Yaro, 14 november 2014
każdą łzę ważę na szalach
mierzę ile jest warta
w życiu pełnym barw
kolorowych szkiełek
nieoczekiwanych chwil
karmię się spojrzeniami
cichych ciepłych pasteli
cieszy
twoja obecność i głos
jak nucisz melodię która nie ma refrenu
łapię wiatr w dłonie chowam do kieszeni
kawałek chleba
wojna między kalką a papierem
z kałamarza wylewam atrament
na parapet wydłubuję nasiona
zwariowane dni w obecności szumów hałasu
w głowie głosy
zniekształcone myśli obrazy
schizofrenia teorie spiskowe
Yaro, 14 november 2014
dzień beznadziejny szary byle jaki
ciągnie chłodem przez otwarte drzwi do chaty
liście pokryte zgnilizną
ciemne jak obślizłe szmaty
pejzaż niekolorowy
czarno biały jak film w starym kinie
staw zaśmiecony pełen wody i worków pławnych
linia brzegowa równa linii bocznej karpia we święta
na stole herbata ostygnięta
idą herody dłoń wyciągnięta
w kieszeni pustka przeciąg
kolęda hej kolęda wczoraj
szaro nienormalnie
ubrany szary idę po ciebie
po domu chodzisz w getrach wszytko wyciśnięte
nam patrzeć na piękno kobiecego wyciśnięcia jak pestka w wiśni
pragnąłem tego pięknego bo dziś na szaro
pojedziemy z ta gitarą po strunach prosto do raju
dziś szaro
nie opowiadaj w telewizorze afrykańskie ciepełko
Yaro, 12 november 2014
odeszłaś bezgwiezdne niebo nade mną
księżycową nocą
pożegnałaś wspólne chwile
serce na pół złamane
skulone słabe pogrzebałem
zasypałem piachem
rozszczepione szczęścia
włóczą się po zimnym stromym kosmosie
marzenia
nad jeziora brzegiem mały dom
sam w swojej głowie
siedzę przy tafli wody puszczam kaczki
w dłoni czerwony krwisty kamień
już zapomniałem
idę stąd ale dokąd na dworze ziąb
kolejny papieros tłumi myśli
uspokaja koi drżenie rąk
a drżały jak kurwie cycki
okłamany
spopielała dusza jak żar
czas uleczy rany
ile trzeba dni ile lat
jak kochać to cały świat
zburzyłaś mur
budowałem cegła po cegle
kochałem miałem nadzieję
w kieszeni wiarę
umarłem na kilka lat
w oczach niewiadomy strach
kilka listów w skrzynce
w pustych kopertach słowa
już ich nie rozumiem
zapomniany okłamany
straciłem zaufanie
nadejdzie chwila mam wiarę
po latach spotkają się nasze dłonie
złączone spojrzenia nieoderwane
przyznasz rację
za późno na kontemplację
Yaro, 12 november 2014
życie
to nie ból
wytrwały ciągły narastający
to droga
do światła przez mgły przez noc
śmiały idź
kłopoty do rozwiązania
zrzuć
pożądanie
kochaj niekochane
w sercu miłość cię rozpieszcza
w głowie
kilka myśli rozmyślaj
pędź jak koń z sanną
dzwoneczki ciszę rozpraszają
biały śnieg jak dusza jasna
w środku czasem przygasa
moja gwiazd rozbłysła na całe niebo
idę przenikam za horyzont
wieje wiatr zgody suną obłoki leniwe
czasem zaniepokojony odwracam w tył głowę
zdziwiony
już idą po mnie aniołowie zmęczeni
zadowolony oddaję się w ich ręce
Yaro, 12 november 2014
gdyby nie ciążenie frunął bym do ciebie
nad łąkami stawem porośniętym trzcinami
brzegiem strumienia żółtym od kaczeńcy
miejsca na skrzydła mam doskonałe
silne ramiona jak Ikar nie upadnę
swobodnie spadam do ciebie sen wielki mnie niesie
otwórz okno ciepła noc
daj się porwać dokładnie tam
zapraszam cię na szampana i kolację przy jednej świecy
sen trwa nieprzerwanie
jestem u ciebie śpisz spokojnie chyba cię
nie porwę na tańce
zbudził mnie trzepot skrzydeł komara
dzień już mnie wygania w głowie smak twoich ust
nici z latania
Yaro, 12 november 2014
przybył jak wiatr halny nie zapukał
rozłożył skrzydła jak parasol
w moim domu ciasno jasno
miejsca dla dwóch wystarczy
prośby co noc wznosiłem
wysłuchał podał dłoń anielską
w parku ze mną się drażnił
sypał liśćmi wiatrem straszył
ławki przemalował w kolorze niebiańskim
siedział obok opowiadał kawały
cały dzień ze mną spędził był doskonały
minęły lęki fobie
depresja schowała się pod powieki
ze łzami spłynęła do rzeki
chmury na niebie na łące drzewo
anioł odfrunął pozostawił słowo
wróci na pewno gdy krzyk usłyszy
Yaro, 11 november 2014
ten dzień nie jest tym dniem
doskonałym
noc wcale nie jest ciemna
gdy zanurzam myśli w głowie
kobieta która miała kochać nie kocha
chwila nie jest chwilą wspaniałą
czasem
zapomniany oszukany
potykam się o kamień
kłody na każdym kroku
to piwo wypili mówiąc że to za winny
przewrócony jak pień z kasy oskubany
kuleję z wyobrażeniami
przenikam pamięcią szukam prawdy
dobrze się kryją demony świata
nie oszukasz przeznaczenia
nie przejrzysz dopóki nie zaboli
powoli do schyłku droga nieprawdy
przed nami obraz nie zbadany
Yaro, 10 november 2014
w chmurach z wierszem
piszę tkliwie nieporadnie
czekam nie nadchodzi
wciąż czekamy na kogoś na coś
żyję oddycham powietrzem
każdą chwilą się pieszczę
dobre dni nadejdą
jak po nocy dzień
idę ścieżką dobry
nie skąpię serca
nic w zamian nie potrzeba
dobre słowa liście z drzewa
szklanka wody na upały
przy kominku zadumany
nadzieja nie nadchodzi
z wiara w dłoni nacie szam ducha
Yaro, 9 november 2014
gdy zasnę powiedzcie amen
żyły zamkną obieg krew zastygnie
ciało trupio blade zimne głęboko
stanę obok jeszcze raz popatrzę
odejdę i nigdy nie zgaśnie moja gwiazda
między wami odnajdę miejsce
patrzył będę i cieszył się z wami
niewidzialny niematerialny niby swój
spacerował będę bez snu po zielonych łąkach za domem
przejdę w końcu po wodzie na stawie
złapię za skrzydło dziką kaczkę
uniosę się nad chmurami całkiem boso
gdy mnie to znudzi zapragnę życia
na ziemi jest ładnie człowiek łakomy zazdrosny przesadnie
zaborczy władny niepojęty opętany
demony skończą marnie jak brudne wody
nie smuć się gdy umiera człowiek