworze świat moknie
płacze razem z nim okna mokre
z każdym łykiem brakuje mi ciebie
kilka wspomnień i ten brak snu
śniłem dobrze gasząc pragnienie
Yaro, 3 november 2014
ważne są
zamienione na sekundy
zapadają w pamięci jak amen
wybieram te najlepsze
wiara jest wspomnieniem
serce jak róża patrzy w oczy
przez dzień do słońca
Yaro, 3 november 2014
znikąd donikąd
z mieczem nad przepaścią
na szczycie w szatach białych klęczy
modlitwy krzyk nie męczy
idą dni sąd ostateczny napoczęty
człowiek jest niebezpieczny
nie odbezpieczony nabity przeklęty
świat odwieczny nie ma początku
koniec zły ogień męczący świat reklam
dręczy bliźni bliźniego
kosa pod żebro słowo na murze
gra o wszystko oparta o pieniądze
muzyka wybawieniem cień na niebie
zły omen zbliża się jak złodziej
cicho potajemnie odkryte karty
nie ma zmiłuj wyciągam nóż
idę spać niespokojny nie ma nocy
tylko popiół i słów kilka
Yaro, 2 november 2014
gdy człowiek umiera umiera jego gwiazda
na niebie ponuro wiatr szeleści gałązkami
drzewa smutne ponure krajobrazy
w sercu smutek ze łzami w oczach
na horyzoncie postać dokąd poszła
czekaj na nas pod garbem ziemi
sami życia na barkach nie uniesiemy
rodzimy sie nie bez powodu
tkwi kilka przyczyn przysięgam bogu
wolno kręgi swe życie zatacza
na linie nad przepaścią tkwi rozpacz
żal płaszczem roztacza chłonie
ostatni oddech na lusterku
zimne dłonie policzki blade sine paznokcie
dokąd ci spieszno chłopcze